W wielu rodzinach pojawia się moment, gdy potrzebna jest szybka i sprawdzona pomoc dla starszej osoby – zakupy, sprzątanie, opieka, drobne naprawy. Jak znaleźć takie wsparcie w swojej okolicy? Odpowiedzią może być aplikacja SeniorApp. Rozmawiamy o niej z jednym z jej twórców Igorem Marczakiem.

Piotr Czubowicz, redakcja Polityki Senioralnej: SeniorApp jest dziś rozpoznawalną aplikacją łączącą seniorów potrzebujących pomocy z osobami oferującymi różnego rodzaju usługi. Jak narodził się pomysł na stworzenie aplikacji? 

Inspiracją do stworzenia aplikacji SeniorApp był konkurs „Mam pomysł na startup”, organizowany od kilku lat przez Urząd Miasta Łodzi. Pewnego dnia usiedliśmy z moim wspólnikiem Przemkiem Mroczkiem, i zupełnie spontanicznie zaczęliśmy rozmawiać o tym, że właściwie nie istnieje narzędzie, które w szybki sposób łączyłoby osoby potrzebujące pomocy z tymi, które mogą jej udzielić – najlepiej jeszcze z najbliższej okolicy.

Pomysł na aplikację ma źródło w naszych osobistych doświadczeniach. Przez wiele lat opiekowałem się mamą, która kilkukrotnie przechodziła operację usunięcia guza mózgu. W pewnym momencie była już przykuta do łóżka. To były czasy, kiedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, a ja byłem studentem. Zostawienie mamy samej w domu było ogromnym wyzwaniem. Ta sytuacja zmusiła mnie do wielu rzeczy. Nauczyłem się nawet samodzielnie wykonywać czynności medyczne, które w normalnych warunkach powinny należeć do obowiązków wykwalifikowanego opiekuna. Nie było to komfortowe ani dla mnie, ani dla mojej mamy, ale takie sytuacje mogą spotkać każdego z nas i trzeba im stawić czoła.

Z kolei mama Przemka – która zresztą do dziś współpracuje z nami jako opiekunka – od lat dorabiała właśnie w opiece nad osobami starszymi. Zawsze powtarzała, że to branża, która bardzo szybko się rozwija i w której nieustannie brakuje rąk do pracy. Chętnych do korzystania z takich usług jest wielu, ale brakuje osób, które mogłyby je wykonywać.

Na tej właśnie kanwie powstał pomysł SeniorApp. Kiedy zgłosiliśmy się do konkursu startupowego, w zasadzie nie mieliśmy nic poza ideą i trzema slajdami prezentacji. Gdy zostaliśmy zakwalifikowani do programu akceleracyjnego, stwierdziliśmy, że trzeba podejść do sprawy na poważnie. Zainwestowaliśmy własne środki i bardzo szybko przygotowaliśmy pierwszą wizualną koncepcję aplikacji – jak miałaby wyglądać i jak wyobrażamy sobie jej działanie.

Zwróciliśmy się też o pomoc do programistów, bo sami wcześniej nie mieliśmy z tym nic wspólnego. Projekt zaczął powoli powstawać, choć – jak to bywa ze startupami – nie obyło się bez trudności. Na koniec programu akceleracyjnego wygraliśmy konkurs i otrzymaliśmy nagrodę w wysokości 23 tysięcy złotych. Oczywiście nie pokryło to nawet kosztów, które już ponieśliśmy, ale było dla nas ważnym sygnałem, że ktoś dostrzega w tym pomyśle potencjał. Postanowiliśmy więc działać dalej i poszukać finansowania. Ku naszemu zaskoczeniu pierwszy inwestor pojawił się w ciągu tygodnia. Zainwestował w projekt i do dziś jest z nami, a wokół aplikacji cały czas pojawiają się kolejne możliwości inwestycyjne.

Przez kolejne miesiące intensywnie pracowaliśmy nad dopracowaniem aplikacji. Do procesu projektowania zaprosiliśmy też samych seniorów – i to był bardzo ważny moment. W praktyce wywrócili oni nasz projekt do góry nogami, szczególnie jeśli chodzi o wygląd i sposób poruszania się po aplikacji. Zwrócili uwagę na rzeczy, o których wcześniej nie myśleliśmy: odpowiednią kolorystykę, większą czcionkę, wyraźniejsze kontrasty czy bardziej intuicyjną nawigację.

Dzięki tej kilkumiesięcznej pracy – prowadzonej w dużej mierze w czasie pandemii – powstała pierwsza gotowa wersja aplikacji. Dokładnie 8 marca 2021 roku udostępniliśmy ją do pobrania w Google Play i App Store. I tak zaczęła się historia rozwoju SeniorApp.

Dziś aplikacja działa już od ponad czterech lat. Jak rozwijała się w tym czasie? Jakie macie sukcesy?

W ciągu pierwszych miesięcy udało nam się pozyskać całkiem sporą liczbę użytkowników. Już po pierwszym roku działalności mieliśmy ponad 15 tysięcy osób zarejestrowanych w aplikacji, więc jak na początek był to bardzo dobry wynik. Dziś SeniorApp ma około 70 tysięcy użytkowników.

Po tych czterech latach – czy 70 tysięcy użytkowników na skalę Polski to dużo czy mało?

Ciągle bardzo mało. Biorąc pod uwagę grupę docelową — mamy dziś prawie 10 milionów seniorów w Polsce, z czego około 30% można uznać za w miarę scyfryzowanych, a mniej więcej 1 milion deklaruje, że codziennie korzysta ze smartfona i internetu — to wciąż kropla w morzu. Senior to specyficzny klient: z jednej strony bardzo lojalny, ale z drugiej trudny do pozyskania, bo kluczowe jest zbudowanie zaufania, a to trwa. Dlatego jednym z podstawowych elementów naszego działania jest weryfikacja wykonawców usług. Do domów seniorów nie trafiają osoby przypadkowe ani niezweryfikowane.

Co ważne, w aplikacji można być zarówno osobą zamawiającą usługi, jak i ich wykonawcą. To bardzo elastyczny model – ktoś może pomagać innym, a jednocześnie samemu korzystać z pomocy, gdy jej potrzebuje. Duża część usług, które dziś są dostępne w aplikacji, wyrosła z pierwotnej idei opieki nad osobami starszymi. Z czasem jednak okazało się, że potrzeby seniorów – i nie tylko seniorów – są znacznie szersze. Dlatego w aplikacji można dziś zamówić również bardzo prozaiczne, codzienne usługi: zrobienie zakupów, sprzątanie mieszkania, mycie okien czy nawet sprzątanie nagrobków.

A co jeszcze można zamówić w aplikacji?

Oprócz usług wykonywanych przez osoby z najbliższej okolicy – często sąsiadów lub mieszkańców tej samej dzielnicy – wprowadziliśmy także ofertę partnerów zewnętrznych. Sami aktywnie szukaliśmy takich współprac i zwracaliśmy się do różnych firm.

Dzięki temu użytkownicy aplikacji mogą dziś wykupić na przykład specjalnie przygotowane pakiety medyczne od zewnętrznych dostawców. Są to rozwiązania dedykowane między innymi seniorom. Wcześniej na rynku właściwie nie było takich ofert przygotowanych z myślą o tej grupie. W pewnym sensie pomogliśmy je wypracować – na początku niektórzy operatorzy w ogóle nie byli zainteresowani rozmową na ten temat.

A jak w praktyce wygląda taka weryfikacja wykonawców?

Każdy wykonawca musi mieć wypełniony profil w aplikacji: zdjęcie twarzy, kilka informacji o sobie oraz potwierdzoną tożsamość. Odbywa się to poprzez symboliczny przelew weryfikacyjny z własnego konta bankowego, dzięki czemu bank potwierdza zgodność danych.

W przypadku usług specjalistycznych — takich jak fizjoterapia, opieka pielęgniarska czy lekarska — wymagamy dodatkowo dokumentów potwierdzających kwalifikacje i aktualne prawo wykonywania zawodu. Wszystkich użytkowników sprawdzamy również w dostępnych rejestrach, w tym w bazie przestępców seksualnych, co pozwala dodatkowo ograniczyć ryzyko.

Obecnie w całej Polsce mamy ponad 12 tysięcy zweryfikowanych wykonawców usług. Ich rozmieszczenie oczywiście nie jest równomierne — najwięcej jest w dużych miastach, ale stopniowo pojawiają się także w mniejszych miejscowościach.

Czy w takim razie można uniknąć wykluczenia terytorialnego?

Jest to możliwe, ale wymaga sporo pracy. Musimy przede wszystkim docierać z informacją o istnieniu takich usług do coraz większej liczby osób. To w dużej mierze praca organiczna, związana szerzej z dostępnością cyfrową i przełamywaniem wykluczenia cyfrowego. W tym obszarze działamy również poprzez naszą fundację, którą powołaliśmy równolegle do rozwijania aplikacji. Z czasem okazało się bowiem, że sama aplikacja jest dopiero punktem wyjścia do innych działań.

Na bazie kilkuletnich doświadczeń zaczęliśmy rozwijać także komercyjne usługi opiekuńcze. Można je zamówić przez aplikację, ale w przypadku długoterminowej, stałej opieki działa już nieco inny model — odbywa się to bezpośrednio przez naszą firmę. Jednocześnie powstała Fundacja SeniorApp, która zajmuje się przede wszystkim realizacją usług opiekuńczych. Obecnie prowadzimy takie działania między innymi w Łodzi.

W ramach Fundacji SeniorApp realizujemy też usługi opiekuńcze na zlecenie Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi. Obecnie opieką obejmujemy blisko 500 osób, a w projekcie pracuje ponad 150 opiekunek, które codziennie wspierają podopiecznych w ich domach.

Wiem, że oprócz aplikacji rozwijacie też inne narzędzia. Proszę o nich opowiedzieć.

W pewnym momencie zauważyliśmy, że brakuje nam własnego narzędzia do zarządzania pracą opiekunek — takiego, które pozwoliłoby planować wizyty, rozliczać czas pracy i monitorować jakość świadczonych usług. Dlatego zaprojektowaliśmy własny system do zarządzania pracą opiekunek. Na tym jednak się nie skończyło. W trakcie współpracy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej pojawiła się potrzeba stworzenia kolejnego rozwiązania — oprogramowania wspierającego pracę pracowników socjalnych w terenie. W kolejnym etapie powstał także moduł przeznaczony dla pracowników biurowych w ośrodkach pomocy społecznej i innych instytucjach zajmujących się opieką.

Jakie możliwości dają te narzędzia?

Przede wszystkim są to rozwiązania bardzo proste w użyciu. Nie wymagają instalowania rozbudowanego oprogramowania na komputerach — wszystko działa w chmurze. Jedyną aplikacją, którą trzeba zainstalować, jest aplikacja mobilna na telefonie. Całość funkcjonuje online.

System pozwala między innymi na planowanie harmonogramów wizyt. Każdy pracownik widzi swój grafik i może łatwo zarządzać zadaniami. Dotyczy to zarówno opiekunek, jak i pracowników socjalnych pracujących w terenie. Przykładowo pracownik socjalny otrzymuje na telefon powiadomienie o nowej sprawie. System przypomina mu, że ma 14 dni na wizytę w danym środowisku i przeprowadzenie wywiadu środowiskowego. Całą procedurę może zrealizować bezpośrednio w telefonie — bez konieczności noszenia ze sobą papierowych formularzy, laptopa czy tabletu.

Wywiad może być wprowadzony w formie ankiety, ale pracownik może także po prostu podyktować odpowiedzi do telefonu, a system zamieni je automatycznie na tekst. Dane są od razu dostępne dla innych pracowników — na przykład dla osoby pracującej w biurze. W systemie można też archiwizować wszystkie potrzebne dokumenty, dodawać zdjęcia z wizyty czy zapisywać dodatkowe notatki. Mogą to być drobne, ale ważne informacje — na przykład, że w danym domu jest agresywny pies albo, że wejście do mieszkania znajduje się od podwórza. Takie notatki są widoczne dla innych pracowników, oczywiście w zależności od poziomu dostępu.

System przypomina również o kolejnych etapach procedury administracyjnej. Po sporządzeniu wywiadu środowiskowego pojawia się informacja, że zgodnie z przepisami w ciągu 30 dni powinna zostać wydana decyzja administracyjna dotycząca przyznania pomocy. Dzięki temu łatwiej jest planować dalszą pracę socjalną z danym podopiecznym.

Istotną funkcją systemu jest także rejestracja czasu pracy. Pracownik, wychodząc w teren, zaznacza w aplikacji rozpoczęcie pracy. System monitoruje czas i lokalizację, co pozwala później sprawdzić, gdzie pracownik był, ile czasu spędził w danym miejscu i jak wyglądał przebieg wizyt.

To rozwiązanie ma również ważny wymiar bezpieczeństwa. Aplikacja działa w trybie online i zawiera przycisk SOS. Jeśli w trakcie wizyty wydarzy się coś niepokojącego, pracownik może natychmiast powiadomić przełożonych lub odpowiednie służby. System przekazuje wtedy informację o lokalizacji i potrzebie interwencji. To szczególnie ważne w pracy socjalnej, która bywa bardzo wymagająca. Pracownicy odwiedzają nie tylko spokojne domy seniorów, ale też trudne środowiska, gdzie mogą pojawić się niebezpieczne sytuacje.

Oprócz tego system pozwala planować pracę w skali miesiąca i tworzyć szczegółowe raporty. Można łatwo sprawdzić, ile godzin zostało przepracowanych u poszczególnych podopiecznych, jakie czynności były wykonywane i ile czasu zajmowały. Dzięki temu jest to nie tylko narzędzie organizacyjne, ale także analityczne i wspierające bezpieczeństwo pracy — po prostu rozwiązanie, które realnie ułatwia codzienne funkcjonowanie w systemie opieki społecznej.

Czy to rozwiązanie jest już wykorzystywane w konkretnych miastach lub gminach?

Tak, system jest już wdrożony w kilku lokalizacjach i działa w praktyce. Oczywiście cały czas go rozwijamy i udoskonalamy, ale pierwsze wdrożenia mamy już za sobą. Jedno z nich funkcjonuje od września ubiegłego roku w gminie Wojkowice na Śląsku. Dużą rolę odegrał tam dyrektor ośrodka, Maciej Klimek — który mocno zaangażował się w projekt i wspiera nas w jego rozwijaniu. Na początku, jak to zwykle bywa, pojawił się opór ze strony pracowników. Nowe narzędzie oznacza zmianę przyzwyczajeń, a to zawsze budzi pewne obawy. Jednak po kilku tygodniach korzystania z systemu wielu z nich przyznało, że rzeczywiście ułatwia on codzienną pracę i pomaga lepiej ją organizować.

Drugim dużym wdrożeniem jest Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi. Tam również od kilku miesięcy pracujemy z naszym oprogramowaniem. I tutaj mechanizm był bardzo podobny — początkowo pojawił się dystans ze strony części pracowników. To naturalne, bo każda zmiana i każde nowe narzędzie budzą pewne obawy. Z czasem jednak widać, że takie rozwiązania przynoszą realne korzyści — przede wszystkim ogromną oszczędność czasu, ale też znaczące ograniczenie papierowej dokumentacji.

Czy widzicie już zainteresowanie ze strony innych ośrodków, gmin czy samorządów?

Tak, prowadzimy rozmowy zarówno z dużymi miastami, jak i z mniejszymi gminami. Wiele instytucji przygląda się temu, jak system działa w praktyce. Naturalnie pojawiają się pytania i wątpliwości — często dotyczą one kwestii prawnych, ochrony danych osobowych czy zgodności z przepisami RODO. Nad tymi zagadnieniami również intensywnie pracowaliśmy i mamy już wypracowane rozwiązania.

Trzeba jednak pamiętać, że taki system jest w pewnym sensie „żywym organizmem”. W trakcie jego działania pojawiają się nowe potrzeby i pomysły. Czasem coś nas zaskakuje, a czasem inspiruje do wprowadzenia kolejnych ulepszeń czy drobnych zmian. Przed rozpoczęciem projektu działała specjalna grupa robocza, w której byli nasi projektanci, programiści, ale także pracownicy socjalni i osoby zarządzające procesami w ośrodkach pomocy społecznej. Wydawało nam się wtedy, że udało się przewidzieć większość potrzeb. Jednak praktyka pokazuje, że życie weryfikuje wiele założeń — pojawiają się nowe sytuacje i nowe oczekiwania.

Dlatego system stale się rozwija. I w pewnym sensie to dobrze, bo dzięki temu bezpośrednio odpowiada na realne potrzeby osób pracujących w terenie i instytucji, które zajmują się pomocą społeczną.

Czy podobne rozwiązania funkcjonują w innych krajach? Inspirowaliście się czymś, czy to w pełni autorski projekt?

Dziś mamy już pewną wiedzę na ten temat, ale początek był bardzo praktyczny — wynikał z naszej własnej potrzeby. Szukaliśmy narzędzia, które pozwoliłoby nam lepiej zarządzać procesem świadczenia usług opiekuńczych.

Oczywiście przyglądaliśmy się różnym modelom zarządzania. Jedną z inspiracji był choćby system, wywodzący się z produkcji przemysłowej. Chodziło o takie podejście do zarządzania procesami, które pozwala w przejrzysty sposób planować zadania, kontrolować ich realizację i reagować na zmiany. Na tej bazie zaczęliśmy budować nasze własne rozwiązanie.

Z czasem okazało się, że w różnych miejscach świata istnieją podobne systemy. Często są one jednak projektowane z myślą o zarządzaniu opieką w instytucjach, na przykład w domach pomocy społecznej, a niekoniecznie o pracy w terenie, która ma swoją specyfikę. Zresztą takie rozwiązania zawsze muszą być dopasowane do konkretnego kraju — do przepisów prawa, systemu pomocy społecznej czy sposobu funkcjonowania instytucji publicznych. W obszarze opieki społecznej mamy do czynienia z bardzo wrażliwą materią. Chodzi przecież o osoby starsze, chore, wykluczone lub wymagające szczególnego wsparcia.

Z naszego punktu widzenia w Polsce jest to wciąż obszar niedoinwestowany i często zbyt mało zauważany. A biorąc pod uwagę prognozy demograficzne, problem będzie tylko narastał. Unikanie tego tematu czy odkładanie go na później niczego nie rozwiąże.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej aplikacji. Wspominałeś Igorze, że trudno zdobyć zaufanie seniorów. Czy w praktyce nie jest tak, że głównymi użytkownikami aplikacji są dzieci niesamodzielnych rodziców?

Około 60 procent użytkowników stanowią osoby młodsze, które zamawiają usługi dla swoich bliskich, natomiast blisko 40 procent to seniorzy korzystający z aplikacji samodzielnie. Wśród nich są także osoby w bardzo zaawansowanym wieku — mamy użytkowników po osiemdziesiątce, którzy bez problemu korzystają z aplikacji i samodzielnie zamawiają potrzebne usługi.

Aplikację zaprojektowaliśmy w taki sposób, żeby usługi można było zamawiać zarówno dla siebie, jak i dla bliskiej osoby. Całym procesem może więc zarządzać na przykład córka czy syn seniora. W praktyce sprowadza się to do tego, że informują oni seniora, iż w określonym czasie przyjdzie do niego konkretna osoba — z imienia i nazwiska — która wykona zamówioną usługę.

A jakie kolejne innowacje technologiczne planujecie wprowadzić? Co byłoby przydatne, a dziś jest jeszcze trudne do realizacji?

Jednym z rozwiązań, które mamy już właściwie gotowe, jest system do zarządzania usługami sąsiedzkimi realizowanymi przez gminy. W praktyce wyglądałoby to tak, że mieszkańcy danej gminy instalują aplikację SeniorApp i mogą za jej pośrednictwem zamawiać usługi sąsiedzkie finansowane lub organizowane przez samorząd. W systemie byliby wskazani wykonawcy współpracujący z gminą — osoby, które mają podpisane umowy na realizację określonych czynności. Cała kwestia rozliczeń, raportowania czy monitorowania usług mogłaby odbywać się automatycznie w systemie.

Patrząc szerzej, wydaje się nieuniknione, że w kolejnych latach coraz więcej procesów będzie przenosiło się do świata cyfrowego. Oczywiście zawsze trzeba pamiętać o osobach wykluczonych cyfrowo i zostawić przestrzeń dla rozwiązań analogowych. Jednak cyfryzacja daje ogromne oszczędności czasu, pieniędzy i miejsca, a także pozwala ograniczyć ogromną biurokrację, która dziś towarzyszy wielu usługom społecznym.

Prosty przykład: jeśli pracownik może podyktować raport z wizyty do telefonu zamiast ręcznie go pisać, oszczędza nawet kilkanaście minut przy jednej wizycie. A później dochodzi jeszcze kwestia archiwizacji dokumentów — przy tradycyjnym systemie zajmuje ona ogromną ilość miejsca.

Trzeba też pamiętać, że decyzje administracyjne dotyczące pomocy społecznej są w Polsce aktualizowane bardzo często — zazwyczaj co pół roku. Za każdym razem trzeba przeprowadzić nowy wywiad środowiskowy, sprawdzić dochody i sytuację materialną danej osoby. To generuje ogromną liczbę czynności administracyjnych.

Dlatego widzimy duży potencjał w integracji różnych systemów. W idealnej sytuacji pracownik socjalny, podejmując decyzję, mógłby z poziomu jednego systemu uzyskać dostęp do różnych baz danych i informacji potrzebnych do oceny sytuacji podopiecznego. Testujemy również rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Stworzyliśmy moduł AI, który został „nakarmiony” przepisami prawa — zarówno ogólnopolskimi, jak i lokalnymi regulacjami.

W praktyce działa to tak, że po wprowadzeniu danych z wywiadu środowiskowego system może zaproponować pracownikowi możliwe formy pomocy. Podpowiada na przykład, jakie świadczenia mogą przysługiwać danej osobie, jaka może być ich wysokość, a także z jakich dodatkowych form wsparcia mogłaby skorzystać — nie tylko w danym ośrodku pomocy społecznej, ale również w innych instytucjach działających w danej gminie czy mieście.

To oczywiście nie zastępuje decyzji człowieka, ale może znacząco przyspieszyć pracę i pomóc pracownikom socjalnym w orientowaniu się w bardzo złożonym systemie świadczeń.

Na koniec wróćmy jeszcze do kwestii praktycznych. Jak w aplikacji ustalane są stawki za usługi? Czy w jakiś sposób je regulujecie?

Nie regulujemy stawek odgórnie. Każda osoba, która chce świadczyć usługi, ustala swoją cenę samodzielnie. Oczywiście musi przy tym uwzględnić różne czynniki — na przykład dojazd do miejsca wykonania usługi czy materiały, które będzie musiała zapewnić we własnym zakresie, jak środki do sprzątania.

Z drugiej strony nasz system pomaga w ustaleniu realistycznej ceny. W trakcie wpisywania stawki aplikacja pokazuje, czy jest ona zbliżona do rynkowej w danej lokalizacji. Działa to bardzo prosto — poprzez kolory. Jeśli cena jest wyraźnie zawyżona, pojawia się czerwone oznaczenie, a jeśli mieści się w rynkowym przedziale, użytkownik widzi inny kolor.

Ostatecznym weryfikatorem i tak jest rynek. Jeśli ktoś ustawi zbyt wysoką stawkę, a w okolicy są tańsze oferty, ma mniejsze szanse na zlecenia. W praktyce wykonawcy szybko dostosowują ceny do realiów.

A jak wygląda sam proces płatności? Czy pieniądze trafiają bezpośrednio do wykonawcy?

Nie bezpośrednio. Płatność najpierw przechodzi przez nasz system, co daje użytkownikom — zwłaszcza seniorom — dodatkowe poczucie bezpieczeństwa. Działa mechanizm przedpłaty: środki trafiają do naszego wirtualnego portfela, a dopiero po wykonaniu usługi i jej potwierdzeniu przez obie strony są przekazywane do wykonawcy.

W międzyczasie obie strony mogą się też wzajemnie ocenić. Dopiero wtedy pieniądze trafiają do portfela wykonawcy w aplikacji, skąd może on zlecić wypłatę na swoje konto bankowe. Ten etap pośredni pozwala też rozwiązać ewentualne spory.

Czy pobieracie od tego prowizję?

Tak, pobieramy prowizję od realizowanych usług. Co ważne, wszystko jest transparentne — osoba ustalająca stawkę od razu widzi w aplikacji, jaka część tej kwoty stanowi naszą prowizję.

A jak wygląda kwestia formalna i podatkowa? Czy wykonawcy muszą prowadzić działalność gospodarczą?

Nie ma takiego obowiązku. My jedynie pośredniczymy w zawarciu umowy między stronami. W regulaminie jasno wskazujemy możliwość działania w ramach tzw. działalności nierejestrowanej.

Informujemy wykonawców o obowiązujących limitach przychodów oraz o tym, jak rozliczyć takie dochody w rocznym zeznaniu podatkowym. Limit wynosi 75 procent minimalnego wynagrodzenia miesięcznie, więc nie są to wcale symboliczne kwoty.

Na życzenie klienta wykonawca może również wystawić prosty rachunek. Wszystkie podstawowe informacje na temat rozliczeń są dostępne w aplikacji.

Z takich usług mogą korzystać osoby pełnoletnie — studenci, emeryci czy osoby pracujące, które chcą dorobić. Wyjątkiem są osoby ze statusem bezrobotnego pobierające zasiłek — w ich przypadku dodatkowe dochody mogą mieć wpływ na ten status, więc to wymaga indywidualnej oceny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Czubowicz

 

Igor Marczak – wiceprezes Fundacji SeniorApp i współzałożyciel aplikacji mobilnej SeniorApp. Absolwent Etnologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zaangażowany społecznie, związany z harcerstwem, muzyk amator i dumny dziadek. Projektuje innowacje w obszarach opieki senioralnej.