Choć liczba samobójstw wśród osób starszych w Polsce stopniowo spada, seniorzy – zwłaszcza mężczyźni – nadal należą do grupy najwyższego ryzyka. Za statystykami kryją się samotność, utrata sprawności i poczucie bycia ciężarem dla bliskich. O skali zjawiska, jego przyczynach i sygnałach ostrzegawczych rozmawiamy z suicydologiem prof. Adamem Czabańskim.

Prof. dr hab. Adam Czabański
Socjolog i suicydolog. Autor ponad 270 publikacji naukowych, w tym 23 monografii naukowych. Profesor w Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim. Gościnnie prowadzi wykłady na Wydziale Teologicznym UAM oraz na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Prezes Stowarzyszenia Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Współtwórca pierwszych w Polsce podyplomowych studiów z Suicydologii (obecnie Uniwersytet Vizja w Warszawie). W latach 2021-2025 ekspert w Biurze ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Członek Komisji Ewaluacji Nauki w kadencji 2023-2027.

Prof. dr hab. Adam Czabański
Socjolog i suicydolog. Autor ponad 270 publikacji naukowych, w tym 23 monografii naukowych. Profesor w Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim. Gościnnie prowadzi wykłady na Wydziale Teologicznym UAM oraz na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Prezes Stowarzyszenia Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Współtwórca pierwszych w Polsce podyplomowych studiów z Suicydologii (obecnie Uniwersytet Vizja w Warszawie). W latach 2021-2025 ekspert w Biurze ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Członek Komisji Ewaluacji Nauki w kadencji 2023-2027.
Piotr Czubowicz: Zacznijmy od obrazu ogólnego. Jak dziś wygląda sytuacja, jeśli chodzi o samobójstwa w Polsce?
Jeśli spojrzymy na najnowsze dane, to w 2025 roku w Polsce odnotowano 4776 samobójstw. To potwierdza trend spadkowy, który obserwujemy od 2024 roku. Warto podkreślić, że był to pierwszy rok od dłuższego czasu, gdy liczba samobójstw spadła poniżej 5 tysięcy. Dla porównania – w latach 2012–2013 mieliśmy ponad 6 tysięcy przypadków rocznie, a rekordowy rok przyniósł aż 6385 zgonów. Od tamtego momentu widoczny jest ogólny trend spadkowy, choć w okresie pandemii pojawiały się pewne wahania.
Czy podczas pandemii dochodziło do większej liczby samobójstw?
W czasie pandemii spodziewano się gwałtownych wzrostów, ale stało się coś, co socjologowie obserwują często w sytuacjach zagrożenia dotykającego całe społeczeństwo, np. podczas wojny. Wartość życia paradoksalnie wzrasta, uwaga ludzi zostaje odwrócona od osobistych problemów na rzecz wspólnych zagrożeń. W Polsce nastąpiła wtedy stabilizacja na poziomie 5100–5200 przypadków rocznie.
A jak wypadamy pod tym względem na tle innych europejskich krajów?
Na tle Europy Polska plasuje się nieco powyżej średniej. Najtrudniejsza sytuacja występuje w krajach nadbałtyckich, zwłaszcza na Litwie, gdzie współczynnik wynosi ok. 21,6 na 100 tysięcy mieszkańców. W Polsce ten wskaźnik oscyluje wokół 12. Najniższe statystyki notują kraje południowe, jak Hiszpania czy Grecja – około 4 przypadki na 100 tysięcy osób, co często wiąże się z czynnikami kulturowymi, społecznymi, a nawet klimatycznymi.
Kto znajduje się w grupie największego ryzyka?
Statystyczny obraz jest dość wyraźny: to przede wszystkim mężczyzna w wieku od 40 do 60 lat. Często jest to osoba samotna – po rozwodzie, wdowiec lub kawaler. W tle tych tragedii często pojawiają się uzależnienia, głównie alkoholizm, oraz problemy zawodowe – bezrobocie lub realne zagrożenie utraty pracy.
W 2025 roku najbardziej niepokojącym zjawiskiem była jednak sytuacja dzieci i młodzieży. Choć w najmłodszej grupie 7–12 lat mówimy o pojedynczych przypadkach – w 2025 roku było to 6 samobójstw, głównie dzieci w wieku 11–12 lat. Młodsze przypadki dzieci, w wieku 8-9 lat, to już naprawdę rzadkość, aczkolwiek zdarzają się. Znacznie gorzej wygląda w tej grupie statystyka prób samobójczych, których jest wielokrotnie więcej.
Jak mierzy się próby samobójcze? Na ile te dane są wiarygodne i czy rzeczywiście odzwierciedlają skalę zjawiska? Co uznaje się za próbę samobójczą i skąd wiemy, że dane zdarzenie rzeczywiście nią było?
W Polsce podstawowym źródłem danych o próbach samobójczych są statystyki prowadzone przez Komendę Główną Policji. Od 2018 roku, na podstawie formularza KSIP-10, policja rejestruje również tego typu zdarzenia — wcześniej w ogóle nie były one uwzględniane w oficjalnych statystykach. Trzeba jednak jasno powiedzieć: są to wyłącznie przypadki, w których interweniowały służby, czyli policja, pogotowie ratunkowe lub ratownicy medyczni. Mówimy więc o sytuacjach, gdy ktoś stoi na moście i grozi odebraniem sobie życia, gdy rodzina wzywa pomoc do osoby, która mogła się otruć, albo gdy dochodzi do innego zdarzenia wymagającego interwencji. Na miejscu sporządzany jest protokół i na tej podstawie ocenia się, czy była to próba samobójcza.
To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. W statystykach nie znajdziemy ogromnej liczby przypadków, które nigdy nie zostały zgłoszone — na przykład sytuacji, gdy ktoś podjął próbę, ale został odratowany przez bliskich i sprawa nie trafiła do żadnych służb. Szczególnie często dotyczy to młodszych osób.
Warto też podkreślić, że definicja próby samobójczej jest szeroka. Obejmuje nie tylko działania zakończone urazem fizycznym, ale także sytuacje, w których ktoś realnie rozważał odebranie sobie życia i znajdował się o krok od działania. Nawet jeśli ktoś twierdzi, że chciał tylko zwrócić na siebie uwagę czy nastraszyć otoczenie, to wciąż mówimy o próbie samobójczej — bo nigdy nie ma pewności, jak organizm zareaguje ani czy sytuacja nie wymknie się spod kontroli.
Z tego powodu liczba prób samobójczych jest w praktyce niepoliczalna. Możemy mówić jedynie o szacunkach. Światowa Organizacja Zdrowia przyjmuje, że na jedno samobójstwo przypada od 10 do 20 prób, choć proporcje te różnią się w zależności od grupy wiekowej, a jak już wspomniałem najwięcej prób obserwuje się wśród młodzieży.
A jak sytuacja wygląda wśród najstarszych grup wiekowych?
Jeśli chodzi o osoby w wieku 65+, w Polsce od kilku lat obserwujemy wyraźny trend spadkowy. Co istotne, nie wynika on ze zmian demograficznych — wręcz przeciwnie. Liczba seniorów rośnie, a liczba samobójstw w tej grupie maleje, co dodatkowo wzmacnia skalę tego spadku. Dla zobrazowania: w 2020 roku odnotowano 1082 samobójstwa wśród osób 65+, wcześniej bywało ich nawet ponad 1100. Stanowiło to około 21% wszystkich przypadków. Od tego momentu obserwujemy systematyczny spadek — według najnowszych danych za 2025 rok liczba ta wynosi 943, co przekłada się na około 19,7% ogółu. W ujęciu pięcioletnim (2020–2025) oznacza to spadek rzędu 12%, czyli jest to bardzo istotna zmiana, jeśli mówimy o zgonach samobójczych.
Jeżeli przyjrzymy się bliżej strukturze płci, widać, że największe spadki dotyczą starszych mężczyzn — w tej grupie wynoszą one około 14% w analizowanym okresie. To szczególnie ważna informacja, ponieważ to właśnie mężczyźni od lat pozostają grupą najwyższego ryzyka. Jednocześnie dysproporcja między kobietami a mężczyznami w tej grupie wiekowej nadal jest bardzo duża. W 2025 roku odnotowano 193 samobójstwa wśród kobiet i 750 wśród mężczyzn. W dużym uproszczeniu oznacza to, że na jedno samobójstwo kobiety przypadają ponad trzy samobójstwa mężczyzn.
Jeśli jednak uwzględnimy strukturę demograficzną — czyli fakt, że w starszych rocznikach kobiet jest wyraźnie więcej niż mężczyzn, zwłaszcza w grupach 80+, to rzeczywista skala ryzyka po stronie mężczyzn okazuje się jeszcze większa. Innymi słowy, po przeliczeniu na liczebność populacji można szacować, że relacja ta jest bliższa nawet 1 do 5 czy 1 do 6. To pokazuje, jak silnie nadreprezentowani w statystykach samobójstw są starsi mężczyźni, mimo że stanowią mniejszą część populacji seniorów.
Jakie są główne przyczyny samobójstw wśród seniorów? Czy w ogóle da się je rzetelnie uchwycić w statystykach?
Dysponujemy danymi policyjnymi, w których przypisywane są przyczyny samobójstw, ale trzeba do nich podchodzić z dużą ostrożnością. Przede wszystkim dlatego, że nie są one wynikiem pogłębionych, wielotygodniowych badań. Zadaniem policji jest przede wszystkim ustalenie, czy w zdarzeniu brały udział osoby trzecie — jeśli nie, postępowanie w sprawie zgonu gwałtownego zostaje zakończone. Wpisanie przyczyny ma więc często charakter uproszczony i w pewnym sensie arbitralny. Dodatkowo te statystyki są niepełne — przyczyny przypisywane są tylko w części przypadków —około 40%, a w pozostałych widnieje brak danych. To sprawia, że ich wartość analityczna jest ograniczona.
Częściowo możemy opierać się na innych źródłach, takich jak listy pożegnalne. Trzeba jednak pamiętać, że pozostawia je mniejszość osób — szacunkowo do około 20%. Wbrew popularnemu przekonaniu, nie jest więc tak, że „niemal każdy” samobójca zostawia po sobie wyjaśnienie. Co więcej, nawet jeśli takie wiadomości istnieją — w formie listów, maili czy SMS-ów — pokazują one tylko fragment rzeczywistości.
Ważnym źródłem wiedzy są także relacje bliskich. Po śmierci samobójczej rodzina i znajomi często próbują zrekonstruować jej przyczyny, wracają do ostatnich rozmów i sygnałów ostrzegawczych. To naturalny proces, ale opiera się na wycinkowych informacjach i interpretacjach, które mogą być obarczone błędem. Dlatego zamiast jednej, prostej listy przyczyn, mamy raczej do czynienia z wieloczynnikowymi, często długotrwałymi procesami. Z zewnątrz bywa to upraszczane — wskazuje się jedno wydarzenie, które „doprowadziło” do tragedii. W rzeczywistości jest to zwykle jedynie tzw. czynnik spustowy, który uruchamia coś, co narastało przez miesiące lub lata.
Jeśli jednak spróbujemy wskazać najczęściej pojawiające się elementy, to bardzo istotną rolę odgrywa samotność i poczucie osamotnienia. Warto przy tym rozróżnić samotność obiektywną, czyli brak bliskich relacji od subiektywnego poczucia izolacji. Szczególnie trudne okazuje się to dla starszych mężczyzn. Badania prowadzone w krajach anglosaskich pokazują na przykład, że wdowcy znacznie częściej odbierają sobie życie niż wdowy. W Polsce nie mamy jeszcze równie szczegółowych analiz, ale kierunek tych zależności jest spójny z obserwacjami praktyków.
To wszystko pokazuje, że przyczyny samobójstw trudno zamknąć w prostych kategoriach — wymagają one raczej uważnego spojrzenia na indywidualną historię człowieka niż próby sprowadzenia ich do jednej zmiennej.
Czy istnieją sygnały ostrzegawcze, które mogą świadczyć o tym, że ktoś zaczyna planować samobójstwo?
Tak — i to jest bardzo ważne. Szacuje się, że nawet 80% osób przed odebraniem sobie życia wysyła różnego rodzaju sygnały ostrzegawcze. Problem polega nie tyle na ich braku, ile na naszej nieuwadze, pośpiechu i skłonności do bagatelizowania niepokojących komunikatów.
Sygnały te mogą mieć charakter bezpośredni. Zdarza się, że ktoś wprost mówi o chęci zrobienia sobie krzywdy czy odebrania życia. Często jednak otoczenie bagatelizuje takie wypowiedzi. Tymczasem kluczowe jest uważne słuchanie. Jeśli w wypowiedzi pojawiają się elementy konkretu czy planowania — na przykład wskazanie czasu, miejsca lub sposobu — to jest to bardzo poważny sygnał alarmowy. W takiej sytuacji powinna zapalić się czerwona lampka.
Istnieje też wiele sygnałów pośrednich. Jednym z nich jest rozdawanie swoich rzeczy — książek, płyt, pamiątek, przedmiotów o wartości emocjonalnej. Nie oznacza to automatycznie zamiaru samobójczego, ale zawsze świadczy o tym, że w życiu tej osoby zachodzi istotna zmiana. W połączeniu z innymi objawami może to być ważny sygnał ostrzegawczy.
Kolejnym sygnałem jest wycofywanie się z relacji i zmiana zachowania — ograniczanie kontaktów, zamykanie się w sobie, utrata zainteresowań. Często pojawia się też uporczywe wracanie do tematu śmierci. U młodszych osób może to przybierać formę fascynacji określoną tematyką — literaturą, filmami czy postaciami, które odebrały sobie życie. U seniorów z kolei może to być nadmierne skupienie na sprawach ostatecznych, takich jak organizacja pogrzebu czy szczegóły pochówku. To czasem sygnał, że dana osoba zaczyna psychicznie oddalać się od życia.
Warto jednak podkreślić, że nie istnieje jeden uniwersalny zestaw objawów, który pozwalałby w prosty sposób rozpoznać zagrożenie. Każdy przypadek jest inny, a sygnały bywają subtelne i rozproszone.
Gdy zaobserwujemy jeden z takich sygnałów, co robić?
Jeśli coś nas niepokoi, warto zapytać wprost. Rozmowa o myślach samobójczych nie zwiększa ryzyka — przeciwnie, może być pierwszym krokiem do udzielenia realnej pomocy i skierowania tej osoby do specjalistów.
Czy odpowiedzią na część tych dramatów nie jest dostęp do eutanazji? Mam na myśli tu osoby, które są nieuleczalnie chore i każdy dzień jest dla niech pasmem cierpień. Jak środowisko suicydologów odnosi się do eutanazji, czyli tak zwanego samobójstwa wspomaganego?
Dominujące podejście jest raczej krytyczne. W naszej ocenie rolą społeczeństwa jest ratowanie życia, a nie jego skracanie. Pojawiają się też uzasadnione obawy, że w krajach, gdzie eutanazja jest legalna, dochodzi do nadużyć – szczególnie w sytuacjach, gdy źródłem cierpienia jest depresja lub samotność, a nie wyłącznie choroba terminalna. Istnieje również argument, że przyzwolenie na eutanazję może być formą społecznej rezygnacji z odpowiedzialności za osoby słabsze.
A jak skutecznie zapobiegać samobójstwom? Jak działają fundacje zajmujące się tą tematyką? Czym się Państwo zajmują na codzień?
Największą skuteczność przynoszą działania, które nie ograniczają się wyłącznie do systemu ochrony zdrowia, lecz obejmują szerokie otoczenie społeczne — zwłaszcza grupy zawodowe mające na co dzień kontakt z osobami w kryzysie psychicznym. W Polsce takie podejście rozwijano m.in. w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021–2025, przy współudziale ekspertów i środowisk zajmujących się problematyką samobójstw, w tym Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Kluczowym elementem tych działań były szkolenia.
Kierowano je do bardzo różnych grup: nauczycieli i pedagogów szkolnych, pracowników socjalnych — często pozostających w bezpośrednim kontakcie z osobami starszymi — służb mundurowych, duchownych, a także dziennikarzy. To właśnie oni nierzadko jako pierwsi spotykają się z osobą przeżywającą kryzys — w szkole, w domu, parafii, miejscu pracy czy przestrzeni publicznej.
Istotą tych szkoleń nie było uczynienie z uczestników terapeutów. Chodziło o coś znacznie bardziej podstawowego, a zarazem kluczowego: nauczyć rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych, adekwatnej reakcji oraz — co najważniejsze — wskazywania, gdzie i jak szukać profesjonalnej pomocy. Może to być wiedza o telefonach zaufania, lokalnych ośrodkach wsparcia czy całodobowych placówkach pomocy psychicznej.
Takie podejście znacząco zwiększa szanse na wczesną interwencję. W praktyce to nie zawsze psychiatra czy psycholog jako pierwszy dostrzega problem, lecz nauczyciel, lekarz rodzinny, pracownik socjalny czy ksiądz. Warunkiem jest jednak ich odpowiednia wrażliwość i przygotowanie.
Kierunek działań wydaje się więc jasny: jak najszersze szkolenie i uwrażliwianie tych grup. Im więcej osób w otoczeniu społecznym potrafi rozpoznać kryzys i właściwie zareagować, tym większa szansa, że pomoc nadejdzie na czas. To nie efekt jednego programu, lecz suma działań tysięcy ludzi — i właśnie ta skala robi różnicę.
Dziękuję za rozmowę.
Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich przechodzi kryzys psychiczny, pamiętaj, że możesz szukać pomocy pod całodobowymi numerami telefonów zaufania:
• 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
• 116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych
• 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży
• W sytuacjach nagłych dzwoń pod numer alarmowy 112
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”


