Polskie społeczeństwo starzeje się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz więcej seniorów potrzebuje wsparcia, a jednocześnie coraz mniej rodzin jest w stanie zapewnić całodobową opiekę swoim bliskim. O tym, jak zmieniają się potrzeby osób starszych, dlaczego opieka instytucjonalna nie stoi w sprzeczności z opieką domową oraz jaką rolę mogą odegrać nowe technologie, rozmawiamy z Dorotą Łabudą, dyrektorką Centrum Nowoczesnej Rehabilitacji i Opieki TriVita w Porąbce.

Dorota Łabuda
Dyrektor Generalny Centrum Nowoczesnej Rehabilitacji i Opieki TriVita w Porąbce, członek Zespołu Ekspertów ds. Polityki Senioralnej przy Wojewodzie Małopolskim, ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu jednostkami organizacyjnymi pomocy społecznej samorządowymi jak i komercyjnymi
Jest Pani dyrektorem jednego z najnowocześniejszych prywatnych ośrodków opieki w Polsce. Kim są Państwa klienci? Kto trafia do Trivity i z jakimi potrzebami najczęściej się spotykacie?
Od początku celem było stworzenie miejsca zapewniającego kompleksową opiekę, czyli połączenie całodobowej opieki z dodatkowymi świadczeniami wspierającymi, przede wszystkim rehabilitacją. Funkcjonujemy od dziesięciu lat, a około 70 proc. naszych podopiecznych stanowią osoby w wieku senioralnym. Trafiają do nas osoby, które ze względów zdrowotnych wymagają całodobowej opieki i pielęgnacji. Są to często pobyty długoterminowe, ponieważ osoby te nie mają możliwości uzyskania odpowiedniego wsparcia w miejscu zamieszkania. Czasami wynika to bezpośrednio z ich stanu zdrowia, który nie pozwala na samodzielne funkcjonowanie w domu, a czasami z sytuacji rodzinnej – są to osoby samotne albo takie, których bliscy nie są w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki.
Jednocześnie bardzo dużą grupę naszych klientów stanowią osoby korzystające z pobytów krótkoterminowych. Są to osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji zdrowotnej – po pobycie w szpitalu, po złamaniu nogi, po wszczepieniu endoprotezy czy innym zdarzeniu, które czasowo uniemożliwia im samodzielne funkcjonowanie. Potrzebują opieki przez kilka tygodni lub miesięcy, ale po odzyskaniu sprawności wracają do swoich domów.
Właśnie taki model opieki był jednym z głównych powodów stworzenia tej placówki. Dziesięć lat temu bardzo brakowało miejsc, które mogłyby zapewnić opiekę krótkoterminową. Istniały domy pomocy społecznej, rozwijały się usługi środowiskowe, ale brakowało miejsc, do których można było skierować osobę zależną na określony czas – wtedy, gdy wydarzy się coś nagłego i potrzebuje ona profesjonalnego wsparcia.
Co najczęściej oznacza taka czasowa potrzeba opieki?
Najczęściej jest związana z nagłym zdarzeniem zdrowotnym. Senior trafia do szpitala, przechodzi operację albo doświadcza pogorszenia stanu zdrowia. Po zakończeniu leczenia szpitalnego nie jest jeszcze gotowy do samodzielnego funkcjonowania w domu, a rodzina nie zawsze jest w stanie zapewnić mu całodobową opiekę.
Bardzo częstym przykładem są złamania biodra czy kończyn. Senior przez kilka tygodni nie może samodzielnie się poruszać, wymaga pomocy przy podstawowych czynnościach życiowych, a jednocześnie potrzebuje rehabilitacji, aby odzyskać sprawność. Taka osoba potrzebuje nie tylko wsparcia opiekuńczego, ale również profesjonalnego programu usprawniania.
Jest jeszcze trzecia grupa klientów – osoby, które mają zapewnioną opiekę w domu, ale ich bliscy potrzebują czasowego odciążenia. Chcą wyjechać na urlop, przeprowadzić remont mieszkania albo po prostu odpocząć. Wiemy, jak wygląda kondycja psychiczna i fizyczna opiekunów osób zależnych, dlatego od początku bardzo mocno stawialiśmy na rozwój pobytów wytchnieniowych.
To z jednej strony wytchnienie dla opiekuna, ale z drugiej również dla samego seniora. Zmienia otoczenie, spotyka innych ludzi, uczestniczy w terapii zajęciowej, rehabilitacji czy różnych aktywnościach społecznych. Można powiedzieć, że dla wielu osób jest to pewnego rodzaju sanatorium, z tą różnicą, że otrzymują tam również całodobową opiekę.
Wiele badań pokazuje, że większość z nas chciałaby starzeć się we własnym domu. Czy wobec tego opieka instytucjonalna ma przyszłość?
Oczywiście, że tak. Patrząc na procesy demograficzne oraz skalę chorób cywilizacyjnych, które obserwujemy, jestem przekonana, że potrzebujemy bardzo szerokiego wachlarza usług. Nie ma dziś miejsca na ograniczanie którejkolwiek z form wsparcia. Muszą rozwijać się zarówno usługi świadczone w miejscu zamieszkania, jak i usługi opieki instytucjonalnej. Każdy człowiek ma inne potrzeby, możliwości finansowe, sytuację rodzinną i zdrowotną.
Oczywiście należy robić wszystko, aby osoba starsza mogła jak najdłużej pozostać w swoim naturalnym środowisku. Jednak przychodzi moment, w którym nawet przy ogromnym zaangażowaniu rodziny nie jest już możliwe zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Wiele osób wymaga całodobowego nadzoru. Nie chodzi wyłącznie o obecność opiekuna. Często potrzebny jest także nadzór pielęgniarski, specjalistyczna pielęgnacja ran czy odleżyn, regularne podawanie leków, wykonywanie badań i szybkie reagowanie na zmiany stanu zdrowia. W takich sytuacjach dostępność profesjonalnej opieki jest po prostu większa w placówce całodobowej.
Musimy również pamiętać, że rodziny mają swoje obowiązki zawodowe i rodzinne. Opieka nad osobą zależną przez 24 godziny na dobę jest ogromnym obciążeniem. Dlatego uważam, że rozwój usług środowiskowych i instytucjonalnych powinien następować równolegle. Nie można ich traktować jako rozwiązań konkurencyjnych.
Jak będą zmieniać się potrzeby seniorów w najbliższych latach? Czy możemy to przewidzieć?
Rynek usług opiekuńczych będzie się zmieniał bardzo dynamicznie. Wynika to zarówno ze zmian demograficznych, jak i ze zmian społecznych. Jeszcze niedawno mieliśmy rodziny, w których był jeden dziadek i czworo wnuków. Dziś coraz częściej mamy czworo dziadków i jednego wnuka. Ta proporcja mówi właściwie wszystko o wyzwaniach, które przed nami stoją.
Zmienia się również świadomość samych seniorów. Młodsze pokolenia osób starszych coraz częściej zdają sobie sprawę, że mogą kiedyś potrzebować wsparcia. Coraz częściej dopuszczają też możliwość korzystania z profesjonalnych usług opiekuńczych. Nie chcą obciążać dzieci albo po prostu wiedzą, że dzieci mieszkają w innych miastach czy krajach.
Zmienia się również rozumienie samej opieki. Dziś nie może ona ograniczać się wyłącznie do usług opiekuna. Coraz większe znaczenie będzie miała kompleksowość i interdyscyplinarność. Potrzebne są usługi opiekuńcze połączone z rehabilitacją, opieką pielęgniarską, wsparciem psychologicznym i różnymi formami terapii. To właśnie takie kompleksowe podejście będzie w przyszłości kluczowe.
Jednym z największych problemów sektora opieki są dziś braki kadrowe. Czy prywatne placówki również odczuwają ten problem?
W tym zakresie nie ma większego znaczenia, czy mówimy o placówce prywatnej, czy publicznej. Zarówno sektor pomocy społecznej, jak i ochrony zdrowia mierzy się z bardzo podobnymi wyzwaniami. Z jednej strony mamy problem z pozyskiwaniem nowych pracowników. Są to zawody wymagające, obciążające psychicznie i fizycznie, dlatego nie wszyscy chcą wybierać taką ścieżkę zawodową. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że bardzo szybko rośnie samo zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze. Osób potrzebujących wsparcia jest coraz więcej, więc automatycznie rośnie też zapotrzebowanie na pracowników.
Moim zdaniem problem wynika również z tego, że jako system trochę spóźniliśmy się z myśleniem o kształceniu kadr. Przez wiele lat nie przygotowywaliśmy odpowiednio dużej liczby osób do pracy w zawodach związanych z opieką długoterminową.
Dziś widać już jednak pewne pozytywne zmiany. Jeżeli chodzi na przykład o pielęgniarki, można zaobserwować odwrócenie niektórych niekorzystnych trendów. Coraz więcej osób wybiera także zawód opiekuna medycznego. Myślę, że za kilka lat będzie to jeszcze bardziej widoczne, ponieważ demografia nie pozostawia żadnych złudzeń – zapotrzebowanie na takie zawody będzie stale rosło.
Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie braki kadrowe są odczuwalne. Każda placówka musi szukać własnych sposobów na pozyskiwanie pracowników i utrzymanie stabilnego zespołu.
Czy w sprostaniu tym wyzwaniom może pomóc technologia? Coraz częściej mówi się o teleopiece, czujnikach monitorujących bezpieczeństwo seniorów czy rozwiązaniach wykorzystujących sztuczną inteligencję.
Oczywiście technologia może pomóc i powinna pomagać. Natomiast jestem przedstawicielką tej szkoły myślenia, która uważa, że w zawodach opiekuńczych kluczowe znaczenie ma drugi człowiek. Nie wyobrażam sobie, żeby technologia mogła zastąpić opiekuna. W opiece niezwykle ważna jest obecność, rozmowa, relacja i kontakt interpersonalny. Tego nie da się zastąpić żadnym urządzeniem.
Natomiast technologia może bardzo skutecznie wspierać pracę personelu. Dotyczy to zarówno teleopieki, różnych systemów monitorowania bezpieczeństwa seniorów, jak i rozwiązań informatycznych usprawniających codzienną pracę.
Doskonałym przykładem jest elektroniczna dokumentacja medyczna. Dzięki niej informacje są dostępne natychmiast, łatwiej przekazywać je między członkami zespołu, a ryzyko błędów jest mniejsze. Duże znaczenie mają także rozwiązania ograniczające liczbę czynności administracyjnych wykonywanych przez personel. Im mniej czasu poświęcamy na dokumentację czy powtarzalne czynności organizacyjne, tym więcej czasu możemy przeznaczyć na bezpośrednią opiekę nad pacjentem.
Obecnie testujemy bardzo ciekawe rozwiązanie związane z przygotowywaniem leków. Współpracująca z nami apteka przygotowuje indywidualnie opisane saszetki z lekami dla konkretnych pacjentów. Leki są rozłożone na odpowiednie dawki dzienne i dokładnie oznaczone. Dzięki temu personel nie musi samodzielnie przygotowywać wszystkich zestawów leków, co znacząco zmniejsza ryzyko pomyłek. To bardzo ważne również z punktu widzenia bezpieczeństwa pracowników. W placówce opiekuńczej codziennie zdarzają się sytuacje wymagające natychmiastowej reakcji – ktoś upadnie, ktoś nagle źle się poczuje, pojawia się nagłe zagrożenie zdrowotne. W takich okolicznościach łatwo o stres i rozproszenie uwagi. Każde rozwiązanie, które pomaga ograniczyć ryzyko błędów, jest bardzo cenne.
W Polsce od kilku lat funkcjonuje program „Opieka wytchnieniowa”. Jak ocenia Pani jego działanie?
Bardzo dobrze. Jako placówka współpracujemy z samorządami już od sześciu lat w ramach programu realizowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Można powiedzieć, że program ten stał się odpowiedzią na potrzebę, którą dostrzegałam już wiele lat temu. Umożliwia on osobom z niepełnosprawnościami oraz osobom wymagającym stałej opieki skorzystanie z krótkoterminowego pobytu w profesjonalnej placówce, a ich opiekunom daje możliwość odpoczynku. To realna pomoc. Opiekunowie mogą przez kilkanaście dni zająć się własnym zdrowiem, rodziną czy obowiązkami zawodowymi mając pewność, że ich bliscy są bezpieczni i znajdują się pod fachową opieką.
Zainteresowanie tym programem jest bardzo duże. Korzystają z niego zarówno osoby z niepełnosprawnościami, jak i seniorzy oraz ich rodziny. Bardzo często widzimy, że osoby, które raz skorzystały z takiej formy wsparcia, chcą wracać w kolejnych latach.
Jest jednak jedna rzecz, którą chciałabym zmienić. Uważam, że opieka wytchnieniowa powinna być rozwiązaniem systemowym, a nie wyłącznie programowym. Dziś wiele zależy od tego, czy dana gmina lub powiat pozyska środki na realizację programu. Gdyby było to rozwiązanie wpisane na stałe do systemu, dostęp do tej formy wsparcia byłby znacznie bardziej przewidywalny i powszechny.
Mam też pewne wątpliwości dotyczące niektórych regulacji związanych z finansowaniem ze środków unijnych. W praktyce zdarza się, że uczestnicy takich projektów mogą korzystać wyłącznie z placówek bardzo małych, liczących do ośmiu mieszkańców. Trudno mi zrozumieć logikę takiego rozwiązania. Małe placówki mają oczywiście swoje zalety, ale jednocześnie często nie są w stanie zapewnić tak szerokiego dostępu do specjalistów jak większe ośrodki. Tymczasem dla wielu osób kluczowe znaczenie ma właśnie kompleksowość usług.
Chciałbym zapytać o szerszą perspektywę. Czy polski system opieki nad seniorami jest przygotowany na wyzwania związane z demografią naszego społeczeństwa?
Przed nami bardzo dużo pracy. Powinniśmy postawić na równoległy rozwój usług środowiskowych i instytucjonalnych. Dziś bardzo mocno promujemy opiekę świadczoną w miejscu zamieszkania i jest to kierunek słuszny, ale jednocześnie coraz częściej spotykam się z błędnym rozumieniem pojęcia deinstytucjonalizacji. Deinstytucjonalizacja nie oznacza likwidacji instytucji. Nie oznacza zamykania placówek opiekuńczych ani rezygnacji z opieki całodobowej. Oznacza przede wszystkim tworzenie takich warunków, aby człowiek mógł jak najdłużej funkcjonować w swoim naturalnym środowisku, ale przy jednoczesnym zachowaniu dostępu do różnych form wsparcia.
Polska już dziś znajduje się wśród krajów o bardzo małej liczbie miejsc opieki instytucjonalnej. W wielu placówkach kolejki liczy się nie w tygodniach, ale w miesiącach, a czasem nawet latach. Trudno więc mówić o nadmiarze takich miejsc. Równolegle musimy rozwijać opiekę środowiskową. Jednak powinna ona być rozumiana szerzej niż tylko jako pomoc opiekuna domowego. Jeżeli chcemy naprawdę wspierać seniora w miejscu zamieszkania, musimy zapewnić mu dostęp do całego zespołu specjalistów. Potrzebna jest opieka pielęgniarska, rehabilitacja, wsparcie terapeutyczne i odpowiednia koordynacja wszystkich tych usług.
Od lat problemem jest rozdzielenie dwóch światów – pomocy społecznej i ochrony zdrowia. Każdy z tych systemów funkcjonuje według własnych zasad, a tymczasem osoba starsza potrzebuje jednocześnie usług opiekuńczych i medycznych. To właśnie w tym miejscu widzę największe wyzwanie dla Polski. Jeżeli uda nam się połączyć te dwa obszary i stworzyć naprawdę kompleksowy system wsparcia, będziemy mogli mówić o skutecznej odpowiedzi na wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa, bo przyszłość opieki senioralnej nie leży ani wyłącznie w instytucjach, ani wyłącznie w opiece domowej. Przyszłość leży w mądrym połączeniu obu tych form i budowaniu systemu, który będzie odpowiadał na rzeczywiste potrzeby ludzi.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

