Polityka mieszkaniowa, nawet w krajach, które od dziesięcioleci mierzą się ze starzeniem społeczeństw, takich jak Niemcy czy Japonia, wciąż uczy się uwzględniać potrzeby osób starszych. Zmiana ta wymaga bowiem nie tylko dostosowania budynków, lecz także redefinicji środowiska zamieszkania w kontekście starości. W Polsce jesteśmy dopiero na początku tej drogi. 

Tekst: dr inż. arch. Agnieszka Cieśla

Procesy starzenia się społeczeństw są zjawiskiem stosunkowo nowym w historii ludzkości. Na szeroką skalę rozpoczęły się dopiero w drugiej połowie XX wieku, wraz z wydłużaniem trwania życia i spadkiem dzietności. Ich konsekwencje w wymiarze społecznym, ekonomicznym i przestrzennym stają się coraz bardziej widoczne. 

Proces starzenia rozpoczął się u nas później niż na Zachodzie, jednak jego tempo jest znacznie szybsze. W ciągu najbliższych trzech dekad Polska stanie się jednym z najstarszych społeczeństw w Europie i na świecie, starszym nawet niż Niemcy czy Japonia. To zjawisko postępuje w sposób gwałtowny, a my wciąż nie dysponujemy rozwiązaniami, które w innych krajach funkcjonują od lat.

Podczas gdy Niemcy, Japonia czy kraje skandynawskie od dawna rozwijają spójną politykę mieszkaniową wobec starzenia się populacji, Polska dopiero zaczyna dostrzegać znaczenie mieszkalnictwa senioralnego jako istotnego elementu polityki społecznej. Czas działa jednak na naszą niekorzyść. Nie mamy komfortu stopniowych zmian, musimy reagować natychmiast, bowiem liczba osób starszych w Polsce gwałtownie rośnie z roku na rok.

Największym wyzwaniem jest w tym kontekście kształtowanie polityki mieszkaniowej, która potrafiłaby odpowiadać na potrzeby osób starszych. Choć temat ten coraz częściej pojawia się w dokumentach krajowych, wciąż brakuje spójnego podejścia i jasno określonych instrumentów realizacji. Ponadto, polska polityka mieszkaniowa funkcjonuje wyłącznie na dwóch poziomach: krajowym i lokalnym, podczas gdy w wielu krajach europejskich istnieje silny poziom regionalny, odpowiedzialny za wdrażanie programów i koordynację działań samorządów.

Brak tej warstwy pośredniej ma szczególne znaczenie w kraju tak dużym i zróżnicowanym jak Polska. Trudno bowiem opracować jedną, uniwersalną regulację, która odpowiadać będzie potrzebom dużych miast i jednocześnie gmin wiejskich o charakterze peryferyjnym. W efekcie polityka mieszkaniowa staje się mało elastyczna, a lokalne samorządy pozostają bez wsparcia systemowego, które pozwoliłoby im reagować na własne, specyficzne wyzwania demograficzne.

Mieszkanie na starość: początki

W krajach zachodnich pierwsze powojenne koncepcje organizacji mieszkalnictwa dla osób starszych wywodziły się z modelu opieki instytucjonalnej. W latach 50. i 60. XX wieku, wraz z rozwojem państwa opiekuńczego w tych krajach, budowa domów opieki była postrzegana jako nowoczesne i profesjonalne rozwiązanie problemu starości. Panowało wówczas przekonanie, że zapewnienie osobom starszym miejsca w wyspecjalizowanej instytucji stanowi wyraz postępu i odpowiedzialności państwa.

W tym podejściu starość często utożsamiano z chorobą i utratą samodzielności. Osoby starsze traktowano przede wszystkim z perspektywy opiekuńczej i medycznej, a nie jako aktywnych uczestników życia społecznego. W rezultacie wiele osób trafiało do domów opieki zbyt wcześnie,  nie z powodu rzeczywistej niesamodzielności, lecz dlatego, że taki był obowiązujący model myślenia o starości.

Z czasem okazało się jednak, że system instytucjonalny jest bardzo kosztowny, mało efektywny i niechętnie akceptowany przez seniorów. Zamiast wzmacniać poczucie bezpieczeństwa, prowadził często do izolacji i wykluczenia z życia społecznego. To skłoniło decydentów do poszukiwania nowych rozwiązań, bliższych codziennym potrzebom ludzi starszych.

Od lat 70. XX wieku w wielu państwach rozpoczął się stopniowy zwrot w kierunku deinstytucjonalizacji, czyli odchodzenia od dużych instytucji na rzecz opieki środowiskowej i lokalnych usług wsparcia. W ich centrum znalazł się człowiek, jego dom i najbliższe sąsiedztwo, które zaczęto postrzegać jako naturalne środowisko życia w starości.

Tendencję tę wspierały również międzynarodowe organizacje, zwłaszcza Unia Europejska i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), które konsekwentnie podkreślają, że opieka instytucjonalna powinna być rozwiązaniem ostatecznym, stosowanym jedynie wtedy, gdy wyczerpane zostaną możliwości wsparcia w środowisku zamieszkania.

W wielu krajach zachodnich mimo rozwoju alternatywnych form wsparcia wciąż utrzymuje się wysoka liczba miejsc w opiece długoterminowej (long-term care). Dane Eurostatu (2023) pokazują, że w Holandii, Szwecji czy Belgii, liczba łóżek w opiece długoterminowej przekracza 1200–1400 na 100 000 mieszkańców, podczas gdy w Polsce wskaźnik ten jest kilkukrotnie niższy (ok. 250). Tak wysoki poziom instytucjonalizacji jest spuścizną wcześniejszego rozwoju systemu opieki całodobowej. Dziś stanowi on wyzwanie dla tych krajów, które konsekwentnie wdrażają proces deinstytucjonalizacji ograniczając skalę opieki instytucjonalnej na rzecz usług środowiskowych.

W Polsce natomiast sytuacja wygląda inaczej: system opieki instytucjonalnej jest wciąż słabo rozwinięty, a w wielu regionach niedostępny. W obliczu szybkiego przyrostu liczby osób starszych Polska będzie musiała rozwijać równolegle usługi środowiskowe i infrastrukturę opiekuńczą. Tylko połączenie obu tych elementów pozwoli zapewnić codzienne wsparcie w miejscu zamieszkania i opiekę całodobową tym, dla których jest ona niezbędna.

Ageing in place – u siebie mimo wieku

Wraz z odchodzeniem od modelu instytucjonalnego zaczęła się kształtować nowa idea: ageing in place, czyli „starzenia się w miejscu”. Choć koncepcja ta ma wspólne założenia, w różnych krajach funkcjonuje pod odmiennymi nazwami. W Niemczech mówi się o Zu Hause im Alter („w domu mimo wieku”), we Francji o Bien vieillir chez soi („starzejąc się dobrze u siebie”), a w Polsce pojawiło się określenie „u siebie mimo wieku”, zainicjowane przez autorkę w ramach projektu Wzorcowego Mieszkania Seniora.

W każdym z tych ujęć chodzi o to samo: o możliwość bezpiecznego, niezależnego i komfortowego życia we własnym domu i społeczności, niezależnie od wieku, dochodów czy poziomu sprawności fizycznej. Ageing in place to nie tylko postulat emocjonalnego przywiązania do miejsca, lecz także filozofia planowania przestrzeni, usług i relacji społecznych w taki sposób, aby umożliwiały one ludziom starszym pozostanie w znanym otoczeniu jak najdłużej.

W dyskursie publicznym hasło to często sprowadzane jest jednak do prostego przeciwstawienia: dom kontra instytucja opiekuńcza. W praktyce oznacza to przekonanie, że najlepszym rozwiązaniem jest „pozostanie we własnych czterech ścianach” za wszelką cenę. Z założenia pozytywna idea bywa więc interpretowana zbyt dosłownie. Wielu seniorów, zwłaszcza w Polsce, pozostaje w swoich mieszkaniach zbyt długo, mimo poważnych ograniczeń zdrowotnych czy funkcjonalnych. W efekcie „bycie u siebie” nie zawsze przekłada się na jakość życia i bezpieczeństwo, szczególnie w mieszkaniach pozbawionych udogodnień, wind czy dostępu do lokalnych usług.

Ageing in the Right place – starzenie się we właściwym miejscu

Choć idea ageing in place miała stanowić odpowiedź na ograniczenia opieki instytucjonalnej, z czasem zaczęto dostrzegać także jej słabości. Pozostawanie w domu za wszelką cenę może być równie nieodpowiednie jak przedwczesna instytucjonalizacja. Wielu seniorów mieszka w lokalach niedostosowanych do swoich możliwości, w budynkach bez windy, z barierami architektonicznymi, w mieszkaniach zbyt dużych, zimnych lub wymagających remontu. Brak dostępu do usług, transportu publicznego czy wsparcia sąsiedzkiego często prowadzi do izolacji społecznej i pogorszenia kondycji psychicznej. W takich przypadkach „bycie u siebie” przestaje oznaczać bezpieczeństwo i komfort, a staje się źródłem ryzyka i samotności.

Jak zauważa Stephen Golant (2015), sama możliwość pozostania w dotychczasowym miejscu zamieszkania nie gwarantuje jakości życia w starości. Kluczowe staje się dopasowanie środowiska do zmieniających się potrzeb i ograniczeń: fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Z tej refleksji narodziła się koncepcja „ageing in the right place” tj. starzenia się we właściwym miejscu.

W tym ujęciu „właściwe miejsce” nie oznacza tego samego domu, w którym spędziliśmy wcześniejsze dekady życia. Może to być mniejsze mieszkanie w tej samej dzielnicy, lokal z windą i dostępem do usług, wspólnota mieszkaniowa typu cohousing czy budynek assisted living, łączący samodzielność z podstawowym wsparciem. The right place to środowisko zamieszkania dopasowane do indywidualnych potrzeb, które pozwala zachować poczucie kontroli i przynależności, a jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo i dostęp do pomocy, gdy jest ona potrzebna.

Seniorzy potrzebują zatem szerokiego spektrum rozwiązań: od mieszkań własnościowych i najmu społecznego, przez formy pośrednie, takie jak assisted living czy extra care housing, aż po wyspecjalizowaną opiekę długoterminową, która powinna pozostać rozwiązaniem ostatecznym. Polityka mieszkaniowa i społeczna powinna wspierać tę różnorodność, oferując ludziom starszym możliwość wyboru.

W Polsce jednak idea ageing in place wciąż dominuje nie jako wybór, lecz jako konieczność. Brak zróżnicowanej oferty mieszkaniowej i instrumentów wspierających zmianę miejsca zamieszkania sprawia, że wiele osób starszych pozostaje w swoich domach mimo narastających trudności. Tymczasem doświadczenia pokazują, że seniorzy gdy mają dokąd się przeprowadzić to naprawdę to robią.

Mobilność seniorów – mit i rzeczywistość

W polskim dyskursie o starzeniu się wciąż silne jest przekonanie, że „starych drzew się nie przesadza”. To powiedzenie przez lata stanowiło nie tylko metaforę przywiązania do miejsca, ale wręcz paradygmat myślenia o starości zakładający, że seniorzy nie migrują i nie chcą zmieniać swojego otoczenia.

Badania międzynarodowe pokazują jednak, że jest to mit kulturowy, a nie demograficzna prawidłowość. W rzeczywistości osoby starsze są bardziej mobilne, niż się powszechnie uważa, o ile mają realny wybór i dostęp do odpowiednich mieszkań. W Szwecji aż 25% osób w wieku powyżej 80 lat przeprowadziło się w ciągu ostatniej dekady (Hagberg, 2015). W Norwegii, według badań Sørvoll i współautorów (2020), jedna trzecia gospodarstw z osobami w wieku 70–75 lat zmieniła miejsce zamieszkania po ukończeniu 60. roku życia.

Wraz z wiekiem decyzje mieszkaniowe stają się coraz bardziej pragmatyczne. Wynikają z potrzeby dostosowania warunków do aktualnych możliwości i stylu życia. Seniorzy przeprowadzają się do mieszkań mniejszych, tańszych w utrzymaniu, położonych bliżej usług, transportu publicznego lub rodziny. Migracja nie jest więc dowodem destabilizacji, lecz strategią adaptacyjną, pozwalającą zachować niezależność i lepszą jakość życia.

W Polsce brakuje badań, które pozwalałyby uchwycić rzeczywistą skalę i charakter mobilności osób starszych. Dotychczasowe badania w Polsce w większości koncentrowały się na deklaratywnej gotowości do przeprowadzki, pytając seniorów, czy „rozważaliby zmianę miejsca zamieszkania”. W takich warunkach większość odpowiada przecząco, często dlatego, że ma już dobre warunki zamieszkania, ale równie często dlatego, że nie zdaje sobie sprawy, iż mogłaby mieszkać lepiej. Brak systemowych rozwiązań i informacji o alternatywach utrwala więc przekonanie, że przeprowadzka w późnym wieku jest nierealna lub niepożądana.

Tymczasem wyniki autorskich badań terenowych i spacerów badawczych z grupą warszawskich seniorek w wieku 75–85 lat pokazują, że zmiana miejsca zamieszkania w późniejszym wieku nie jest zjawiskiem marginalnym. Spośród ośmiu uczestniczek trzy w ostatnich latach zdecydowały się na przeprowadzkę: z dużych mieszkań do mniejszych lokali położonych w tej samej dzielnicy. Wszystkie były wdowami, które przekazały swoje dotychczasowe mieszkania dorosłym dzieciom. Jedno z nowych mieszkań okazało się zbyt małe w stosunku do potrzeb, jednak wszystkie badane pozytywnie oceniały zmianę. Pozostały w znanym sąsiedztwie, a przeprowadzka pozwoliła im uprościć codzienne życie i zmniejszyć koszty utrzymania.

Mit „zbyt dużych mieszkań” seniorów

W debacie o mieszkalnictwie senioralnym w Polsce często powraca teza, że seniorzy zajmują zbyt duże mieszkania i że podobnie jak w krajach zachodnich należy zachęcać ich do tzw. downsizingu, czyli przeprowadzki do mniejszych lokali. W rzeczywistości jednak skala tego zjawiska w Polsce jest niewielka, a kopiowanie zachodnich rozwiązań nie znajduje uzasadnienia w danych.

Według Eurostatu (2018) w takich krajach jak Irlandia, Malta czy Cypr ponad 90% osób w wieku 65+ mieszka w zbyt dużych mieszkaniach. Tymczasem w Polsce jedynie niecałe 20% seniorów żyje w tzw. under-occupied dwellings. Jest to jeden z najniższych wskaźników w Europie. Oznacza to, że polscy seniorzy w przeważającej większości nie dysponują nadmiarem przestrzeni, lecz mieszkają w mieszkaniach o ograniczonym metrażu. Zachodnie postulaty o „dzieleniu się przestrzenią”, takie jak dokwaterowanie studentów do mieszkań seniorów, są więc w polskich realiach mało adekwatne. Ograniczony metraż mieszkań zajmowanych przez osoby starsze znajduje odzwierciedlenie w danych porównawczych. Średnia powierzchnia mieszkania na osobę w Polsce wynosi około 31 m², podczas gdy w Niemczech to 48 m², a w Holandii ponad 50 m². 

W ramach projektu Wzorcowe Mieszkanie Seniora zdarzały się sytuacje, które dobrze to ilustrują. Jeden z odwiedzających, starszy mężczyzna mieszkający z żoną w 24-metrowej kawalerce, z uśmiechem powiedział podczas rozmowy: „Ciasno to było, gdy mieszkaliśmy tu z dwójką dzieci. Teraz mamy luz.” Tego typu wypowiedzi pokazują, że wielu seniorów jest przyzwyczajonych do ograniczonej przestrzeni i nie postrzega jej jako problemu, mimo że tak mały metraż może utrudniać codzienne funkcjonowanie.

Co więcej, mały metraż może stanowić ograniczenie możliwości świadczenia usług opiekuńczych. W wielu przypadkach, szczególnie w 20-metrowych kawalerkach z okresu gomułkowskiego, fizycznie brakuje miejsca na odpowiednie ustawienie łóżka i zapewnienie dostępu z obu stron, co jest niezbędne przy opiece nad osobą leżącą. W takich warunkach nawet najlepiej zorganizowana opieka środowiskowa napotyka bariery lokalowe. Ciasnota mieszkań seniorów staje się więc poważnym wyzwaniem zarówno z perspektywy komfortu życia, jak i organizacji opieki w środowisku domowym.