Liczba osób wymagających wsparcia będzie rosła, a liczba opiekunek – malała. Ada Zaorska, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej, mówi, dlaczego nawet najlepsze przepisy nie zadziałają bez ludzi do pracy i co trzeba zrobić już dziś.

Ada Zaorska
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej. W branży opieki nad osobami starszymi, niepełnosprawnymi oraz osobami z zaburzeniami psychicznymi pracuje nieprzerwalnie od października 1993 roku prowadząc Agencję Pielęgnacyjno-Opiekuńczą „Egida” oraz jako założycielka Stowarzyszenia o tej samej nazwie. Na przestrzeni tych 30 lat współpracowała z Ośrodkami Pomocy w Lublinie, Świdniku, Lubartowie i Puławach, a od 2012 roku przy współpracy z Firmą Optimum pro Senior deleguje opiekunki do podopiecznych zamieszkujących na terenie Niemiec.
Dzięki jej zaangażowaniu i pracy z opieki skorzystało już ponad 10 tysięcy podopiecznych i kilka tysięcy opiekunek, które cyklicznie przechodzą szkolenia podwyższające ich kwalifikacje. Aktualnie realizuje opiekę prywatną dla seniorów z Lublina i okolic oraz na terenie Niemiec (opieka z zamieszkaniem), a w ramach Stowarzyszenia EGIDA, oprócz opieki prywatnej, zajmuje się podopiecznymi na zlecenie Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie.
Polska bardzo szybko się starzeje. Prognozy demograficzne są powszechnie znane. Czy Pani zdaniem decydenci i całe społeczeństwo rzeczywiście zdają sobie sprawę z wyzwań, jakie czekają nas w obszarze opieki nad osobami starszymi?
Przede wszystkim ta dyskusja powinna rozpocząć się znacznie wcześniej. Mówimy o procesach demograficznych, które nie pojawiły się nagle. Już pięć, a nawet dziesięć lat temu było wiadomo, w jakim kierunku zmierza polskie społeczeństwo i jakie będą tego konsekwencje dla systemu opieki. Dzisiaj mam wrażenie, że zachowujemy się trochę tak, jakbyśmy zobaczyli nadciągający kataklizm i zaczęli zastanawiać się, co zrobić.
Czyli trochę jak układanie torów pod rozpędzony pociąg?
Dokładnie tak. To bardzo dobre porównanie. Z jednej strony szkoda, że tak późno zaczęliśmy o tym rozmawiać, ale z drugiej – cieszę się, że temat wreszcie przebił się do debaty publicznej. Jeszcze kilka lat temu praktycznie nikt nie chciał rozmawiać o starzeniu się społeczeństwa. Trudno było zainteresować tym media, polityków czy opinię publiczną. Temat seniorów i opieki długoterminowej nie budził większego zainteresowania.
Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. O problemie mówi się coraz częściej i bardzo dobrze. Być może dzięki temu wreszcie uda się zbudować rozwiązania, których od dawna potrzebujemy. Jeżeli chodzi o działania państwa, jesteśmy obecnie na etapie oczekiwania na wejście w życie pierwszej ustawy dotyczącej opieki długoterminowej. To ważny moment, bo po raz pierwszy powstają rozwiązania systemowe. Teraz pozostaje zobaczyć, jak będą funkcjonowały w praktyce.
Środowisko pozytywnie ocenia tę ustawę?
Tak. Przede wszystkim dlatego, że jest to pierwszy realny krok. A każdy krok w kierunku poprawy sytuacji osób starszych i niesamodzielnych należy ocenić pozytywnie. Oczywiście sama ustawa nie rozwiąże wszystkich problemów. Bardzo możliwe, że część zapisów będzie wymagała zmian. Tak zwykle wygląda tworzenie nowych rozwiązań. Można przygotować bardzo dobre przepisy, ale dopiero codzienna praktyka pokaże, co działa, a co wymaga korekty.
Niedawno uczestniczyłam w dwudniowej konferencji poświęconej opiece długoterminowej i senioralnej. Obecni byli przedstawiciele samorządów oraz osoby, które mają odpowiadać za wdrażanie nowych rozwiązań. Wszyscy bardzo szczegółowo opowiadali o tym, co planują zrobić. W pewnym momencie zadałam jednak jedno proste pytanie: „To wszystko brzmi bardzo dobrze, ale kim chcecie to robić? Gdzie są opiekunki? Gdzie są wykwalifikowani pracownicy, którzy mają realizować te zadania?”
Zapadła cisza. Po chwili jedna z przedstawicielek samorządu przyznała, że rzeczywiście z opiekunkami jest ogromny problem. I właśnie od tego powinniśmy zacząć. Możemy stworzyć najlepszą ustawę, powołać koordynatorów, przygotować procedury i nowe rozwiązania organizacyjne, ale jeśli zabraknie ludzi, którzy będą wykonywać tę pracę, cały system nie będzie działał.
Powiatowy koordynator przewidziany w ustawie nie pojedzie przecież do podopiecznego. Nie pomoże mu w codziennych czynnościach, nie zmieni pieluchy, nie przygotuje posiłku ani nie zapewni opieki. Fundamentem całego systemu są opiekunki.
Od lat alarmują Państwo, że właśnie ich najbardziej brakuje. Czy jesteśmy już w stanie kryzysu kadrowego?
Powiedziałabym, że stoimy na jego progu. Już dziś są firmy, które odmawiają przyjmowania nowych podopiecznych, ponieważ zwyczajnie nie mają ludzi do pracy. Mogę podać przykład z Lubelszczyzny. Polski Czerwony Krzyż od wielu lat świadczy usługi opiekuńcze na bardzo dużą skalę. To organizacja z ogromnym doświadczeniem. Dzisiaj mówi wprost: nie jesteśmy w stanie przyjąć kolejnych osób wymagających opieki, ponieważ nie mamy opiekunek.
Jeżeli organizacja z takim doświadczeniem ma problemy kadrowe, to pokazuje, jak poważna jest sytuacja. A będzie jeszcze trudniej. Liczba osób wymagających opieki będzie rosła, natomiast liczba osób mogących wykonywać ten zawód będzie malała. To prosty efekt zmian demograficznych.
Podejrzewam, że niewielu jest chętnych do rozpoczęcia pracy jako opiekun. To praca o niewielkim prestiżu i słabo płatna, choć to pewnie wraz z wyzwaniami będzie się zmieniało, bo rynek nie lubi próżni.
Oczywiście opiekunki powinny zarabiać więcej. Problem polega jednak na tym, że każda podwyżka oznacza również wzrost kosztów opieki dla podopiecznych i ich rodzin. I właśnie tutaj pojawia się najtrudniejsze pytanie. Jak znaleźć równowagę między godnym wynagrodzeniem dla opiekunki a możliwościami finansowymi osób starszych i ich bliskich? Z jednej strony chcemy, żeby zawód był atrakcyjny i przyciągał nowych pracowników. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wielu seniorów i ich rodzin zwyczajnie nie będzie stać na znacznie droższą opiekę.
Czyli wracamy do podstawowego pytania – kto za tę opiekę ma zapłacić?
Dokładnie. I właśnie od odpowiedzi na to pytanie powinniśmy zacząć budowę całego systemu.
Wspomniała Pani o pracownikach z zagranicy. W wielu państwach Europy Zachodniej czy USA opieka nad osobami starszymi również w dużej mierze opiera się na pracy migrantów. W Polsce sytuacja wygląda podobnie?
Tak, i trzeba o tym mówić bardzo otwarcie. Dziś znaczną część sektora opieki wspierają osoby spoza Polski. W przypadku opieki domowej są to przede wszystkim kobiety z Ukrainy, ale także z Białorusi, Mołdawii czy państw Azji Centralnej.
Tymczasem w ubiegłym roku pojawił się bardzo poważny problem związany z nowymi przepisami dotyczącymi zatrudniania cudzoziemców. W czerwcu 2025 roku weszła w życie ustawa regulująca dostęp cudzoziemców do rynku pracy. Jej głównym założeniem było uporządkowanie sytuacji i ochrona polskiego rynku pracy. Problem polega jednak na tym, że część zapisów zaczęła w praktyce utrudniać funkcjonowanie firm opiekuńczych.
Na czym polegał problem?
Polskie firmy opiekuńcze działają zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. To nic niezwykłego. Od wielu lat świadczymy usługi opiekuńcze również w innych krajach Unii Europejskiej, przede wszystkim w Niemczech.
Ponieważ w Polsce brakuje pracowników, firmy korzystają również z pomocy opiekunek spoza Unii Europejskiej. I nagle okazało się, że część z nich zaczęła mieć ogromne trudności z uzyskaniem wiz. Powód był prosty. Jeżeli firma prowadzi działalność także za granicą, pojawiało się podejrzenie, że zatrudniona osoba może ostatecznie wykonywać pracę poza Polską. Tymczasem ustawa, która pierwotnie miała mieć tytuł „o dostępie cudzoziemców do polskiego rynku pracy” obecnie mówi o „pracy na terytorium RP”. To oznacza, że delegowanie pracowników zza granicy, w którym opiekunki pozostają zatrudnione w polskiej firmie i czasowo wysłane za granicę przestało być traktowane jako właściwe, mimo, że jest to mechanizm wspierany przez UE. Firmy, które mogłyby wysłać zagranicznego pracownika do pracy na terenie innego kraju UE zaczęły budzić podejrzenia. A z pracy w kraju naprawdę trudno się utrzymać. W efekcie wiele wniosków było odrzucanych, nawet dla osób, które nie miały w planie opuszczać Polski.
Skala problemu była naprawdę duża. Jedna z firm zrzeszonych w naszym środowisku wystąpiła o wizy dla czterdziestu opiekunek spoza Unii Europejskiej. Ostatecznie wizy otrzymały trzy osoby. Trzy z czterdziestu. To nie jest drobna niedogodność. To jest sytuacja, która realnie wpływa na możliwość zapewnienia opieki osobom starszym. A przecież trudno sobie wyobrazić, że np. 50-letnia kobieta z doświadczeniem opiekuńczym może komuś w naszym kraju zagrażać.
Zwolennicy takich ograniczeń powiedzieliby jednak, że część tych pracowników i tak trafia później do Niemiec, gdzie wynagrodzenia są znacznie wyższe.
To bardzo często powtarzany argument, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Każda odpowiedzialna firma opiekuńcza najpierw zabezpiecza swoich klientów w Polsce. To jest absolutna podstawa działalności. Mamy podpisane umowy, ponosimy odpowiedzialność za podopiecznych i nie możemy dopuścić do sytuacji, w której opiekunka wyjeżdża za granicę, a osoba starsza pozostaje bez wsparcia.
Oczywiście część firm świadczy usługi również w innych krajach. Dzięki temu do Polski trafiają pieniądze zarobione za granicą. Tutaj płacone są podatki, tutaj funkcjonują przedsiębiorstwa, tutaj opiekunki wydają swoje wynagrodzenia. Często zapominamy, że sektor opieki także tworzy polską gospodarkę. To nie jest działalność charytatywna. To normalna gałąź gospodarki, która zatrudnia ludzi, płaci podatki i generuje wartość ekonomiczną.
Jak duży jest to rynek?
Bardzo duży, choć trudno podać precyzyjne dane. Dokładnej liczby firm opiekuńczych w Polsce nikt dziś nie wskaże. Mówimy prawdopodobnie o kilku, a być może nawet kilkunastu tysiącach podmiotów. Trzeba pamiętać, że usługi opiekuńcze świadczą zarówno firmy prywatne, organizacje pozarządowe, jak i jednostki związane z samorządami.
My jako Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej zrzeszamy część tego środowiska, ale nie wszystkie podmioty działające na rynku. Natomiast jeśli chodzi o liczbę osób pracujących w opiece, szacowałabym ją nawet na około pół miliona.
Pół miliona?
Tak, choć podkreślam, że jest to szacunek. Mówimy zarówno o osobach zatrudnionych legalnie, jak i o ogromnej szarej strefie, która wciąż funkcjonuje na rynku.
Jak duża jest ta szara strefa?
Moim zdaniem może być nawet większa od rynku formalnego. To nie jest sytuacja, którą należy pochwalać. Wręcz przeciwnie. Jednak żeby zrozumieć skalę zjawiska, trzeba spojrzeć na realia życia wielu rodzin. Pełnopłatna, legalna usługa opiekuńcza oznacza wynagrodzenie dla opiekunki, składki ZUS, podatki oraz koszty administracyjne. To wszystko kosztuje. Tymczasem wielu seniorów żyje z emerytur, które nie pozwalają na pokrycie takich wydatków.
Rodziny również często nie są w stanie finansować profesjonalnej opieki w takim zakresie, jakiego wymagałby stan zdrowia bliskiej osoby. W efekcie wiele osób wybiera rozwiązania nieformalne. Zatrudniają opiekunkę prywatnie, płacą jej bezpośrednio i w ten sposób próbują obniżyć koszty.
To oczywiście nie jest dobre rozwiązanie z punktu widzenia systemu. Opiekunka nie buduje wówczas swojej przyszłej emerytury, nie ma zabezpieczenia społecznego ani stabilności zatrudnienia. Ale jeżeli spojrzymy na sytuację oczami rodziny, która musi zapewnić opiekę starszemu rodzicowi, bardzo łatwo zrozumieć, dlaczego takie decyzje są podejmowane.
Miało to zmienić świadczenie wspierające?
Wielu z nas miało taką nadzieję. Liczyliśmy, że dodatkowe środki pozwolą większej liczbie osób korzystać z profesjonalnych usług opiekuńczych. W praktyce jednak często okazuje się, że nawet po otrzymaniu świadczenia sytuacja finansowa podopiecznych pozostaje bardzo trudna.
Spotykam osoby, które nie są już w stanie samodzielnie funkcjonować, wymagają stałego wsparcia, korzystają z koncentratorów tlenu, nie opuszczają domu. Dla takich osób nawet dodatkowe świadczenie nie rozwiązuje problemu finansowania codziennej opieki.
Do tego dochodzi jeszcze jeden problem. Samorządy i ośrodki pomocy społecznej naprawdę starają się pomagać, ale dysponują ograniczonym budżetem. Potrzebujących przybywa z miesiąca na miesiąc, natomiast pieniędzy nie przybywa w tym samym tempie.
Dlatego często mamy sytuację, w której senior otrzymuje dwie godziny wsparcia dwa albo trzy razy w tygodniu. Nie dlatego, że pracownik socjalny nie chce przyznać więcej godzin. Nie dlatego, że samorząd nie dostrzega problemu. Po prostu nie ma na to środków.
I właśnie w tym miejscu wielu ludzi staje przed wyborem: albo zorganizują dodatkową opiekę prywatnie, albo pozostawią bliską osobę bez wystarczającego wsparcia. To jeden z najpoważniejszych problemów, z którymi mierzy się dziś polski system opieki.
Wspomniała Pani o tym, że problemem nie są wyłącznie zarobki. Co jeszcze sprawia, że coraz trudniej znaleźć osoby chętne do pracy w opiece?
Oczywiście uważam, że każda opiekunka powinna pracować legalnie. Powinna mieć odprowadzane składki emerytalne, zdrowotne, podatki. To daje bezpieczeństwo i jej, i całemu systemowi. Tylko że musimy spojrzeć na to również z perspektywy osoby wykonującej ten zawód.
Opieka jest bardzo ciężką pracą – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Tymczasem nawet jeśli opiekunka inwestuje w siebie, kończy kolejne kursy, zdobywa nowe umiejętności i doświadczenie, bardzo często nie przekłada się to na wyższe wynagrodzenie. I gdzie w takiej sytuacji jest motywacja do rozwoju?
Mówię o tym również z własnego doświadczenia. Od ponad trzydziestu lat prowadzę firmę opiekuńczą. Kieruję także stowarzyszeniem świadczącym usługi opiekuńcze. Współpracujemy zarówno z samorządami, jak i z klientami prywatnymi, dlatego doskonale widzę, jak wygląda ten rynek z każdej strony.
Samorządy dysponują ograniczonymi środkami. W konkursach najczęściej kalkulują stawki tak, aby opiekunka otrzymała minimalne wynagrodzenie godzinowe obowiązujące w danym roku. Do tego dochodzą koszty pracodawcy oraz bardzo ograniczone środki na administrację.
W efekcie osoba, która właśnie ukończyła kurs, i ta, która ma wieloletnie doświadczenie oraz dodatkowe kwalifikacje, często zarabiają niemal tyle samo. To nie zachęca do pozostawania w zawodzie. Ale jest jeszcze jeden problem, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko – brak stabilności zatrudnienia.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Podopieczny trafia do szpitala. W tym czasie opiekę przejmuje placówka medyczna, więc opiekunka przestaje świadczyć usługę. W praktyce oznacza to, że nie zarabia. Jeżeli podopieczny umrze – również nie otrzymuje wynagrodzenia. Jeżeli rodzina przyjeżdża i mówi: „Przez najbliższe dwa tygodnie sami zajmiemy się mamą”, opiekunka z dnia na dzień zostaje bez pracy i bez pieniędzy.
Proszę więc odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: jak taka osoba ma zaplanować swoje życie? Jak ma wziąć kredyt na przykład na pralkę? Jak ma podpisać umowę najmu mieszkania? Jak ma zaplanować wakacje z dziećmi, skoro na początku miesiąca nie wie, ile pieniędzy faktycznie zarobi? To są realne problemy tysięcy osób pracujących w opiece.
Jeżeli taki model funkcjonuje w usługach finansowanych przez samorządy, trudno oczekiwać, że prywatne rodziny będą płaciły za okres, w którym opiekunka nie świadczy usług. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z tego zawodu.
Kto więc dziś najczęściej pracuje jako opiekun?
W dużej mierze są to kobiety, które mają już prawo do emerytury, ale ze względu na jej wysokość muszą dorabiać. To jest dziś ogromny rezerwuar pracowników. Oczywiście są również osoby, które świadomie wybrały ten zawód i chcą wykonywać go przez całe życie. To bardzo zaangażowani ludzie, często z ogromnym doświadczeniem. Ale takich osób jest zdecydowanie mniej. Szacowałabym, że stanowią około 20–30 procent wszystkich opiekunów pracujących obecnie na rynku. Pozostałe wykonują tę pracę przede wszystkim dlatego, że potrzebują dodatkowego źródła dochodu.
Czy nowe technologie mogą choć częściowo rozwiązać problem braków kadrowych?
Technologia z pewnością będzie coraz ważniejszym elementem opieki, ale nie zastąpi człowieka. To będzie jeden z ostatnich zawodów, który uda się zautomatyzować. Najważniejsze dla osoby starszej jest poczucie bezpieczeństwa. Dlatego ogromny potencjał widzę we wszystkich rozwiązaniach monitorujących stan zdrowia czy reagujących na sytuacje zagrożenia.
Kilka miesięcy temu uczestniczyłam w targach poświęconych rozwiązaniom dla seniorów i zobaczyłam wiele naprawdę interesujących technologii. Są systemy wykrywające upadki, zatrzymanie akcji serca czy inne niebezpieczne zdarzenia. Automatycznie wysyłają alarm do rodziny albo odpowiednich służb. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa – nie tylko seniorowi, ale również jego bliskim.
Myślę także, że coraz większą rolę będzie odgrywała sztuczna inteligencja. Osoby z początkową demencją mogą korzystać z prostych rozmów z asystentem AI. Dla wielu z nich będzie to sposób na ograniczenie samotności. Wyobrażam sobie sytuację, w której senior mówi: „Połącz mnie z córką”, „Połącz mnie z lekarzem” albo „Połącz mnie z opiekunką”, a system sam wykonuje połączenie.
Takie rozwiązania naprawdę mogą ułatwić codzienne funkcjonowanie. Ale musimy pamiętać o jednym. Technologia może wezwać pomoc, wykryć zagrożenie czy przypomnieć o lekach. Nie podniesie jednak człowieka po upadku. Nie pomoże mu się umyć. Nie przygotuje posiłku. Nie pojedzie z nim do szpitala. Nie zastąpi obecności drugiego człowieka.
Gdyby miała Pani wskazać najważniejsze decyzje, które powinny zostać podjęte już dziś, aby za kilkanaście lat nie zabrakło opieki dla osób starszych, od czego należałoby zacząć?
Przede wszystkim od wspólnej rozmowy. Nie jednodniowej konferencji ani kilkugodzinnego spotkania, ale od kilku dni i stałego formatu poważnej pracy przedstawicieli rządu, samorządów i firm, które od lat świadczą usługi opiekuńcze. Musimy wspólnie odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań. Jak zwiększyć prestiż zawodu opiekunki? Jak stworzyć ścieżkę rozwoju zawodowego? Jak powiązać kwalifikacje z wynagrodzeniem? Jak sprawić, żeby młodzi ludzie chcieli wykonywać tę pracę?
Moim zdaniem potrzebujemy pełnoprawnego zawodu opiekuna osoby starszej. Nie kolejnego kilkumiesięcznego kursu, ale szkoły trwającej półtora lub dwa lata, która dawałaby konkretne kwalifikacje i możliwość rozwoju. Im większe doświadczenie i kompetencje, tym wyższe powinno być wynagrodzenie. Nie wystarczy stworzyć ustawę o opiece długoterminowej. Potrzebujemy również ludzi, którzy będą ją realizować.
Konieczne jest także usprawnienie procedur związanych z zatrudnianiem pracowników spoza Unii Europejskiej. Dziś zbyt długo czeka się na wizy, karty pobytu czy zezwolenia na pracę. Tymczasem właśnie ci pracownicy są niezbędni, aby system mógł funkcjonować. Musimy wreszcie zaakceptować fakt, że bez cudzoziemców nie będziemy w stanie zapewnić opieki wszystkim osobom starszym w Polsce. Nasze społeczeństwo starzeje się bardzo szybko, a liczba osób w wieku produkcyjnym maleje. Ktoś będzie musiał tę opiekę świadczyć. Jeżeli chcemy godnie się starzeć, musimy stworzyć taki system już teraz. Bo tak naprawdę nie rozmawiamy wyłącznie o dzisiejszych seniorach. Rozmawiamy o naszej własnej przyszłości.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

