Proces starzenia się to nie tylko zmiany biologiczne, lecz także narastające ryzyko kryzysów psychologicznych, które często zaczynają się znacznie wcześniej, niż zwykliśmy sądzić — już około trzydziestego roku życia. Utrata ról społecznych, pogarszające się zdrowie, samotność, niewyrażone potrzeby i konfrontacja z własną skończonością sprawiają, że dobrostan psychiczny w późniejszych dekadach bywa szczególnie kruchy i zbyt często pozostaje bez profesjonalnego wsparcia. Alicji Przepiórskiej-Ułaszewskiej, współzałożycielki i członkini Rady Fundacji Via Salutis pytamy jak żyć, by w wieku dojrzałym wiedzieć, kim się jest — i jak zadbać o dobrostan psychiczny.

Piotr Czubowicz: Czy proces starzenia się — niezależnie od wieku, bo przecież pierwsze jego oznaki można zauważyć już po trzydziestce — wiąże się ze zwiększonym ryzykiem kryzysów psychologicznych?

Proces starzenia się to coś, czego doświadczamy znacznie wcześniej, niż zwykle jesteśmy skłonni o tym myśleć. Już około trzydziestego roku życia zaczynają pojawiać się pierwsze sygnały, że coś się zmienia — nie zawsze fizycznie w sposób bardzo wyraźny, ale na pewno psychicznie i mentalnie. I to właśnie te zmiany często stają się początkiem pierwszych kryzysów.

Dużo mówi się o starzeniu w kontekście kobiet, szczególnie w odniesieniu do okresu menopauzy, który pojawia się w bardzo różnym czasie. To moment, w którym zmiany biologiczne są silnie odczuwalne, ale ich konsekwencje wykraczają daleko poza ciało. Wpływają na samopoczucie psychiczne, relacje społeczne, poczucie własnej wartości, gotowość do działania czy sposób postrzegania siebie i świata. Walka hormonów, zmęczenie, spadek energii czy wahania nastroju sprawiają, że wiele kobiet zaczyna się zatrzymywać — zarówno zawodowo, jak i w sferze prywatnej.

Pierwsze kryzysy związane ze starzeniem zaczynają się już około trzydziestki, gdy często pojawia się pierwszy poważny bilans życia, moment, w którym zadajemy sobie pytania: co już osiągnęłam, co osiągnąłem? Czego nie udało się zrealizować? Jak wyglądają moje relacje, kariera, sytuacja materialna? To porównywanie siebie z innymi, ale też z własnymi oczekiwaniami i wyobrażeniami sprzed lat, bywa bardzo obciążające.

W tym wieku często pojawiają się również pierwsze poważne kryzysy relacyjne — rozstania, rozwody, rozluźnianie więzi przyjacielskich czy rodzinnych. Zmieniają się priorytety, tempo życia, miejsca zamieszkania. To właśnie wtedy po raz pierwszy wielu ludzi doświadcza silnie takich emocji jak osamotnienie, poczucie przemijania czy lęk przed podjętymi i niepodjętymi wyborami. Te doświadczenia są w pewnym sensie zapowiedzią kryzysów, które mogą powracać w późniejszym wieku.

Z czasem — im bliżej pięćdziesiątki i kolejnych dekad — coraz częściej zaczynamy wprost używać słów „starość” i „starzenie się”. Obserwujemy nie tylko siebie, ale też swoje otoczenie: znajomych, bliskich, rodziców. Pojawia się świadomość ograniczeń, chorób, strat, ale też nowych ról życiowych. Szczególnie trudnym momentem bywa okres, w którym jednocześnie towarzyszymy starzejącym się rodzicom i jesteśmy jeszcze aktywnie zaangażowani w życie własnej rodziny — dzieci, partnera, pracy zawodowej.

To czas silnego psychicznego rozdarcia: komu poświęcić więcej uwagi? Rodzicom, którzy potrzebują obecności i wsparcia? Własnym dzieciom i relacjom? A może sobie samemu — co bardzo często schodzi na dalszy plan. Tymczasem umiejętność rozpoznawania i nazywania własnych potrzeb, nauczenie się dbania o siebie w odpowiednim momencie życia, ma ogromne znaczenie dla tego, jak przeżywamy późniejsze kryzysy.

Przechodząc już bardziej w stronę wieku senioralnego: jakie momenty w życiu seniora są szczególnie wrażliwe psychologicznie i najczęściej prowadzą do obniżenia dobrostanu lub załamań?

W pracy z seniorami bardzo wyraźnie widać, że wiele osób przez całe życie nie miało przestrzeni, by swoje potrzeby wyrażać. Potrzeby te nie były uznawane za ważne, realne czy „uprawnione”. Często były bagatelizowane. A to sprawia, że w wieku senioralnym, gdy pojawia się więcej strat, zmian i ograniczeń, brak tej umiejętności bardzo utrudnia radzenie sobie psychicznie i znacząco obniża dobrostan.

Jakie to są konkretnie potrzeby, które pozostają niewyrażone? Z jakimi najczęściej spotyka się pani w swojej pracy? Czy mogłaby pani podać przykłady?

Jedną z najbardziej podstawowych, a jednocześnie najczęściej niewyrażonych potrzeb jest potrzeba zauważenia siebie. Mówimy tu szczególnie o pokoleniach osób starszych — nie tyle o młodszych seniorach, ale raczej o osobach w wieku 70+, które były wychowywane w bardzo określonym systemie wartości. W systemie, w którym najważniejsi byli inni: rodzina, dzieci, wnuki, społeczność. Uczono je, że mają być użyteczne, pomocne, że ich rolą jest sprawiać, by inni byli szczęśliwi, zadowoleni, zaopiekowani. Bardzo często oznaczało to odkładanie własnych potrzeb, marzeń i planów „na później” — a to „później” w praktyce nigdy nie nadchodziło. Wiele osób składało swoje ambicje i pragnienia na swoistym ołtarzu rodziny. Oczywiście bywało też tak, że niespełnione marzenia próbowano realizować poprzez dzieci czy wnuki.

Tym, co powraca niezwykle często, jest odkrycie — czasem po raz pierwszy w życiu — że „ja mogę”. Mogę czuć, mogę mieć zdanie, mogę się z czymś nie zgodzić, mogę powiedzieć „nie”. W praktyce jednak okazuje się, że jest to bardzo trudne. Spotykam wiele osób, które po różnego rodzaju spotkaniach mówią mi, jak bardzo coś im nie odpowiadało. Gdy pytam, dlaczego nie wyraziły swojego sprzeciwu, słyszę odpowiedzi: „bo nikt inny się nie odzywał”, „bo nie chciałam być outsiderką”, „bo nie chciałem robić zamieszania”, „bo bałem się, że zostanę odebrany jako ten problematyczny”. To bardzo wyraźnie widać na przykład w środowiskach rad seniorów, gdzie obok samych seniorów zasiadają także osoby delegowane przez samorządy czy władze lokalne. Często reprezentują one inne interesy, mają inne cele, inne perspektywy i inne potrzeby niż osoby starsze. Seniorzy nierzadko rezygnują wtedy z zabierania głosu, bo obawiają się, że zostaną ocenieni jako krytykanccy, roszczeniowi albo „wiecznie niezadowoleni”.

Lęk przed oceną jest w późnym wieku bardzo silny. Wiele osób przez całe życie funkcjonowało w przekonaniu, że wyrażanie własnych potrzeb jest czymś niewłaściwym albo niepotrzebnym. W efekcie albo całkowicie się wycofują i milczą, albo — na drugim biegunie — dochodzi do momentu, w którym mają już poczucie, że nic nie mają do stracenia. Wtedy światło reflektorów nagle pada na nich i ich reakcje bywają odbierane jako agresywne, roszczeniowe, nieadekwatne.

Warto jednak pamiętać, że bardzo często nie są to zachowania znikąd. W rozmowach z osobami zajmującymi się psychotraumatologią wielokrotnie pojawia się wątek tego, że w starszym wieku na powierzchnię wychodzą wszystkie niezaopiekowane doświadczenia: stresy, kryzysy, straty, traumy, które przez dekady były wypierane lub normalizowane. Gdy ktoś wreszcie daje przestrzeń do mówienia, słuchania i wyrażania emocji, bywa, że staje się — metaforycznie mówiąc — na pierwszej linii frontu.

Osoba pomagająca, towarzysząca, otwierająca nowe możliwości, nierzadko jako pierwsza doświadcza tych trudnych emocji. To ona „dostaje po głowie”, bo w bezpiecznych warunkach pojawia się wreszcie zgoda na wyrażenie gniewu, żalu czy frustracji. Te reakcje bywają nieproporcjonalne do konkretnej sytuacji, ale są bardzo proporcjonalne do całego życia, w którym zabrakło miejsca na bycie wysłuchanym i uznanym.

Jakie sygnały ostrzegawcze najczęściej poprzedzają kryzys psychologiczny u osób starszych, a są ignorowane przez otoczenie? Dlaczego tak wiele kryzysów seniorów pozostaje niezauważonych lub bywa uznawanych za „normalny element starości”? I czy rzeczywiście kluczową rolę odgrywają tu trudne doświadczenia życiowe, takie jak żałoba, choroba czy utrata bliskich?

Zdecydowanie tak — bardzo często kryzysy psychologiczne w wieku senioralnym mają swoje źródło zarówno w długotrwałym niespełnieniu potrzeb, jak i w konkretnych, trudnych wydarzeniach życiowych. I jedno, i drugie może działać równolegle, wzajemnie się wzmacniając.

Warto spojrzeć na to choćby przez pryzmat potrzeby przynależności. Tak długo, jak jesteśmy aktywni zawodowo, nawet jeśli praca nie daje nam satysfakcji, jesteśmy częścią jakiejś struktury: zespołu, instytucji, społeczności. Przejście na emeryturę, które z zewnątrz bywa postrzegane jako moment ulgi czy nagrody, w rzeczywistości często okazuje się ogromnym życiowym tąpnięciem. Nagle znika rytm dnia, poczucie bycia potrzebnym, intelektualne wyzwania, codzienne rozmowy — nawet te trudne czy konfliktowe, które jednak dawały poczucie uczestniczenia w życiu innych.

Dochodzi do tego świadomość starzenia się: spadek sprawności fizycznej, wolniejsze tempo, mniejsza energia, ale też brak konieczności uczenia się nowych rzeczy, podejmowania wyzwań, mierzenia się z nowością. Zmienia się także sytuacja finansowa, co wymusza trudne wybory — między potrzebami zdrowotnymi, rozwojowymi czy zwykłymi przyjemnościami. To wszystko potrafi bardzo mocno nadwyrężyć dobrostan psychiczny.

Kolejnym istotnym momentem jest tzw. syndrom pustego gniazda. O ile w czasie aktywności zawodowej bywa on mniej dotkliwy, bo życie wciąż toczy się według ustalonego rytmu, o tyle po przejściu na emeryturę staje się znacznie bardziej bolesny. Brak powodu, by rano wstać, ubrać się, wyjść z domu, zmobilizować się mimo gorszego samopoczucia — sprawia, że pojawia się poczucie bycia zbędnym. Relacje z dziećmi często ograniczają się do okazjonalnych spotkań czy świąt, co nie zawsze wystarcza, by zaspokoić potrzebę bliskości.

Na to nakładają się tzw. wielkie kryzysy życiowe: żałoba po stracie partnera lub bliskich, ciężkie choroby, rozstania, ale też rozpad relacji przyjacielskich. Często są to relacje, które zrywają się bez jednoznacznego powodu — czasem z lęku przed odsłonięciem własnej słabości, czasem z obawy, że ktoś zajrzy za bardzo w nasze życie. W tym wieku pojawia się także problem ucieczki w używki, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko. Dzisiejsi seniorzy to często pokolenie, które miało kontakt z alkoholem czy substancjami psychoaktywnymi już w młodości. Alkoholizm osób starszych bywa tematem tabu, choć jest realnym problemem. Kryzys, którego się wszyscy boimy to zespoły otępienne, choroby, które zabierają nam tożsamość, poczucie bezpieczeństwa.

Coraz częściej mówi się o samotności — szacuje się, że dotyka ona milionów osób — oraz o samobójstwach seniorów, zwłaszcza mężczyzn. W przypadku samobójstw mówimy o dużej liczbie przypadków skutecznych, ale trzeba pamiętać, że niemal zawsze poprzedzają je próby, sygnały ostrzegawcze, zmiany zachowania, które mogłyby zostać zauważone.

Wielu samobójstwom zapewno można by było zapobiec.

To prawda, ale wiele objawów jest bagatelizowanych. Gdy senior narzeka, słyszy często: „nie narzekaj”, „weź się w garść”, „to normalne w tym wieku”. Niestety zdarza się, że również część lekarzy interpretuje symptomy psychiczne lub psychosomatyczne jako „starość”, „PESEL” czy — w przypadku kobiet — jako menopauzę. Takie podejście jest nie tylko krzywdzące, ale też bardzo niebezpieczne diagnostycznie. Może prowadzić do przeoczenia poważnych problemów zdrowotnych. Ciało bardzo często jako pierwsze wysyła sygnały ostrzegawcze: zmiany skórne, przewlekłe bóle, napięcia, problemy ze snem, sposób poruszania się, siedzenia, zajmowania przestrzeni. Wystarczy uważna obserwacja — tego, ile ktoś „zajmuje miejsca” w grupie, gdzie siada, jak mówi, jak brzmi jego głos. To wszystko są informacje o stanie psychicznym.

Oczywiście większą szansę na zauważenie takich sygnałów mają osoby, które wychodzą z domu, uczestniczą w aktywnościach, są widoczne. Tymczasem wielu seniorów pozostaje dosłownie i symbolicznie uwięzionych — na wyższych piętrach bez windy albo we własnym przekonaniu, że „nie ma po co wychodzić”. Jeśli przez całe życie funkcjonowali według zewnętrznego grafiku — pracy, obowiązków — to po jego zniknięciu nie potrafią odnaleźć nowej motywacji. Pojawia się auto-wykluczanie i przekonanie, że już nie ma dla nich miejsca. To właśnie w tych drobnych, często ignorowanych sygnałach bardzo wyraźnie widać, że ktoś potrzebuje pomocy — nawet jeśli sam nigdy o nią nie poprosi.

A jak wygląda kwestia aktywności fizycznej u seniorów? Czy brak ruchu w starszym wieku naprawdę może mieć tak duże znaczenie dla samopoczucia psychicznego i zdrowia?

Tak, to jest ogromny problem. Osoby, które nie uprawiają żadnej formy sportu, w bardzo szybki sposób doświadczają konsekwencji tego zaniedbania. Brak kultury fizycznej odbija się nie tylko na ciele, ale i na psychice. Dlatego ruch to życie — i to nie tylko w sensie banału, ale naprawdę całego procesu zachowania zdrowia i dobrostanu w wieku senioralnym.

Trzeba podkreślić, że to nie jest kwestia nagłego przebudzenia w wieku sześćdziesięciu lat, że nagle codziennie zacznę gimnastykować ciało. Prawdziwy efekt daje budowanie nawyków przez całe życie: dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat regularnej aktywności fizycznej znacznie ułatwia późniejsze utrzymanie formy. Osoby, które nigdy tego nie praktykowały, trudniej motywować do regularnego ruchu w późniejszym wieku.

Przykładem, który pokazuje, że można, jest nasza ambasadorka Joanna, osiemdziesięciopięcioletnia emerytowana nauczycielka, która od lat regularnie bierze udział w programach edukacyjnych dla seniorów i codziennie wykonuje półgodzinną gimnastykę — najpierw w łóżku po przebudzeniu, potem wstając i rozciągając ciało. Dzięki temu utrzymuje ponadprzeciętną sprawność fizyczną.

To, co widać w praktyce, to fakt, że nie chodzi o profesjonalny trening czy rywalizację. Chodzi o to, żeby ruch sprawiał przyjemność. Na przykład w naszych warsztatach tanecznych seniorzy nie uczą się profesjonalnych układów, ale wykonują ćwiczenia rozciągające, zabawy ruchowe, elementy choreoterapii — wszystko po to, by ciało było świadome i elastyczne. Często sami odkrywają mięśnie, o których istnieniu zapomnieli, a samoświadomość ciała przekłada się także na poczucie sprawczości i lepsze samopoczucie psychiczne.

Dodatkowo bardzo skuteczne są też inne formy aktywności, takie jak gimnastyka w wodzie, nordic walking, czy spacery w grupie. Ważne jest, aby ćwiczenia angażowały różne partie ciała i dawały radość. Regularny ruch pomaga seniorom nie tylko fizycznie, ale również mentalnie — poprawia nastrój, daje poczucie sprawczości i wpływa na sposób patrzenia na siebie. To jeden z fundamentów zdrowego starzenia się i prewencji kryzysów psychologicznych.

Jak zmienia się zdolność regulacji emocji i radzenia sobie ze stresem wraz z wiekiem? Co może ją osłabiać, a co wzmacniać? Czy rzeczywiście osoby dojrzałe są w tym zakresie bardziej odporne niż młodzi ludzie? Czy taką odporność nabywa się z wiekiem?

To bardzo ciekawe pytanie. Faktycznie, z mojego doświadczenia wynika, że osoby dojrzałe mogą być w pewnym sensie bardziej odporne psychicznie niż młodzież. Młodzi, zwłaszcza nastolatkowie czy dwudziestolatkowie, bywają bardziej wrażliwi — błahe sprawy często wywołują u nich silne reakcje emocjonalne. W przypadku seniorów sytuacja wygląda nieco inaczej, choć wcale nie oznacza to pełnej odporności.

Pokolenia 70+, z którymi częściej pracuję, są w dużej mierze przyzwyczajone do trudnych doświadczeń. Doświadczyły różnorodnych sytuacji życiowych, czasem wręcz traumatycznych — choć nie urodziły się w czasie wojny, to niosły opowieści rodzinne o trudnych czasach, przemocy, biedzie czy traumach powojennych. To doświadczenie kształtuje ich zdolność do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, choć nie oznacza, że emocje przestają być silne czy wymagające uwagi.

Prowadziłam niedawno zajęcia międzypokoleniowe z jogi śmiechu, gdzie seniorzy spotkali się z młodzieżą ze szkoły podstawowej. Jednym z elementów było pokazanie, jak poczucie humoru i śmiech mogą pomagać w regulacji emocji, nawet przy bardzo trudnych doświadczeniach. Przykładowo, pokazałam scenę z filmu Życie jest piękne, gdzie ojciec tworzy zabawną narrację w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Dla młodych uczestników była to ciekawostka, dla seniorów — okazja do refleksji nad tym, jak radzili sobie w trudnych momentach własnego życia.

Podczas jednej z rund dzielenia się emocjami, z jednej z uczestniczek wylała się fala agresji i frustracji — była to kobieta, która wychowała się w rodzinie doświadczonej traumą śmierci bliskich. Jej reakcja pokazała, że choć seniorzy często wyglądają na odpornych psychicznie, ich emocje wciąż są żywe, tylko bywa, że są ukrywane pod maską spokoju i samodzielności. Po prostu nie mieli systemowego wsparcia w przepracowywaniu tych emocji. Dziś są w stanie sobie radzić, bo nauczyli się przystosowywać, ale to nie znaczy, że emocje zniknęły. Nadal potrzebują przestrzeni, by o nich mówić i je regulować.

Dlaczego system opieki zdrowotnej i społecznej tak rzadko reaguje na sygnały kryzysów psychologicznych u seniorów odpowiednio wcześnie? Czy wczesna diagnoza psychologiczna w wieku senioralnym mogłaby realnie zapobiegać pogłębianiu się kryzysów? Czy taka diagnoza powinna być standardem profilaktyki zapewnianym np. przez NFZ?

Z naszych badań wynika, że seniorzy przede wszystkim chcieliby korzystać z porad zdrowotnych, edukacyjnych i prawnych. Porady psychologiczne pojawiały się dopiero na czwartym miejscu. A jeśli przyjrzeć się bliżej tym potrzebom psychologicznym, chodziło głównie o radzenie sobie ze stresem, samotnością, żałobą, opieką nad osobą zależną.

Problem polega na tym, że osoby starsze rzadziej zgłaszają się do psychologa — często wstydzą się tego lub boją etykiety „chorego psychicznie”. Seniorzy nie łączą też często problemów psychologicznych z dolegliwościami fizycznymi. Tymczasem symptomy depresji, lęku czy przewlekłego stresu często manifestują się somatycznie.

Lekarze, zwłaszcza w ramach NFZ, mają ograniczony czas na pacjenta, co sprawia, że konsultacja skupia się głównie na zdrowiu fizycznym. Objawy psychiczne bywają ignorowane lub traktowane jako naturalny element starzenia się. To ogromny problem, bo w praktyce wczesna diagnoza psychologiczna mogłaby zapobiegać pogłębianiu się kryzysów, pomagać w radzeniu sobie z żałobą, samotnością czy konfliktami rodzinnymi, zanim przerodzą się w poważniejsze zaburzenia.

W odpowiedzi na potrzeby seniorów wdrożyli Państwo Mobilną Poradnię Psychogerontologiczną Via Salutis – proszę nam o tym projekcie opowiedzieć. Jak to działa? Gdzie to działa? Kto może skorzystać?

Pomysł zrodził się z obserwacji, że w wielu miejscach  w Polsce seniorzy pozostawali sami ze swoimi kryzysami — zwłaszcza po pandemii, kiedy poczucie osamotnienia i lęku przed kontaktami społecznymi wzrosło. Poradnia działa mobilnie — jeździmy do środowisk, które nas zapraszają: uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniora, centra usług społecznych, biblioteki, koła gospodyń wiejskich. Nasza oferta nie jest skierowana tylko dla seniorów. To także przestrzeń dla rodzin, wolontariuszy czy osób, które chcą lepiej rozumieć proces starzenia się i wspierać seniorów.

W praktyce pracujemy w taki sposób, żeby każdy mógł uczestniczyć w zajęciach w sposób neutralny — nie trzeba od razu mówić o swoich problemach. To może być wykład, warsztat, sesja grupowa, a po niej osoba może zdecydować, czy chce pogłębić temat indywidualnie z psychologiem, psychogerontologiem czy specjalistą od kryzysów.

Od 2020 roku działamy w ośmiu województwach, obsłużyliśmy ponad dwa tysiące osób i współpracowaliśmy z ponad pięćdziesięcioma instytucjami — UTW, MOPS-y, GOPS-y, PCPR-y, biblioteki itp. Mobilność pozwala nam dotrzeć do osób, które inaczej nie skorzystałyby z takiego wsparcia. Tematyka naszych działań jest różnorodna: od zrozumienia procesu starzenia, przez kryzysy w późnej dorosłości, potrzeby człowieka dorosłego, po dobrostan jako element zdrowia psychicznego i fizycznego. Każde spotkanie i każda poradnia mają na celu nie tylko pomoc w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim profilaktykę — nauczenie osób starszych, jak rozpoznawać swoje potrzeby, nazwać emocje i w zdrowy sposób radzić sobie z kryzysami.

Tak naprawdę to, czego brakuje w systemie, to regularnego, profilaktycznego wsparcia psychologicznego dla seniorów. Wczesna diagnoza i możliwość rozmowy z odpowiednim specjalistą mogłaby znacznie zmniejszyć liczbę pogłębiających się kryzysów psychicznych, samobójstw czy uzależnień wśród osób starszych. System opieki społecznej i zdrowotnej powinien wypracować standardy, które pozwolą na takie wczesne interwencje — nie tylko w formie jednorazowych warsztatów, ale jako element profilaktyki dostępnej w ramach NFZ.

Co powiedziałaby pani osobom wchodzącym dziś w wiek dojrzały, albo tym, które wejdą w niego za 5–10 lat, jak powinny zadbać o swoją kondycję psychiczną i psychologiczną, zanim pojawi się kryzys? Jak żyć, żeby w wieku 60, 70, 80 lat wiedzieć, kim się jest i dbać o dobrostan psychologiczny?

Powiem pewien banał, który wszyscy słyszymy, ale warto go powtórzyć: bądź aktywny i rób bilans swojego życia. Zastanów się, gdzie naprawdę jesteś ze sobą — ze swoimi potrzebami, z tym, co buduje twoje poczucie wartości. Nierzadko budujemy je na opinii innych: chcemy, żeby ktoś nas polubił, poświęcił nam czas, powiedział, że jesteśmy fajni czy mili. Jeśli tak żyjemy, ryzykujemy, że gdy te więzi zostaną zerwane, poczujemy pustkę i utratę samego siebie. Dlatego tak ważne jest, aby znać siebie i swoje wartości niezależnie od innych.

Pasja jest jednym z filarów dobrostanu. Nie chodzi o to, żeby każdy miał wielkie hobby czy został mistrzem w jakiejś dziedzinie, ale żeby robić rzeczy, które sprawiają radość i odrywają od codziennego stresu. I nie trzeba w tym wszystkim polegać na innych — jeśli chcesz iść do kina, idź, nawet jeśli nikt nie chce z tobą pójść. Jeśli chcesz iść na koncert, ale nie masz z kim, wybierz się sam, bo to sprawi przyjemność tobie, nie innym.

Podobnie z pracą: warto ją traktować jako źródło sensu, ale nie jako jedyną wartość w życiu. Kiedy nadejdzie moment, że praca nie daje już radości, można płynnie przejść do aktywności społecznej, warsztatów, spotkań, wolontariatu czy kursów — tak, aby życie pozostało pełne i sensowne. Nie trzeba od razu być profesjonalistą w czymś — liczy się radość i osobiste spełnienie. Chciałabym też podkreślić jedną ważną zasadę: rób to przede wszystkim dla siebie. Nie czekaj, aż ktoś ci pozwoli, lub że ktoś będzie ci towarzyszył. Najczęściej największą frajdę sprawia to, że to ty realizujesz swoją potrzebę, a nie inni.

I na koniec: dbaj nie tylko o psychikę, ale i o ciało. Regularna aktywność fizyczna, zainteresowania niezwiązane z pracą, ruch, hobby — wszystko to buduje poczucie bezpieczeństwa i stabilności w życiu. Praca daje rytm i poczucie sensu, ale warto mieć równoległe źródła satysfakcji. Takie podejście pozwala wejść w wiek dojrzały świadomie, w zgodzie ze sobą i z radością życia.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Czubowicz

 

Alicja Przepiórska-Ułaszewska – współzałożycielka i członkini Rady Fundacji Via Salutis, od ponad 25 lat związana z edukacją dorosłych jako trenerka, coachka i wykładowczyni. Dyplomowana psychogerontolożka i psychotraumatolożka, certyfikownana przewodniczka terapii lasem i kąpieli leśnych, trenerka jogi śmiechu, absolwenta szkoły terapii tańcem i ruchem.