Starzenie się społeczeństwa nie zaczyna się w gabinecie lekarskim ani w domu opieki. Zaczyna się dużo wcześniej — w mieszkaniu, na klatce schodowej, na osiedlowej ławce. W Polsce wciąż jednak najczęściej myślimy o starości przez pryzmat systemu ochrony zdrowia i opieki długoterminowej, pomijając to, co dla codziennej niezależności kluczowe: przestrzeń, w której żyjemy. O tym, dlaczego potrzebujemy „mieszkalnictwa pośredniego” oraz jak wygląda miasto przyjazne starzeniu się, rozmawiamy z ekspertką ds. mieszkalnictwa senioralnego.

dr inż. arch. Agnieszka Cieśla
Architektka i urbanistka, adiunkt w Zakładzie Gospodarki Przestrzennej i Nauk o Środowisku Przyrodniczym, Wydział Geodezji i Kartografii, Politechnika Warszawska, specjalistka w zakresie zagadnień związanych ze starzeniem się społeczeństwa i jego konsekwencji w przestrzeni (doktorat na Uniwersytecie Bauhaus w Weimarze), uczestniczka wielu projektów badawczych i wdrożeniowych, w tym międzynarodowych. W swojej pracy badawczej koncentruje się nad wyzwaniami w obszarze mieszkalnictwa pod kątem społecznym oraz planistycznym.
Małgorzata Maryl-Wójcik : Agnieszko, gdybyś miała jednym zdaniem powiedzieć, co dziś polityka senioralna w Polsce najbardziej pomija w temacie mieszkalnictwa senioralnego, to co by to było?
Myślę, że najbardziej brakuje nam rozwiązań z sektora, który można roboczo nazwać „pomiędzy”. Są to mieszkania, które umożliwiają osobom starszym jak najdłużej zachować samodzielność i zdrowie, a jednocześnie ograniczają konieczność przeprowadzki do domu opieki. Dom opieki nie powinien być pierwszą ani jedyną odpowiedzią na starzenie się, lecz rozwiązaniem gdy samodzielne życie rzeczywiście nie jest już możliwe. Ten sektor „pomiędzy” tworzą mieszkania dostosowane do zmieniających się potrzeb osób starszych: dostępne, bezpieczne i położone w otoczeniu, które ułatwia codzienne funkcjonowanie. Są alternatywą dla pozostawania np. w mieszkaniu na czwartym piętrze bez windy, którego nie da się dostosować do potrzeb starszej osoby.
Mam wrażenie, że o seniorach myślimy wciąż głównie w kontekście opieki i zdrowia, a za mało w kontekście przestrzeni, w której żyją. Zgadzasz się z tym?
Absolutnie tak. I to jest dość charakterystyczne dla Polski: bardzo medykalizujemy podejście do starzenia się. Mamy przekonanie, że za nasze zdrowie odpowiadają przede wszystkim lekarze i system ochrony zdrowia.
Tymczasem zdrowie zależy również, i to w bardzo dużym stopniu, od warunków, w jakich żyjemy. Ważne jest nie tylko to, czy mamy dostęp do lekarza, lecz także to, czy możemy bezpiecznie wyjść z domu, zrobić zakupy, spotkać się z innymi ludźmi i pozostać aktywnymii. Mieszkanie i jego otoczenie mogą wspierać samodzielność osoby starszej lub znacząco ją ograniczać.
Czy w takim razie „senior” to w ogóle użyteczna kategoria do myślenia o mieszkalnictwie? Ta grupa jest bardzo szeroka i zróżnicowana.
Pojęcie „senior” jest bardzo szerokie i niewiele mówi o rzeczywistych potrzebach konkretnej osoby. Inaczej mieszka i funkcjonuje aktywna osoba tuż po sześćdziesiątce, a inaczej ktoś w bardzo zaawansowanym wieku, kto potrzebuje codziennego wsparcia. Sam wiek również nie przesądza o potrzebach. Znaczenie mają stan zdrowia, poziom samodzielności, sytuacja rodzinna i styl życia.
Potrzebna jest więc zróżnicowana oferta: od mieszkań, które pomagają zachować aktywność i niezależność, przez rozwiązania z niewielkim wsparciem, aż po bardziej wyspecjalizowane formy dla osób, które nie mogą już mieszkać samodzielnie. Najważniejsze jest to, aby między dotychczasowym mieszkaniem, a domem opieki istniały realne możliwości wyboru.
To od razu prowadzi do kwestii różnicowania potrzeb. A jaką rolę w życiu seniorów odgrywa mieszkanie jako takie, a jaką jego otoczenie?
Z moich badań wynika, że ogromne znaczenie ma nie tylko samo mieszkanie, lecz także jego otoczenie: sąsiedztwo, znane miejsca, dostęp do usług i relacje z ludźmi. Prowadziłam wywiady z osobami starszymi, które zdecydowały się na przeprowadzkę. To nie jest tak, że „starego drzewa się nie przesadza”. Seniorzy się przeprowadzają, tylko muszą mieć dokąd.
Badania z krajów zachodnich również pokazują, że seniorzy chętnie się przeprowadzają, ale najczęściej w obrębie swojego sąsiedztwa lub miasta. To samo zaobserwowałam w swoich wywiadach. Starsze kobiety, często po śmierci partnera, przeprowadzały się do mniejszych mieszkań, a większe pozostawiały swoim dzieciom. Te przeprowadzki odbywały się w promieniu kilku kilometrów. Zmieniało się mieszkanie, ale pozostawały znajome ulice, sklepy, przychodnia, sąsiedzi i codzienna rutyna. Można więc powiedzieć, że „starego drzewa się nie przesadza” w kontekście sąsiedztwa, ale same mieszkania można i należy zmieniać, jeśli przestają odpowiadać potrzebom.
A jak seniorzy definiują idealną przestrzeń do życia? Co musi się w niej znaleźć?
Przede wszystkim ważny jest dostęp do podstawowych usług: sklepu spożywczego, warzywniaka, apteki czy przychodni. Najlepiej, jeśli są to miejsca dobrze znane, z których seniorzy korzystali wcześniej i gdzie są rozpoznawani. Idealna sytuacja to taka, gdy senior ma w pobliżu „swój” sklep i „swojego” sprzedawcę, który go zna i wie czego potrzebuje.
Duże znaczenie ma też odległość. Najlepiej, gdy podstawowe usługi i miejsca spotkań znajdują się w zasięgu krótkiego, wygodnego spaceru, mniej więcej do 500 metrów. W moich badaniach osoby starsze często opowiadały, że codziennie pieszo chodziły do pobliskich ośrodków wsparcia czy klubów seniora. Liczyła się więc nie tylko sama obecność takich miejsc, ale również możliwość samodzielnego dotarcia do nich.
Co w przestrzeni publicznej najbardziej zawodzi seniorów?
Na pierwszym miejscu są ławki. Ich brak to dla wielu seniorów realna bariera, bo bez możliwości odpoczynku nawet krótki spacer czy droga do sklepu mogą stać się zbyt męczące. Drugim ważnym problemem jest brak dostępnych toalet publicznych. Z tego powodu osoby starsze ograniczają wyjścia albo planują trasy tak, aby w razie potrzeby móc szybko wrócić do domu. To temat wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej, mimo że problemy takie jak nietrzymanie moczu są bardzo częste zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn w starszym wieku.
Czy to oznacza, że miasta nie myślą systemowo o potrzebach osób starszych?
Na razie w dużej mierze tak. Trzeba jednak pamiętać, że proces starzenia się społeczeństw jest zjawiskiem stosunkowo nowym. Dotychczas mieliśmy strukturę „młodych społeczeństw”: rodziło się dużo dzieci, a niewiele osób dożywało późnej starości. Do takiej struktury ludności dostosowany był rozwój miast.
Dziś ta struktura się zmienia. Rodzi się coraz mniej dzieci, a osób starszych szybko przybywa. Musimy więc odchodzić od projektowania przestrzeni dla ludzi młodych i w pełni sprawnych. Powinny być wygodne i zrozumiałe dla osób w różnym wieku i o różnej sprawności, w tym także poznawczej. To ostatnie jest szczególnie ważne w kontekście rosnącej liczby osób z demencją. Dla nich przeszkodą mogą być nie tylko schody czy brak ławki, lecz także chaotyczna, nieczytelna przestrzeń: skomplikowane przejścia, słabe oznakowanie czy miejsca, w których trudno rozpoznać, dokąd się idzie. Miasto powinno wspierać samodzielność również wtedy, gdy pojawiają się trudności z pamięcią i orientacją.
Czy widzisz w tym obszarze jakieś pozytywne zmiany?
W Polsce dopiero zaczynamy o tym myśleć. Natomiast w takich krajach jak Singapur, Szkocja, Holandia czy Kanada wdrażane są rozwiązania, które pomagają osobom we wczesnej fazie demencji jak najdłużej żyć samodzielnie i pozostawać częścią lokalnej społeczności.
Pozostanie w znanym środowisku jest dla osoby z demencją bardzo ważne. Znajome miejsca, trasy i punkty orientacyjne ułatwiają codzienne funkcjonowanie, wzmacniają poczucie bezpieczeństwa i pomagają dłużej zachować samodzielność. Medycyna nadal nie potrafi wyleczyć chorób prowadzących do demencji, dlatego tak ważne jest odpowiednio zaprojektowane środowisko.
A jak te kraje wspierają takie osoby w przestrzeni miejskiej?
Przede wszystkim dbają o czytelność przestrzeni. Stosuje się wyraźne oznaczenia, piktogramy, kolorystyczne systemy nawigacji. Osobie z demencją łatwiej się poruszać, gdy poszczególne miejsca wyraźnie się od siebie różnią, trasy są proste i zrozumiałe, a charakterystyczne budynki, kolory czy elementy zieleni pomagają w orientacji.
Duży nacisk kładzie się także na bezpieczeństwo: brak barier, brak schodów i uskoków, oddzielenie ruchu rowerowego od pieszego. Ważny jest też komfort, np. cień w przestrzeni publicznej, który chroni w upalne dni.
W takim razie w jaki sposób możemy projektować przestrzeń, żeby lepiej odpowiadała na potrzeby starszych osób? Jak je przekonać, żeby współuczestniczyły w tym procesie i żeby rzeczywiście słuchano ich głosu – trochę w duchu user experience?
Przede wszystkim trzeba zapraszać osoby starsze do udziału już na początku projektowania, a nie dopiero wtedy, gdy gotowe rozwiązanie poddaje się konsultacjom. Warto rozmawiać z nimi w miejscach, z których korzystają, wspólnie przechodzić codzienne trasy i pozwalać im testować konkretne rozwiązania. Wtedy łatwiej dostrzec bariery, których młodszy i sprawny projektant może nawet nie zauważyć.
Bardzo ważna jest również edukacja. Łatwiej rozmawiać o zmianie, gdy można zobaczyć, dotknąć i sprawdzić, jak działa dobrze zaprojektowana przestrzeń albo mieszkanie. Taki cel miała inicjatywa Wzorcowego Mieszkania Seniora, którą zrealizowałam kilka lat temu. Pokazywaliśmy mieszkanie zaprojektowane i urządzone specjalnie z myślą o osobach starszych. Odwiedzający mogli zobaczyć jakie rozwiązania zastosowano, jak dobrano meble, sprzęty i elementy wyposażenia oraz dlaczego nawet niewielkie zmiany mogą poprawić bezpieczeństwo i wygodę codziennego życia.
Ważne, by docierać z tą wiedzą zarówno do osób starszych, jak i do ich bliskich oraz opiekunów.
Czyli coś w rodzaju targów, na wzór targów ślubnych czy mieszkaniowych, tylko skierowanych do osób w wieku okołoemerytalnym?
Jak najbardziej. Kilka lat temu uczestniczyłam w targach senioralnych we Frankfurcie nad Menem. To była wydarzenie na ogromną skalę, które otwierała Angela Merkel. Sam ten fakt pokazuje, jaką wagę przywiązuje się tam do starszych osób, które nie są tylko traktowani jako odbiorcy usług, ale również jako ważna grupa obywatelska i wyborcza.
Na targach prezentowano bardzo szeroką ofertę: od wyposażenia wnętrz, przez rozwiązania wspierające mobilność, aż po sprzęt ułatwiający codzienne funkcjonowanie. Były tam zarówno produkty, jak i usługi. Wydarzenie przyciągało tysiące osób starszych, czyli ludzi, którzy rzeczywiście korzystają lub wkrótce mogą korzystać z takich rozwiązań.
To było dla mnie szczególnie ważne, bo nie były to targi skierowane do instytucji czy operatorów usług opiekuńczych, ale przede wszystkim dla samych użytkowników.
Czyli mamy tu zarówno poziom makro systemowe podejście do polityki senioralnej – jak i mikro, czyli edukację i budowanie świadomości.
Tak, dokładnie. W Niemczech bardzo dobrze rozwinięte jest specjalistyczne doradztwo dotyczące dostosowywania mieszkań. Można uzyskać pomoc w ocenie, co da się zmienić, aby mieszkanie było bezpieczniejsze, wygodniejsze i pozwalało dłużej zachować samodzielność. Co istotne, w Niemczech istnieją również publiczne instrumenty finansowania takich prac, z których można skorzystać profilaktycznie, zanim dojdzie do wypadku lub utraty sprawności.
Spójrzmy na rok 2040. Jeśli pozostaniemy przy obecnym podejściu i nic się nie zmieni w systemie, co będzie największą porażką?
Największą porażką będzie nie tylko ogromny wzrost kosztów opieki społecznej i zdrowotnej, lecz przede wszystkim to, że wiele osób będzie traciło samodzielność przedwcześnie. Będą pozostawały w mieszkaniach, z których nie będą mogły swobodnie wyjść, albo trafiały do placówek opiekuńczych tylko dlatego, że zabrakło innych możliwości.
System ochrony zdrowia i opieki długoterminowej zostanie poważnie przeciążony, a duża część odpowiedzialności spadnie na rodziny. Możemy żyć dłużej, ale wiele dodatkowych lat spędzać w złym zdrowiu, zależności od innych i samotności. To rzeczywiście pesymistyczny scenariusz.
A jeśli udałoby się wprowadzić realne zmiany – jaki byłby realistyczny sukces? Po czym poznalibyśmy, że jako społeczeństwo „odrobiliśmy lekcję”?
Najbardziej oczywistym wskaźnikiem byłoby zwiększenie liczby lat przeżywanych w zdrowiu.
Drugim znakiem zmiany byłoby rozwinięcie tzw. sektora „pomiędzy” – między klasycznym mieszkaniem a placówką opiekuńczą. Powinny powstawać dostępne mieszkania i całe zespoły mieszkaniowe dostosowane do potrzeb osób starszych, oferujące różny zakres wsparcia. Potrzebujemy również możliwości dostosowywania istniejących mieszkań oraz pomocy w przeprowadzce, kiedy takie dostosowanie nie jest możliwe.
Jednocześnie nadal będą potrzebne domy pomocy społecznej i inne placówki zapewniające całodobową opiekę osobom, które rzeczywiście nie mogą już mieszkać samodzielnie. Ze względu na rosnącą liczbę osób bardzo starszych będą one nadal bardzo potrzebne. Polska ma dziś jeden z najniższych w Europie wskaźników liczby miejsc w placówkach opieki długoterminowej.
Gdybyś mogła wprowadzić jedno rozwiązanie systemowe lub legislacyjne dotyczące mieszkalnictwa senioralnego, co by to było?
Najbardziej zależałoby mi na stworzeniu w Polsce warunków do rozwoju cohousingu. To forma mieszkalnictwa, w której każdy ma własne, samodzielne mieszkanie, a jednocześnie mieszkańcy korzystają ze wspólnych przestrzeni, uczestniczą w tworzeniu projektu i później wspólnie decydują o funkcjonowaniu swojej wspólnoty.
Warto korzystać z doświadczeń Danii, gdzie cohousing rozwija się od kilkudziesięciu lat i występuje w różnych formach, również jako cohousing senioralny. Duńskie doświadczenia pokazują, że nie potrzeba jednej formy prawnej. Potrzebne są natomiast dostęp do gruntów, odpowiednie finansowanie oraz wsparcie grup tworzących cohousing.
Obowiązująca od 2023 roku polska ustawa o kooperatywach mieszkaniowych może być jednym z narzędzi, ale kooperatywa nie jest tym samym co cohousing. Określa przede wszystkim sposób wspólnego zrealizowania inwestycji. Cohousing może natomiast powstawać także w ramach spółdzielni, SIM lub TBS, jak również jako mieszkania własnościowe albo na wynajem.
Czy takie cohousingi w Polsce już istnieją?
Są pojedyncze inicjatywy i projekty, które próbują rozwijać tę ideę, ale nadal mają raczej charakter pionierski. Warto też ostrożnie posługiwać się terminem „cohousing”, bo bywa on używany wobec bardzo różnych modeli wspólnego zamieszkania.
W klasycznym cohousingu kluczowe jest to, że przyszli mieszkańcy tworzą grupę, współdecydują o projekcie i ustalają zasady wspólnego życia. Każdy ma własne, samodzielne mieszkanie, a całość uzupełniają przestrzenie wspólne.
Jeśli natomiast instytucja przydziela osobom gotowe pokoje, a mieszkańcy nie uczestniczą w tworzeniu grupy ani projektu, bliżej temu do wspólnego najmu, colivingu lub formy mieszkania ze wsparciem niż do cohousingu.
Na koniec – czy jest coś, czego seniorzy chcą częściej, niż zakładają projektanci, urzędnicy i decydenci?
Myślę, że brakuje przede wszystkim rozmowy i edukacji. Osoby starsze często nie wiedzą, czego mogą oczekiwać od przestrzeni publicznej, bo miasta projektujemy przede wszystkim z myślą o ludziach młodych, sprawnych i rodzinach z dziećmi.
Pamiętam spotkanie w jednej z placówek senioralnych. Jedna z uczestniczek powiedziała, że brakuje jej placu zabaw, mimo, że w okolicy placów zabaw jest bardzo dużo. Ta odpowiedź pokazała mi, jak silnie utrwalony jest sposób myślenia o przestrzeni publicznej: łatwo wskazać rozwiązania przeznaczone dla dzieci, znacznie trudniej wyobrazić sobie, co mogłaby ona oferować osobom starszym.
Tymczasem seniorzy potrzebują czegoś więcej niż tylko standardowych siłowni plenerowych. Potrzebna jest dobrze zaprojektowana zieleń, która nie tylko „jest”, ale organizuje przestrzeń i ją porządkuje. Potrzebne są ławki, czytelne ciągi komunikacyjne, bezpieczne ścieżki i przestrzeń, która jest rozpoznawalna i przyjazna.
Na koniec: gdybyś miała zostawić czytelników jednym zdaniem o przyszłości starzenia się w Polsce?
Myślę, że najważniejsze jest to, żeby przygotowywać się na starość zawczasu – zanim ona nas zaskoczy. Część z nas ma jeszcze czas, żeby to zrobić, ale nasi rodzice są już seniorami i potrzebują realnego wsparcia.
Musimy wspólnie zmieniać rzeczywistość, która dziś wciąż bywa nieprzyjazna osobom starszym. To zadanie dla wszystkich: projektantów, urbanistów, terapeutów, opiekunów, ale też osób zajmujących się popularyzacją wiedzy.
Tylko współdziałanie może realnie poprawić tę sytuację.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Maryl-Wójcik
Redaktorka Magazynu „Polityka Senioralna”

