Polityka senioralna pojawia się w kampaniach wyborczych głównie jako zestaw obietnic: trzynasta emerytura, czternasta emerytura, dopłaty do leków. Brakuje jednak całościowej strategii odpowiadającej na wyzwania starzejącego się społeczeństwa. O tym dlaczego partie polityczne nie korzystają z potencjału seniorów rozmawiamy z ekspertem ds. marketingu politycznego Sebastianem Drobczyńskim.

Sebastian Drobczyński
Ekspert ds. marketingu politycznego, wizerunku i komunikacji kryzysowej, od 30 lat doradzający politykom, partiom politycznym, samorządom oraz przedsiębiorstwom w zakresie strategii komunikacji, budowania wizerunku i zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Praktyk, konsultant i wykładowca akademicki, współautor książek oraz publikacji. Regularnie komentuje wydarzenia polityczne i społeczne w mediach ogólnopolskich.
Piotr Czubowicz: Minęło już sporo czasu od wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Kolejne wybory widać już na horyzoncie. W obu tych kampaniach polityka senioralna praktycznie nie istniała, a w programach partii – niezależnie od politycznych barw – trudno znaleźć kompleksową odpowiedź na wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa. Z czego to wynika? Czy z perspektywy marketingu politycznego sprawy seniorów po prostu nie są „sexy”?
Jeżeli przeanalizujemy programy partii politycznych, a nie tylko przekaz kampanijny czy debaty, okaże się, że seniorzy są w nich obecni. Znajdziemy propozycje dotyczące utrzymania trzynastej i czternastej emerytury, wsparcia w zakupie leków, rozwoju uniwersytetów trzeciego wieku czy aktywizacji osób starszych. Problem polega jednak na tym, że są to najczęściej pojedyncze propozycje, a nie element spójnej i długofalowej polityki senioralnej.
Dlaczego ten temat nie przebił się do głównego nurtu kampanii? Z perspektywy marketingu politycznego można wskazać kilka przyczyn. Po pierwsze, sztaby wyborcze koncentrują się na tematach, które wywołują silne emocje i polaryzują debatę publiczną, a polityka senioralna rzadko jest w ten sposób postrzegana. Po drugie, możliwe, że nie wszyscy decydenci dostrzegają skalę zmian demograficznych i potencjał wyborczy tej grupy. Tymczasem mówimy o blisko 10 milionach obywateli, którzy nie tylko stanowią jedną z najliczniejszych grup społecznych, ale także należą do najbardziej zdyscyplinowanych wyborców.
Moim zdaniem w kolejnych latach będzie się to zmieniać. Starzenie się społeczeństwa sprawi, że polityka senioralna przestanie być jedynie dodatkiem do programów wyborczych, a stanie się jednym z kluczowych obszarów rywalizacji politycznej.
Wystarczy sięgnąć do danych Głównego Urzędu Statystycznego…
Przytoczę kampanie samorządowe sprzed kilkunastu lat. Wówczas niewiele mówiło się o projektach skierowanych do seniorów. Uwaga samorządowców koncentrowała się przede wszystkim na młodych ludziach, tworzeniu miejsc pracy, pozyskiwaniu inwestorów i rozwoju infrastruktury. Tymczasem już wtedy badania prowadzone w środowisku akademickim pokazywały wyraźnie, że wraz ze zmianami demograficznymi będzie rosło zapotrzebowanie na działania adresowane do osób starszych.
Doradzałem wówczas samorządowcom, aby tworzyli strategie rozwoju wspólnie z seniorami i rozmawiali z nimi o ich potrzebach. Dziś widzę, że te samorządy, które jako jedne z pierwszych otworzyły się na politykę senioralną, zyskały aktywnych mieszkańców, większe zaangażowanie społeczne i zaufanie tej grupy.
Wracając do obecnej sytuacji, mam wrażenie, że część polityków albo nie otrzymała, albo nie wykorzystała analiz pokazujących, jak istotną grupą społeczną i wyborczą są seniorzy. Być może kampanie wyborcze zdominowały tematy związane z bezpieczeństwem, sporami ideologicznymi i bieżącymi emocjami społecznymi, przez co kwestie senioralne zeszły na dalszy plan.
W jaki sposób powinniśmy myśleć o seniorach? Jak zdiagnozować potrzeby i oczekiwania tej grupy?
Przede wszystkim musimy przestać myśleć o seniorach jako o jednolitej grupie. W Polsce żyje dziś blisko 10 milionów osób w wieku senioralnym, ale ich potrzeby są bardzo zróżnicowane. Są osoby aktywne, samodzielne i zaangażowane społecznie, które chcą się rozwijać, korzystać z oferty kulturalnej, edukacyjnej czy podróżować. To ogromna przestrzeń do współpracy samorządów, parlamentarzystów i organizacji społecznych.
Z drugiej strony są seniorzy z ograniczeniami zdrowotnymi i funkcjonalnymi, którzy wymagają wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, a także osoby potrzebujące stałej opieki. Dlatego skuteczna polityka senioralna nie może opierać się na jednym rozwiązaniu dla wszystkich – musi uwzględniać różne etapy starzenia się i odpowiadać na zróżnicowane potrzeby.
Jeśli chcemy skutecznie odpowiadać na potrzeby seniorów, nie wystarczą deklaracje. Potrzebne są konkretne programy i działania, a to oznacza również zapewnienie odpowiednich środków finansowych. Polityka senioralna nie powinna być traktowana jako koszt, lecz jako inwestycja w jakość życia coraz liczniejszej części naszego społeczeństwa.
Mam wrażenie, że politycy wciąż postrzegają osoby starsze przede wszystkim jako obciążenie dla budżetu państwa. Tymczasem, jak Pan zauważył, seniorzy są dziś bardzo zróżnicowaną grupą. Coraz więcej osób dba o profilaktykę, pozostaje aktywnych zawodowo i społecznie, uprawia sport, świadomie troszczy się o zdrowie. To już nie nisza, lecz wyraźny społeczny trend. Dlaczego politycy tego nie dostrzegają? Czy nie nadążają za zmianami, jakie zaszły w sposobie życia i oczekiwaniach osób starszych?
W mojej ocenie część polityków nadal nie dostrzega potrzeby rzeczywistego zainteresowania się sprawami seniorów. Z drugiej strony skuteczna komunikacja z tą grupą wymaga odpowiednich zasobów kadrowych – polityków, którzy potrafią rozmawiać z różnymi pokoleniami i są dla seniorów wiarygodni. Możliwe, że wiele partii nie dysponuje jeszcze wystarczającą liczbą takich osób, które mogłyby stać się autentycznymi twarzami polityki senioralnej. Jestem jednak przekonany, że będzie się to zmieniać, ponieważ nie da się prowadzić skutecznej polityki z pominięciem blisko 10 milionów seniorów w Polsce. To jednak wymaga nie tylko odpowiednich kompetencji osób odpowiedzialnych za politykę senioralną, ale również czasu, konsekwencji i odpowiednich środków finansowych.
Prowadząc zajęcia na studiach podyplomowych i programach MBA, spotykam osoby odpowiedzialne za polityki publiczne, w tym również za politykę senioralną. Kiedy pokazuję im dane demograficzne i wyniki badań, często słyszę pytanie: „Od czego zacząć?”. To pokazuje, że świadomość skali wyzwań dopiero się buduje.
Nie zapominajmy też, że wielu seniorów nadal pracuje, prowadzi działalność gospodarczą, angażuje się społecznie i tworzy wartość dla gospodarki. Wnoszą swój wkład w rozwój państwa i budowę PKB. Dlatego polityka senioralna nie powinna być postrzegana wyłącznie jako wydatek, lecz jako inwestycja w wykorzystanie potencjału jednej z największych grup społecznych w Polsce.
Tu pojawia się pewien paradoks. Żyjemy i pracujemy dłużej, ale żadna partia nie chce podnieść wieku emerytalnego, bo to polityczny strzał w kolano. Jednocześnie z rynku pracy wypychani są już pięćdziesięciolatkowie, bo w oczach działów HR są już starzy.
To rzeczywiście jeden z największych paradoksów współczesnego rynku pracy. Z jednej strony wydłuża się średnia długość życia i aktywności zawodowej, z drugiej – wiele osób po pięćdziesiątym roku życia jest postrzeganych przez pracodawców jako mniej atrakcyjni kandydaci. Rolą państwa powinno być nie tylko zachęcanie do dłuższej aktywności zawodowej, ale przede wszystkim stworzenie warunków, które to umożliwią – poprzez rozwój kompetencji, programy przekwalifikowania i przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na wiek. W przeciwnym razie osoby te zostaną wypchnięte na margines rynku pracy, a koszty ich bierności zawodowej – w postaci wyższych wydatków na świadczenia, ochronę zdrowia czy pomoc społeczną – będą znacznie większe niż inwestycje w utrzymanie ich aktywności zawodowej.
W parlamencie potrzebni są liderzy, którzy będą potrafili prowadzić długofalową politykę wobec starzejącego się społeczeństwa polskiego i otwarcie powiedzą, że tego wyzwania nie da się rozwiązać w ciągu jednej kadencji. To powinien być projekt państwowy, realizowany ponad podziałami politycznymi.
Twarzą polityki senioralnej jest w rządzącej koalicji pani Marzena Okła-Drewnowicz. Najpierw była ministrem ds. polityki senioralnej, po rekonstrukcji rządu została sekretarzem stanu ds. polityki senioralnej, obecnie jest pełnomocnikiem rządu ds. polityki senioralnej. Można się pogubić i nie wydaje się, by była to droga w górę. Czy to odzwierciedlenie miejsca polityki senioralnej w hierarchii priorytetów rządu?
Trudno nie odczytywać tego jako sygnału, że polityka senioralna nie należy dziś do najważniejszych priorytetów rządzącej koalicji. Co więcej – jeżeli państwo chce prowadzić skuteczną politykę senioralną, potrzebne są trzy rzeczy: odpowiednia ranga instytucjonalna, ludzie i pieniądze. Bez ministerstwa lub silnego ośrodka decyzyjnego, bez kompetentnych kadr i bez budżetu trudno cokolwiek zmienić. Można tworzyć strategie, powoływać rady i zespoły eksperckie, organizować konsultacje społeczne. Sam uczestniczę w pracach różnych gremiów i wiem, jak to wygląda. Eksperci dzielą się wiedzą, przygotowują rekomendacje, ale zbyt często nie przekładają się one na konkretne decyzje. To z czasem staje się frustrujące dla wszystkich.
Mam też poczucie, że nikt nie odważył się wykonać pierwszego naprawdę poważnego kroku – przeprowadzić kompleksowej diagnozy sytuacji osób starszych w całym kraju i na jej podstawie przygotować wieloletni plan działań. Taki, który jasno określałby: za rok realizujemy pierwszy etap, za dwa i pół roku kolejny, a następne w dalszej perspektywie. Gdyby kolejne rządy konsekwentnie trzymały się takiego harmonogramu, moglibyśmy mówić o rzeczywistej polityce senioralnej, a nie o zbiorze pojedynczych inicjatyw.
W niemal każdym obszarze polityki senioralnej mamy dziś do czynienia z ryzykiem wykluczenia. Rozwijamy e-zdrowie, aplikacje i kolejne usługi cyfrowe, ale wystarczy odwiedzić wiele gmin i porozmawiać z seniorami, by przekonać się, że część z nich nie tylko nie korzysta z tych rozwiązań, lecz nawet nie posiada smartfona. Dla takich osób cyfryzacja, zamiast ułatwiać codzienne funkcjonowanie, może stać się kolejną barierą i pogłębiać ich wykluczenie.
Zanim zaczniemy wprowadzać kolejne rozwiązania, powinniśmy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: od czego zaczynamy? Od zapewnienia transportu? Od dostępu do internetu? Od opieki długoterminowej? A może od ochrony zdrowia? Bez ustalenia priorytetów trudno zbudować spójną strategię. To wymaga jednak dojrzałego myślenia o państwie i społeczeństwie. Tymczasem nasza polityka w dużej mierze funkcjonuje w rytmie kolejnych wyborów. Jeśli jakiś projekt przynosi efekty dopiero po kilku latach, często przestaje być atrakcyjny z politycznego punktu widzenia. Do realizacji tak ambitnych zmian potrzebni są ludzie, którzy potrafią patrzeć dalej niż do najbliższej kampanii wyborczej.
Czy na polityce senioralnej można zatem zbić kapitał polityczny?
Można. Jak najbardziej. Ale trzeba patrzeć na seniorów partnersko, nie paternalistycznie. To nie jest grupa, której tylko coś się daje. To są ludzie, którzy mają doświadczenie, wiedzę, czas, kompetencje i wpływ na społeczeństwo. Seniorzy nie są wyłącznie odbiorcami świadczeń. Wciąż pracują, opiekują się wnukami, angażują się społecznie, przekazują wiedzę i doświadczenie, współtworzą kulturę oraz mają swój wkład w rozwój gospodarki. Tymczasem zbyt często są postrzegani przede wszystkim jako koszt. A to jest fundamentalny błąd w myśleniu o starzejącym się społeczeństwie.
A gdyby przed kolejnymi wyborami pojawiła się partia z kompleksowym programem polityki senioralnej, miałaby szansę zaistnieć?
Jako partia wyłącznie senioralna? Nie.
Nie tyle złożona z seniorów, ile z ekspertów ds. polityki senioralnej.
Pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, tacy eksperci musieliby być obecni w każdym okręgu wyborczym. To nie mogłoby być jedno znane nazwisko. W Polsce mamy 41 okręgów, więc potrzeba byłoby co najmniej po dwóch, trzech wiarygodnych ekspertów w każdym z nich. Załóżmy: około 100 osób.
Po drugie, to musiałyby być osoby komunikacyjnie przygotowane, wiarygodne dla różnych grup seniorów i gotowe do prowadzenia kampanii. Największą konkurencją kandydata nie zawsze jest inna partia, ale często osoby z własnej listy. Po trzecie, seniorzy też mają różne poglądy polityczne. Nie da się ich potraktować jako jednej grupy, która zagłosuje tak samo.
I jeszcze jedno: nawet jeśli tacy eksperci dostaliby się do Sejmu, musieliby mieć wpływ na premiera i ministra finansów. Bez tego ich projekty mogą utknąć. W parlamencie liczą się większość, relacje i zdolność przekonania własnego środowiska, że dany projekt przełoży się na realne korzyści polityczne.
Dziś cała uwaga skupia się na bezpieczeństwie i odporności państwa. Tyle że odporne społeczeństwo to wciąż to samo starzejące się społeczeństwo.
Dokładnie. Proszę zobaczyć, czy seniorów zaproszono na przykład do projektów związanych z pierwszą pomocą. Czy zaangażowano ich w ćwiczenia, szkolenia, działania obywatelskie dostosowane do ich możliwości? Przecież część seniorów ma czas i chęć działania. Często wystarczy zaprosić ich do sensownych projektów.
Konkludując i nawiązując do określenia, którego użył Pan na początku naszej rozmowy – można powiedzieć, że dziś sprawy osób starszych po prostu nie są dla polityków „sexy”.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

