„Dlaczego tak młode osoby zrobiły film o starości?” — takie pytanie padło z widowni po specjalnym pokazie filmu „Czas, który nie nadszedł” w warszawskim Kinie Wisła. „Dlaczego nie pyta się starszych mężczyzn, dlaczego robią film o dojrzewającej nastolatce?” — odpowiedziała reżyserka Julia Rogowska. Jej riposta wywołała na sali gromkie brawa.
Pokaz debiutanckiego pełnometrażowego filmu Julii Rogowskiej odbył się 26 października pod patronatem Fundacji Zaczyn, we współpracy z dystrybutorem Next Film. Po seansie z widzami spotkały się reżyserka Julia Rogowska, scenarzystka Małgorzata Piłacińska i aktorka Michalina Łabacz. Rozmowę prowadził Przemysław Wiśniewski, dyrektor Fundacji Zaczyn.
Kto ma prawo opowiadać o starości?
Pytanie z widowni mogło brzmieć jak zwykła wątpliwość dotycząca wieku twórców. Odpowiedź Rogowskiej skierowała jednak uwagę na podwójne standardy. Dlaczego młode kobiety podejmujące temat starości muszą uzasadniać swój wybór, podczas gdy podobne pytanie niekoniecznie pada wobec dojrzałych wiekiem mężczyzn opowiadających o młodości?
Reżyserka zwróciła też uwagę, że kobiety bywają straszone starością. W kulturze, w której atrakcyjność kobiet często utożsamia się z młodym wyglądem, starzenie się może być przedstawiane nie jako naturalny etap życia, lecz jako coś, czemu należy zapobiec. W takim ujęciu wiek staje się nie tylko kwestią biologii, ale również społecznych oczekiwań i ograniczeń.
„Czas, który nie nadszedł” przenosi tę presję w świat science fiction. W rzeczywistości przedstawionej w filmie można poddać się kuracji antygeriatrycznej i zachować młode ciało. Sara, grana przez Agatę Kuleszę, odrzuca tę możliwość. Jej decyzja ma konsekwencje: bohaterka zostaje odsunięta od społeczeństwa, które nie potrafi zaakceptować jej wyboru. Jej dawny partner Oskar, grany przez Dobromira Dymeckiego, zdecydował się na kurację.
Fantastyczny punkt wyjścia prowadzi do całkiem realnych pytań: czy starzenie się musi oznaczać utratę atrakcyjności, społecznej pozycji i sprawczości? I co się dzieje, kiedy pragnienie zachowania młodości staje się obowiązującą normą?
Małgorzata Piłacińska zwróciła uwagę na cenę nieustannego ścigania się z czasem. Presja młodości dotyczy bowiem nie tylko wyglądu. Wpływa również na to, jak wyobrażamy sobie własną przyszłość i jak reagujemy na zmiany, których nie da się uniknąć. Jeśli starość przedstawiana jest przede wszystkim jako strata, trudno dostrzec w niej także kolejny etap życia, z własnymi możliwościami, relacjami i doświadczeniami.
Czas, który nie nadszedł — i ten, który trwa
Jak opowiadała Małgorzata Piłacińska, praca nad scenariuszem trwała około pięciu lat. Początkowo projekt miał mocniej rozwinięty wątek science fiction, ale twórczynie zdecydowały się skoncentrować na historii miłosnej i relacji dwojga ludzi, którzy inaczej wyobrażali sobie wspólną przyszłość. Tytuł filmu można odczytywać na kilka sposobów. To czas starości, który nie nadchodzi dla osób korzystających z kuracji, ale także czas, którego Sara i Oskar nie przeżyją razem tak, jak kiedyś planowali.
Rozmowa po pokazie pokazała, że film uruchamia pytania wykraczające poza samą wizję przyszłości. Dotyczą one wolności wyboru, presji wyglądu, miłości, niezależności i społecznej widoczności osób starszych. Przede wszystkim jednak przypominają, że starość nie jest tematem zarezerwowanym dla jednej grupy wiekowej. To część życia — również tych, którzy dziś są młodzi.










Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

