Piękne wnętrze nie zawsze oznacza wnętrze przyjazne. Przestrzeń, w której żyjemy, może nas uspokajać albo niepotrzebnie obciążać, wspierać aktywność albo ograniczać samodzielność. Jak wykorzystać wiedzę o wpływie otoczenia na człowieka, by projektować mieszkania zdrowsze, bezpieczniejsze i bardziej funkcjonalne? O tym rozmawiamy z Katarzyną Koszałką, architektką wnętrz, projektantką, edukatorką i społeczniczką.

Katarzyna Koszałka
Architektka wnętrz, projektantka, edukatorka i społeczniczka. Od ponad 25 lat prowadzi mDom Pracownię Projektową, realizując kompleksowe projekty wnętrz prywatnych i zabytkowych, także w segmencie premium. W swojej pracy łączy funkcjonalność, estetykę i dbałość o detal, tworząc przestrzenie dopasowane do potrzeb i stylu życia użytkowników.
Inicjatorka działań na rzecz dostępności i edukacji projektowej, m.in. warszawskiego „Punktu Porad Projektanta”. Wiceprezeska Stowarzyszenia Architektów Wnętrz, zaangażowana w rozwój standardów zawodowych, edukację i współpracę z instytucjami publicznymi. Autorka publikacji, wykładów i projektów społecznych. W 2025 roku powołana do Zespołu Doradczego przy Ministerstwie Finansów i Gospodarki, współtworzącego Politykę Architektoniczną Państwa.
Piotr Czubowicz: Czy wnętrza, w których żyjemy, mogą wpływać na nasze zdrowie? Przekonuje pani, że odpowiednio zaprojektowana przestrzeń wspiera lepsze i zdrowsze życie.
Zdecydowanie tak. Wnętrza mają realny wpływ na nasze zdrowie, a nie tylko na subiektywne poczucie komfortu czy to, czy dobrze nam się w danym miejscu mieszka. Wiedza medyczna, poparta badaniami, jest już na tyle rozwinięta, że pozwala określić, jakie elementy otoczenia służą człowiekowi, a które mogą mu szkodzić.
Wpływ przestrzeni na nasze zdrowie i samopoczucie potwierdzają m.in. badania z zakresu neuroarchitektury. Powstają również standardy oceny budynków uwzględniające ich oddziaływanie na człowieka. Jednym z nich jest WELL Building Standard, który analizuje przestrzeń w dziesięciu kluczowych obszarach związanych ze zdrowiem i dobrostanem użytkowników. Budynki mogą uzyskać certyfikat na jednym z czterech poziomów: Bronze, Silver, Gold lub Platinum.
Czy wnętrze może „leczyć”? W jaki sposób dobrze zaprojektowana przestrzeń może wspierać nasz dobrostan? Proszę podać przykłady pozytywnych i negatywnych rozwiązań.
Zdecydowanie tak. Wnętrze może wspierać procesy regeneracji, poprawiać samopoczucie, a nawet ograniczać ryzyko niektórych problemów zdrowotnych. Można wskazać kilka kluczowych obszarów, w których sposób zaprojektowania przestrzeni ma szczególne znaczenie. Są to przede wszystkim: oświetlenie, akustyka, jakość powietrza, rodzaj zastosowanych materiałów oraz geometria, czyli kształty pomieszczeń i znajdujących się w nich przedmiotów.
Dobrze zaprojektowane wnętrze może na przykład zmniejszać obciążenie układu nerwowego osób starszych, ograniczać ryzyko upadków, a także stymulować zmysły, wspierając dobre samopoczucie i przeciwdziałając poczuciu osamotnienia.
Przyjrzyjmy się kilku konkretnym przykładom. Pierwszy z nich to oświetlenie. Często mówimy, że światło jest dobre lub złe, ale warto zwrócić uwagę na jego barwę, wyrażaną w kelwinach (K). W salonie i sypialni zalecana jest zazwyczaj ciepła barwa światła, w zakresie 2700–3000 K. W przedpokoju, łazience i kuchni można zastosować światło o temperaturze 3000–4000 K, natomiast do lampek przeznaczonych do czytania – około 4000 K. W domowych wnętrzach warto unikać nadmiernie chłodnego, ostrego oświetlenia, które może powodować dyskomfort.
Drugi przykład to geometria i kształty. Zastąpienie mebli o ostrych krawędziach wyposażeniem o łagodniejszych, zaokrąglonych formach może podświadomie zwiększać poczucie bezpieczeństwa. Okrągłe i owalne stoły sprzyjają z kolei integracji, ułatwiają kontakt wzrokowy i rozmowę, a tym samym mogą przeciwdziałać samotności.
Trzeci obszar to kontakt z naturą. Wprowadzenie do wnętrza żywych roślin i naturalnych materiałów, takich jak drewno, pomaga stworzyć bardziej przyjazne otoczenie i może redukować napięcie psychiczne.
Warto pamiętać, że działa to również w drugą stronę. Nieodpowiednie oświetlenie, nadmierny hałas, słaba jakość powietrza, nieprzyjazne materiały czy ostre, trudne do przewidzenia układy przestrzenne mogą pogarszać komfort życia, zwiększać stres i utrudniać codzienne funkcjonowanie.
W swoich wystąpieniach mówi pani o przestrzeni jako systemie bodźców oddziałujących na układ nerwowy. Które elementy wnętrza mają największy wpływ na nasz mózg i samopoczucie? Jakie „niewidzialne stresory” możemy na co dzień przeoczyć, a które powodują zmęczenie, rozdrażnienie czy problemy z koncentracją?
Jeśli żyjemy w źle zaprojektowanych wnętrzach, możemy być nieustannie narażeni na działanie niewidocznych bodźców, które obciążają nasz układ nerwowy. Nie zawsze zdajemy sobie z nich sprawę, ponieważ działają w tle, ale ich skutkiem może być przewlekłe zmęczenie, rozdrażnienie, niepokój czy trudności z koncentracją.
Podzieliłabym te stresory na trzy główne grupy. Pierwsza to jakość powietrza i mikroklimat. Jednym z problemów jest podwyższone stężenie dwutlenku węgla (CO₂), do którego dochodzi m.in. w rzadko wietrzonych pomieszczeniach. Może ono powodować senność, bóle głowy i pogorszenie koncentracji. Kolejnym zagrożeniem jest obecność pleśni i grzybów, które mogą rozwijać się w miejscach niewidocznych na pierwszy rzut oka: za meblami, pod płytkami czy w zawilgoconych szafach. Ich obecność może negatywnie wpływać na zdrowie, m.in. wywoływać reakcje alergiczne i problemy z układem oddechowym. Nie bez znaczenia jest również wilgotność powietrza. Zarówno zbyt suche, jak i nadmiernie wilgotne powietrze może powodować dyskomfort, podrażniać błony śluzowe i utrudniać oddychanie.
Druga grupa to zanieczyszczenie sensoryczne, czyli nadmiar bodźców dźwiękowych i świetlnych. Nasze zmysły nieustannie odbierają sygnały z otoczenia. Nawet jeśli świadomie ich nie zauważamy, mózg musi je przetwarzać. Może to być jednostajny szum urządzeń domowych, lodówki, wentylacji czy routera, a także hałas dobiegający z ulicy lub sąsiednich mieszkań. Długotrwała ekspozycja na niepożądane dźwięki może utrudniać odpoczynek i zwiększać napięcie.
Stresorem bywa również niewłaściwe oświetlenie. Migotanie światła, nawet niewidoczne gołym okiem, może u niektórych osób wywoływać bóle głowy i zmęczenie wzroku. Znaczenie ma także barwa światła. Nadmierna ekspozycja wieczorem na światło o dużej zawartości barwy niebieskiej może hamować wydzielanie melatoniny, zaburzając naturalny rytm dobowy i utrudniając zasypianie.
Trzecią grupę stanowi chaos wizualny, czyli po prostu bałagan. Nasz mózg musi przetwarzać informacje płynące z otoczenia, dlatego nadmiar przedmiotów i wizualny nieład mogą zwiększać obciążenie poznawcze. Niedomknięte szafki i szuflady, zastawione blaty, mnóstwo drobiazgów na półkach czy sterty niepotrzebnych papierów tworzą wrażenie niedokończonych zadań. To może podświadomie wywoływać napięcie i frustrację.
Podobnie działa źle zorganizowana przestrzeń. Przedmioty ustawione na ciągach komunikacyjnych, zbyt wąskie przejścia czy meble, o które regularnie się obijamy, utrudniają codzienne funkcjonowanie i powodują niepotrzebną irytację. W przypadku osób starszych mogą dodatkowo zwiększać ryzyko upadków.
Co ważne, wielu tych stresorów możemy stosunkowo łatwo się pozbyć. Czasem wystarczy regularnie wietrzyć mieszkanie, zadbać o odpowiednie oświetlenie, ograniczyć hałas, uporządkować przestrzeń i usunąć przeszkody z ciągów komunikacyjnych. To proste działania, które mogą realnie poprawić komfort życia. Ja wręcz ogłosiłabym powszechny obowiązek wietrzenia mieszkań i sprzątania bałaganu w trosce o nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Prawda, że to proste? (śmiech).
Czy mieszkanie 30-latka i 70-latka powinno być projektowane według innych zasad? A może dobrze zaprojektowane wnętrze może służyć osobom w każdym wieku?
Mieszkanie powinno być dobrze zaprojektowane niezależnie od wieku jego mieszkańców. Dotyczy to zarówno małego dziecka, osoby starszej, jak i aktywnego zawodowo 30-latka. W poprzednich odpowiedziach mówiłyśmy o tym, jak przestrzeń wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie i codzienne funkcjonowanie, nie uzależniając tego od wieku. To pokazuje, że na każdym etapie życia potrzebujemy wnętrz, które nas wspierają, a nie stawiają przed nami dodatkowe bariery.
Oczywiście wraz z wiekiem zmieniają się nasze potrzeby i preferencje, ale nie wynikają one wyłącznie z metryki. Zależą również od stylu życia, zainteresowań i indywidualnej aktywności. Osoba po siedemdziesiątce może uprawiać sport, rozwijać pasje kulinarne czy realizować się w innych dziedzinach, które wymagają odpowiednio zaaranżowanej przestrzeni.
Ujęłabym to więc następująco: funkcjonalne i ergonomiczne wnętrze dla każdego, niezależnie od wieku, uzupełnione o rozwiązania odpowiadające indywidualnym potrzebom mieszkańców.
Są jednak elementy, na które warto zwrócić szczególną uwagę, projektując mieszkania z myślą o osobach starszych. Najważniejsze cele to wspieranie samodzielności, zapewnienie bezpieczeństwa i odpowiednia stymulacja zmysłów. Jak przełożyć to na konkretne rozwiązania? W kuchni warto zastosować szuflady z pełnym wysuwem zamiast głębokich szafek, do których trzeba się schylać lub klękać, aby znaleźć potrzebne przedmioty.
- W łazience należy zamontować estetyczne i wygodne uchwyty, które ułatwiają wykonywanie codziennych czynności i zwiększają bezpieczeństwo.
- Oświetlenie powinno być odpowiednio mocne i rozproszone, tak aby nie tworzyło dezorientujących cieni. Wraz z wiekiem potrzebujemy znacznie więcej światła – szacuje się, że osoba 70-letnia może potrzebować nawet około trzykrotnie większego natężenia oświetlenia niż osoba 20-letnia, aby widzieć równie dobrze.
- Oświetlenie nocne powinno delikatnie rozjaśniać drogę do łazienki czy kuchni, nie powodując przy tym nadmiernego wybudzenia.
- Kolory i kontrasty pomagają lepiej rozpoznawać granice między poszczególnymi elementami wyposażenia. Z wiekiem pogarsza się zdolność dostrzegania kontrastów, dlatego warto zadbać na przykład o to, by podłoga nie zlewała się kolorystycznie z meblami.
- Materiały i faktury również mają znaczenie. Naturalne, przyjemne w dotyku powierzchnie mogą zwiększać poczucie komfortu i ułatwiać orientację w otoczeniu.
- Meble do siedzenia powinny mieć podłokietniki i odpowiednio twarde siedziska. Dzięki temu łatwiej wstać z fotela czy kanapy bez konieczności angażowania nadmiernej siły.
Nie chodzi więc o to, by tworzyć mieszkania „dla seniorów”, ale o projektowanie przestrzeni, która pozwala człowiekowi jak najdłużej zachować niezależność, realizować swoje zainteresowania i po prostu dobrze żyć. Warto przy tym pamiętać, że rozwiązania ułatwiające życie osobom starszym często okazują się wygodne również dla młodszych domowników.
Wiele mówi się o dostępności mieszkań dla osób starszych, ale często sprowadza się ją do kwestii technicznych. Co jeszcze powinno znaleźć się w takim „alfabecie” projektowania dla osób dojrzałych wiekiem?
Dostępność i bezpieczeństwo to bardzo ważne kwestie, ale nie powinny wyczerpywać tematu projektowania mieszkań dla osób dojrzałych. Wiemy już z badań, że przestrzeń wpływa nie tylko na nasze zdrowie fizyczne, lecz także na emocje, koncentrację, poziom stresu i zdolność do regeneracji. Dlatego projektując wnętrza, powinniśmy brać pod uwagę również te aspekty.
Ważne jest, aby zrozumieć, co służy konkretnemu człowiekowi, co sprawia mu przyjemność, jakie ma przyzwyczajenia, potrzeby, ale też obawy. Nie możemy zakładać, że wiemy lepiej, czego potrzebuje osoba starsza. Powinniśmy ją o to pytać, angażować w proces projektowania i dawać jej możliwość wyboru.
Alfabet projektowania dla osób dojrzałych powinien więc zaczynać się od uważnego słuchania, a nie od listy technicznych udogodnień. Chodzi o tworzenie przestrzeni, która nie tylko eliminuje bariery, ale przede wszystkim wspiera samodzielność, poczucie sprawczości, komfort i jakość życia.
Jak architektura mieszkania może sprawić, że osoba starsza dłużej będzie mogła wykonywać codzienne czynności bez pomocy innych?
Jednym z ważnych elementów budowania dobrostanu jest aktywność. Mieszkanie można zaprojektować tak, aby naturalnie zachęcało nas do ruchu i angażowania zarówno ciała, jak i umysłu. Nie chodzi oczywiście o tworzenie barier czy utrudnianie sobie życia, ale o unikanie nadmiernej wygody, która sprawia, że przestajemy się ruszać.
Jeśli jesteśmy sprawni, nie musimy mieć wszystkich przedmiotów zawsze w zasięgu ręki. Możemy tak rozmieścić część rzeczy, z których często korzystamy, aby wymagało to od nas wstania, przejścia kilku kroków czy wyciągnięcia ręki. Ważne jednak, żeby nie wiązało się to z ryzykiem upadku ani nie wymagało niebezpiecznego wspinania się czy sięgania po przedmioty z wysokości. Chodzi o to, by przestrzeń aktywizowała nas, a nie ograniczała.
Istotna jest również stymulacja sensoryczna. Miękki len, surowe drewno, chropowata glina – to materiały znane człowiekowi od tysięcy lat. Ich dotyk, faktura i temperatura mogą wpływać na nasze poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Dlatego warto otaczać się naturalnymi materiałami o zróżnicowanych właściwościach, pobudzać zmysł dotyku i dbać o różnorodność bodźców w naszym otoczeniu.
Mam też pewną podpowiedź, którą usłyszałam od jednego z seniorów podczas prowadzonych przeze mnie spotkań. Jego zdaniem świetnym pomysłem jest powieszenie dużego lustra w miejscu, obok którego często przechodzimy, na przykład na drodze do kuchni lub łazienki. Możemy wtedy obserwować swoją sylwetkę, sposób chodzenia, sprawdzać, czy utrzymujemy wyprostowaną postawę i jak się poruszamy. Możemy też po prostu uśmiechnąć się do siebie, spojrzeć na siebie życzliwie i z sympatią. Taki drobny element może być dodatkową motywacją do dbania o siebie i swoją aktywność. Polecam, wiem, że działa! (śmiech).
Światło jest jednym z tematów Pani wykładów. Jakie powinno być dobrze oświetlone mieszkanie?
Najkrócej mówiąc, dobrze oświetlone mieszkanie to takie, które łączy odpowiednią ilość naturalnego światła dziennego z właściwie dobranym oświetleniem sztucznym.
Czy to oznacza, że musimy przeprowadzać się do nowego, bardziej nasłonecznionego mieszkania? Absolutnie nie. Warto najpierw przyjrzeć się temu, jak wykorzystujemy światło, które już mamy. Często sami niepotrzebnie ograniczamy jego dostęp. Jako społeczeństwo mamy chyba tendencję do nadmiernego zasłaniania okien. Używamy grubych, gęsto upiętych firan, żaluzji, których nie podnosimy w ciągu dnia, czy rolet typu dzień-noc, które mocno zaciemniają pomieszczenia. Zdarza się też, że karnisze są zbyt krótkie i nawet po odsunięciu zasłon nadal częściowo zasłaniają one szyby. Problemem bywają również duże meble ustawione w taki sposób, że blokują dopływ światła w głąb pomieszczenia.
Nie chodzi oczywiście o to, by w upalne dni pozwalać ostremu, południowemu czy zachodniemu słońcu nadmiernie nagrzewać mieszkanie. Ważne jest raczej dostosowanie sposobu zasłaniania okien do pory dnia i roku. Nie bójmy się naturalnego światła – jest ono jednym z podstawowych regulatorów naszego organizmu. Wpływa na rytm dobowy, nastrój i samopoczucie.
Ogromne znaczenie ma również widok za oknem. Zieleń, niebo, ale także obecność innych ludzi i obserwowanie codziennego życia ulicy mogą pozytywnie wpływać na nasze zdrowie psychiczne. Często nie doceniamy tych możliwości. Zasłaniamy okna, odcinamy się od otoczenia, obawiając się spojrzeń sąsiadów czy przechodniów. Tymczasem niepotrzebnie izolujemy się zarówno od światła dziennego, jak i od świata zewnętrznego.
Nie mniej ważne jest oświetlenie sztuczne. Powinno być równomierne, wielowarstwowe i odpowiednio dobrane do funkcji pomieszczenia. Najlepiej, jeśli w mieszkaniu mamy kilka rodzajów źródeł światła: oświetlenie ogólne, na przykład lampy sufitowe, światło nastrojowe z lamp stojących lub kinkietów, oświetlenie punktowe do czytania, a także delikatne światło nocne, które ułatwia bezpieczne poruszanie się po mieszkaniu po zmroku.
Dobrze zaprojektowane oświetlenie powinno więc nie tylko pozwalać nam widzieć, ale także wspierać nasz organizm, samopoczucie i codzienne funkcjonowanie.
A co z kolorami? Czy rzeczywiście możemy poprawić sobie nastrój odpowiednią kolorystyką wnętrza?
Zdecydowanie tak. Odpowiedni dobór kolorów we wnętrzu może mieć istotny wpływ na nasz nastrój i samopoczucie. Barwy pełnią nie tylko funkcję estetyczną, ale również oddziałują na nasze emocje i sposób odbierania przestrzeni. W psychologii kolorów mówi się o ich zdolności do uspokajania, pobudzania, wspierania koncentracji czy wywoływania pozytywnych emocji.
Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Niebieski kojarzy się ze spokojem i sprzyja skupieniu. Pomarańczowy i żółty przywodzą na myśl optymizm, ciepło i energię. Zieleń działa kojąco, sprzyja relaksowi i przywołuje skojarzenia z naturą. Z kolei pudrowy róż i beże mogą budować poczucie bezpieczeństwa i przytulności.
Kolorystykę wnętrza warto więc dobrze zaplanować i dopasować do funkcji pomieszczenia. Nie oznacza to oczywiście, że cały salon powinniśmy pomalować na pomarańczowo! (śmiech). Czasem wystarczy kilka odpowiednio dobranych akcentów kolorystycznych. Bardzo ważne są przy tym nasze indywidualne preferencje. Każdy z nas ma ulubione barwy, ale też takie, które wywołują dyskomfort lub przywołują nieprzyjemne skojarzenia. Warto to uwzględnić, urządzając własną przestrzeń.
Wspomnę jeszcze o kolorze białym. Wiele osób wychodzi z założenia, że najlepiej pomalować wszystko na biało, ponieważ biel kojarzy się z czystością, świeżością i nowoczesnością. Tymczasem nadmiar bieli, szczególnie w połączeniu z brakiem zróżnicowanych faktur i materiałów, może sprawiać, że wnętrze staje się chłodne, sterylne i mało przyjazne. Warto więc zachować umiar, wprowadzać różnorodne tekstury i pamiętać o kontrastach.
Te ostatnie mają zresztą znaczenie nie tylko estetyczne. Pomagają nam lepiej orientować się w przestrzeni i odróżniać od siebie poszczególne elementy wyposażenia, co jest szczególnie istotne wraz z wiekiem.
Czy projektując mieszkanie dla osoby starszej, powinniśmy myśleć również o przyszłości? Innymi słowy: czy warto przewidywać zmiany sprawności, mobilności czy percepcji, zanim pojawią się pierwsze problemy? Trudno przecież przewidzieć, co czeka nas za 10, 20 czy 30 lat.
To prawda, trudno przewidzieć, jak potoczy się nasze życie i jak będzie zmieniać się nasze zdrowie. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy już dziś zadbać o komfort i bezpieczeństwo w domu w perspektywie kolejnych lat. Warto tworzyć wnętrza funkcjonalne, dostępne i inkluzywne, które będą mogły dostosowywać się do zmieniających się potrzeb mieszkańców.
Sama staram się projektować przestrzenie z myślą o długofalowym użytkowaniu, ale jednocześnie elastyczne, tak aby mieszkanie mogło „podążać” za nami, naszym stylem życia i zmieniającymi się możliwościami. Tak właśnie postrzegam swoją rolę jako profesjonalistki: chcę projektować przestrzenie, w których każdy, niezależnie od wieku, sprawności fizycznej i sensorycznej czy neuroróżnorodności, będzie mógł czuć się bezpiecznie, komfortowo i samodzielnie.
Na co warto zwrócić uwagę? Przede wszystkim na kilka obszarów:
- Dostępność i ergonomia – brak barier architektonicznych, szerokie przejścia, rezygnacja z progów, odpowiednia wysokość blatów oraz łatwy dostęp do włączników światła i gniazdek elektrycznych.
- Akustyka – dobór materiałów, które ograniczają pogłos i tłumią niepożądane dźwięki, zapewniając komfort akustyczny.
- Oświetlenie – rozproszone światło, odpowiednie kontrasty, unikanie oświetlenia oślepiającego, nadmiernie zimnego i migoczącego.
- Elastyczność wyposażenia – meble i urządzenia, z których intuicyjnie i wygodnie mogą korzystać osoby o różnych możliwościach fizycznych i sensorycznych.
- Kolorystyka – spokojna, nieprzytłaczająca paleta barw, która nie powoduje nadmiaru bodźców, a jednocześnie pozwala czytelnie rozpoznawać poszczególne strefy i elementy wyposażenia.
Nie musimy przewidywać wszystkich scenariuszy na przyszłość. Powinniśmy jednak projektować tak, aby ewentualne zmiany w naszym życiu nie oznaczały konieczności przeprowadzania generalnego remontu czy rezygnacji z samodzielności. Dobre mieszkanie to takie, które nie przestaje nam służyć, kiedy my sami się zmieniamy.
W swoich materiałach pisze Pani o architekturze wspierającej życiowe zmiany – pustym gnieździe, rozstaniu, stracie czy upływie czasu. Jak wnętrze może pomóc człowiekowi przejść przez takie momenty? Czy przestrzeń może ułatwiać adaptację do nowego etapu życia?
Zmiany w wystroju i organizacji mieszkania mogą stać się ważnym narzędziem wspierającym człowieka w oswajaniu nowej sytuacji życiowej. Może to być syndrom „pustego gniazda”, utrata bliskiej osoby, rozstanie czy naturalna zmiana związana z przejściem na emeryturę. Odpowiednio zaplanowana metamorfoza wnętrza może pomóc symbolicznie zamknąć poprzedni etap i otworzyć się na kolejny.
Pierwszym krokiem może być przeorganizowanie przestrzeni, czyli coś, co nazwałabym „odzyskiwaniem metrów” dla siebie. Jeśli dzieci wyprowadziły się z domu, możemy inaczej wykorzystać dotychczasowe pokoje, przeznaczając je na własne potrzeby, zainteresowania czy nowe aktywności.
Kolejnym krokiem jest zmiana dekoracji, szczególnie zdjęć i pamiątek. Nie chodzi o to, żeby pozbywać się wspomnień, ale by uporządkować je i na nowo skomponować. Możemy wyeksponować je w innym miejscu, połączyć z nowymi fotografiami i przedmiotami, które symbolizują to, co dzieje się w naszym życiu teraz. Niech nasze wnętrze opowiada nie tylko o przeszłości, ale również o teraźniejszości i przyszłości.
Warto także pomyśleć o zmianie kolorystyki na taką, która kojarzy nam się pozytywnie, wprowadzić więcej naturalnego światła, roślin, przyjemnych w dotyku materiałów czy zapachów, na przykład pochodzących z naturalnych świec. To drobne elementy, które mogą poprawiać nastrój i pomagać budować nowe rytuały oraz doświadczenia.
Taka metamorfoza nie rozwiąże oczywiście wszystkich problemów emocjonalnych ani nie zastąpi czasu potrzebnego na przepracowanie straty. Może jednak pomóc odzyskać poczucie sprawczości i wpływu na własne otoczenie. Wysłać naszemu mózgowi ważny sygnał: „Przejmuję kontrolę nad swoim życiem i zaczynam nowy rozdział”.
Gdyby miała Pani wejść do typowego mieszkania osoby 70+ i w ciągu jednego dnia zmienić w nim kilka rzeczy z myślą o jej zdrowiu, bezpieczeństwie i dobrym samopoczuciu – co by Pani zmieniła i dlaczego?
Postawiłabym na kilka prostych działań, które nie wymagają generalnego remontu ani dużych nakładów finansowych.
Zaczęłabym od porządnego przewietrzenia mieszkania, żeby wpuścić świeże powietrze. O jego znaczeniu dla naszego zdrowia i samopoczucia mówiłyśmy już na początku rozmowy.
Następnie odsłoniłabym okna, aby zapewnić jak największy dostęp do naturalnego światła dziennego. Jest to szczególnie ważne jesienią i zimą, kiedy słonecznych dni mamy znacznie mniej.
Kolejny krok to uporządkowanie przestrzeni i pozbycie się nadmiaru przedmiotów. Niestety, wiele osób mieszka w zagraconych wnętrzach. Przechowujemy mnóstwo nieużywanych rzeczy, niepotrzebnych drobiazgów, które zabierają cenną przestrzeń. Jak już wspominałam, taki wizualny chaos może zwiększać napięcie i powodować niepotrzebną nerwowość.
Wymieniłabym również żarówki w lampach, ponieważ często mają niewłaściwą barwę światła – zazwyczaj zbyt chłodną. Warto zadbać o odpowiednie, przyjemne oświetlenie, dostosowane do funkcji pomieszczenia. Zasugerowałabym też zakup niewielkich lampek nocnych, jeśli jeszcze ich nie ma. Mogą to być modele ładowane przez USB, bez konieczności podłączania do gniazdka. Dzięki temu można ustawić je dokładnie tam, gdzie są potrzebne, a nie tylko tam, gdzie znajduje się kontakt.
W łazience zamontowałabym uchwyty, które ułatwiają wykonywanie codziennych czynności i zwiększają bezpieczeństwo. Zwinęłabym również dywany i chodniki, które mogą stanowić przeszkodę i zwiększać ryzyko potknięcia się oraz upadku.
Powiesiłabym także lustra w miejscach, obok których często przechodzimy, zgodnie z pomysłem, o którym opowiadałam wcześniej. Mogą one zachęcać do obserwowania własnej postawy i sposobu poruszania się.
Na koniec wprowadziłabym do mieszkania więcej naturalnych materiałów i zieleni. Nawet jeśli nie planujemy wymiany mebli, możemy dodać lniane lub bawełniane narzuty, poduszki czy inne przyjemne w dotyku dodatki. Kupiłabym też kilka roślin doniczkowych i świeże zioła.
Jak widać, nie potrzeba wielkich inwestycji, żeby poprawić jakość codziennego życia. Czasem wystarczy jeden dzień, kilka przemyślanych zmian i odrobina uważności na potrzeby drugiego człowieka. Najważniejsze, żeby wszystkie te działania uzgodnić z mieszkańcem – w końcu to jego dom i jego komfort powinny być najważniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

