Starzejące się społeczeństwo zmienia rynek pracy i zasady biznesu, wymusza reformy systemowe, a jednocześnie otwiera nowe możliwości – między innymi w edukacji i sektorze usług. O wyzwaniach i szansach związanych ze zmianami demograficznymi rozmawiamy z dr Marleną Kondrat.

Piotr Czubowicz: Polskie społeczeństwo starzeje się, podobnie jak cała Europa. Czy Pani zdaniem taka zmiana struktury demograficznej społeczeństwa stanowi realne zagrożenie dla stabilności gospodarczej Polski? Jakie główne czynniki ryzyka powinniśmy obserwować, aby móc ocenić, czy takie zagrożenie się materializuje?

Analizując długofalowe trendy makroekonomiczne, trzeba stwierdzić z całą stanowczością, że starzenie się społeczeństwa może stanowić realne wyzwanie dla gospodarki — zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Nie chodzi tu jednak o katastroficzne wizje, lecz o chłodną, ekonomiczną kalkulację opartą na dostępnych danych, prognozach demograficznych oraz analizach renomowanych instytucji krajowych i międzynarodowych. W tym sensie pytanie o to, czy mamy się czego obawiać, jest jak najbardziej uzasadnione.

Nasze obawy powinny koncentrować się przede wszystkim na trzech powiązanych ze sobą obszarach. Pierwszym z nich jest rosnąca presja na finanse państwa i ryzyko wzrostu długu publicznego. To jedno z najlepiej udokumentowanych zagrożeń. Najnowsze badania ekonometryczne pokazują jasno, że proces starzenia się populacji bezpośrednio przekłada się na wzrost obciążeń fiskalnych. Kluczowym wskaźnikiem jest tutaj współczynnik obciążenia demograficznego ludnością w wieku poprodukcyjnym. W Polsce wynosi on obecnie około 37–38 osób w wieku emerytalnym na 100 osób w wieku produkcyjnym. Oznacza to, że przy malejącej liczbie osób pracujących i jednocześnie rosnącej liczbie emerytów system emerytalny, ochrona zdrowia oraz system opieki długoterminowej będą wywierać coraz większą presję na budżet państwa. Według prognoz OECD właśnie ta presja stanie się jednym z głównych wyzwań dla polityki fiskalnej w nadchodzących dekadach.

Drugim istotnym obszarem ryzyka jest kurczący się rynek pracy i związana z nim utrata kapitału ludzkiego. Zależność jest tutaj dość prosta: mniej rąk do pracy oznacza mniejszą produkcję, a w konsekwencji niższy potencjał wzrostu gospodarczego. Prognozy w tym zakresie są niepokojące. Według danych przywoływanych przez British Polish Chamber of Commerce populacja w wieku produkcyjnym w Polsce zmniejszy się o ponad 12 procent do 2035 roku. W praktyce oznacza to ubytek ponad dwóch milionów pracowników. Nie jest to więc zwykły, naturalny spadek liczby pracujących, lecz zmiana o skali bez precedensu w naszej nowożytnej historii. Dlatego właśnie demografia coraz częściej staje się jednym z kluczowych tematów debaty o przyszłości polskiej gospodarki.

Trzecim bardzo ważnym zjawiskiem, o którym wciąż mówi się stosunkowo rzadko, jest pogłębianie się nierówności terytorialnych. W przypadku Polski ten aspekt jest szczególnie istotny. Oczywiście podobne procesy obserwujemy również w innych krajach, natomiast w Polsce ich skala i tempo mogą być wyjątkowo widoczne. Wskazują na to między innymi analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, który zwraca uwagę na bardzo silne zróżnicowanie przestrzenne procesu starzenia się społeczeństwa.

Jeżeli spojrzymy na dane demograficzne, zobaczymy, że w Polsce jest już około 161 gmin, w których odsetek mieszkańców powyżej 65. roku życia przekracza 25 procent. Oznacza to, że co czwarty mieszkaniec tych miejscowości jest seniorem. Najczęściej są to gminy położone w regionach dotkniętych depopulacją, takich jak województwa świętokrzyskie, lubelskie czy część Dolnego Śląska. Mamy też przykłady skrajne. Jednym z nich jest gmina Dubicze-Cerkiewne na Podlasiu, gdzie udział osób powyżej 65. roku życia sięga już około 36,5 procent. To oznacza, że ponad jedna trzecia mieszkańców znajduje się w wieku senioralnym.

Takie miejsca stają się regionami dotkniętymi jednocześnie depopulacją i starzeniem się ludności. Z jednej strony rośnie tam zapotrzebowanie na usługi opiekuńcze, zdrowotne czy społeczne, a z drugiej strony maleją wpływy do budżetów lokalnych, ponieważ kurczy się liczba osób pracujących i płacących podatki. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do powstawania zjawiska, które w literaturze określa się mianem miast widm. Są to miejscowości, które stopniowo tracą mieszkańców, funkcje gospodarcze i społeczne. W pewnym momencie zaczynają tam pustoszeć domy, zamykają się szkoły, sklepy czy placówki usługowe. W Europie mieliśmy już przykłady takich procesów, jak choćby głośne przypadki z Włoch, gdzie w niektórych wyludniających się miejscowościach sprzedawano domy za symboliczne kwoty, nawet za jedno euro, aby przyciągnąć nowych mieszkańców.

Zdjęcie opuszczonego gospodarstwa

W Polsce może to dodatkowo pogłębiać cywilizacyjną przepaść między dynamicznie rozwijającymi się aglomeracjami a słabiej rozwiniętymi regionami peryferyjnymi. Duże miasta nadal przyciągają młodych ludzi, studentów i pracowników, podczas gdy w wielu mniejszych miejscowościach i na terenach wiejskich pozostają głównie osoby starsze. Z perspektywy demograficznej i gospodarczej tworzy to bardzo wyraźny podział kraju na obszary rosnące i kurczące się.

To są trzy podstawowe obszary ryzyka, które chciałam nakreślić: presja na finanse publiczne, kurczący się rynek pracy oraz pogłębiające się nierówności terytorialne. Warto jednak podkreślić jeszcze jedną rzecz. Choć proces starzenia się społeczeństwa jest ogromnym wyzwaniem, nie powinniśmy wpadać w pułapkę strachu czy bezradności. Starzenie się społeczeństwa to proces, do którego można i trzeba się przygotować. Wymaga to jednak zdecydowanych działań i często także głębokich reform. Dlatego zamiast wyłącznie reagować na pojawiające się problemy i „gasić pożary”, powinniśmy zacząć myśleć o długofalowych rozwiązaniach i reformach, które pozwolą lepiej przygotować gospodarkę na nadchodzące zmiany demograficzne.

Wspomniała Pani o kurczącym się rynku pracy i niedoborze pracowników. Pojawia się tu inny kontekst. W erze automatyzacji, rozwoju sztucznej inteligencji i robotyzacji, czy naprawdę będziemy potrzebować aż tylu rąk do pracy? Czy tej luki nie wypełni technologia?

To bardzo ważne pytanie i rzeczywiście często pojawia się w dyskusjach o przyszłości rynku pracy. Automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji niewątpliwie będą w coraz większym stopniu zastępować człowieka w wielu obszarach, zwłaszcza tam, gdzie mamy do czynienia z powtarzalnymi, rutynowymi czynnościami. Jednak trzeba pamiętać, że ten proces nie wydarzy się z dnia na dzień i nie obejmie wszystkich sektorów gospodarki w takim samym stopniu.

Technologie mogą przejąć część zadań, ale są też obszary, w których czynnik ludzki pozostaje niezwykle istotny i przez długi czas nie będzie w pełni zastąpiony. Mam tu na myśli przede wszystkim zawody wymagające empatii, relacji międzyludzkich, współpracy czy rozumienia emocji. To właśnie te elementy sprawiają, że w wielu profesjach obecność człowieka jest po prostu niezbędna.

Warto też pamiętać o jeszcze jednym aspekcie: z rynku pracy odchodzi obecnie pokolenie osób z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym. To ludzie, którzy przez dekady budowali swoją wiedzę i kompetencje w konkretnych branżach. Ich odejście oznacza nie tylko ubytek liczby pracowników, ale również utratę ogromnego zasobu wiedzy praktycznej, której nie da się natychmiast zastąpić technologią.

Oczywiście nowe technologie — w tym sztuczna inteligencja — będą częściowo kompensować te braki i w wielu przypadkach jest to zjawisko bardzo pozytywne. W pewnym sensie właśnie dzięki automatyzacji gospodarki będą w stanie poradzić sobie z demograficznym kurczeniem się rynku pracy. Jednak nawet przy bardzo szybkim rozwoju technologii pozostaną sektory, w których czynnik ludzki będzie kluczowy.

Dobrym przykładem jest tutaj choćby sektor ochrony zdrowia i szeroko rozumianej opieki. Mówimy dziś dużo o cyfryzacji usług medycznych, o telemedycynie czy wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji w diagnostyce. Pojawiają się też rozwiązania technologiczne wspierające opiekę długoterminową nad osobami starszymi. Natomiast prawda jest taka, że jeszcze przez bardzo długi czas w tych obszarach nie da się całkowicie zastąpić człowieka. Opieka nad drugim człowiekiem wymaga obecności, relacji i empatii — a to są elementy, których żadna technologia nie jest w stanie w pełni odtworzyć. Dlatego właśnie luka demograficzna będzie szczególnie widoczna w tych sektorach, które już dziś borykają się z niedoborami kadrowymi. Starzenie się społeczeństwa oznacza bowiem jednocześnie wzrost zapotrzebowania na usługi opiekuńcze, medyczne czy rehabilitacyjne.

Spróbujmy więc spojrzeć na ten problem również z bardziej konstruktywnej perspektywy. Mówiliśmy o zagrożeniach, ale warto zapytać także o rozwiązania. Co realnie można zrobić, aby przygotować państwo i gospodarkę na starzenie się społeczeństwa? Jakie reformy wydają się dziś najważniejsze?

Starzenie się społeczeństwa to proces przewidywalny — demografia nie jest przecież zjawiskiem nagłym. Widzimy te trendy z dużym wyprzedzeniem, dlatego mamy czas, aby się na nie przygotować. Natomiast to przygotowanie będzie wymagało odwagi politycznej i wprowadzenia reform, które nie zawsze są łatwe społecznie.

Pierwszym obszarem, który wymaga bardzo poważnej refleksji, jest system emerytalny. Nie możemy dłużej traktować tego tematu jako tabu, bo w dłuższej perspektywie jego stabilność będzie jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa finansów publicznych. Z mojej perspektywy jako ekonomistki trzeba powiedzieć wprost, że w dłuższej perspektywie podniesienie wieku emerytalnego staje się po prostu nieuniknione. Wiem, że to jest temat bardzo wrażliwy społecznie i często funkcjonuje jako swego rodzaju tabu w debacie publicznej, ale dane demograficzne są tutaj dość jednoznaczne.

Dla przykładu — w 2023 roku przeciętna długość życia w Polsce wynosiła prawie 79 lat, a w przypadku kobiet przekraczała 81 lat. Jeżeli spojrzymy na to w kontekście międzynarodowym, zobaczymy, że wiele państw już dziś dostosowuje swoje systemy emerytalne do tych zmian. W Danii wiek emerytalny wynosi 70 lat, w Irlandii 68 lat, a w Niemczech 67 lat. W Polsce natomiast nadal utrzymujemy wiek emerytalny na poziomie 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. W sytuacji, w której liczba osób w wieku poprodukcyjnym będzie bardzo szybko rosła, a liczba osób pracujących będzie malała, taki model staje się matematycznie niezwykle trudny do utrzymania. W pewnym momencie może dojść do sytuacji, w której liczba emerytów będzie zbliżona do liczby osób aktywnych zawodowo.

Jeżeli nie podejmiemy żadnych działań, utrzymanie obecnych parametrów systemu będzie oznaczało ogromną presję na budżet państwa. Trzeba więc powiedzieć otwarcie, że bez reform ryzyko destabilizacji finansów publicznych będzie rosło. Zresztą również przedstawiciele instytucji publicznych coraz częściej mówią o tych zagrożeniach bardzo wprost. Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Zbigniew Derdziuk, używał w swoich wypowiedziach określenia „implozja demograficzna”, podkreślając skalę wyzwań, z którymi będziemy się mierzyć w kolejnych dekadach.

Dlatego drugim bardzo ważnym kierunkiem zmian powinna być dywersyfikacja źródeł przyszłych emerytur. Nie możemy zakładać, że państwowy system będzie w stanie samodzielnie utrzymać obecny poziom świadczeń. Konieczne jest dalsze rozwijanie dodatkowych form oszczędzania emerytalnego. Mam tu na myśli między innymi dalsze promowanie pracowniczych planów kapitałowych, indywidualnych kont emerytalnych czy innych instrumentów długoterminowego oszczędzania. Kluczowe jest to, aby coraz więcej osób budowało własny kapitał emerytalny poza systemem publicznym.

W praktyce oznacza to zmianę podejścia — od modelu, w którym niemal całkowitą odpowiedzialność za emeryturę ponosi państwo, do modelu bardziej zrównoważonego, w którym odpowiedzialność jest dzielona pomiędzy państwo, pracodawców i samych obywateli. Musimy też pamiętać o tym, że dzisiejszy system powstawał w zupełnie innych realiach demograficznych. Nie był projektowany na scenariusz, w którym tak duża część społeczeństwa będzie w wieku senioralnym. Tymczasem prognozy wskazują, że do 2050 roku co trzeci mieszkaniec Polski będzie miał 60 lat lub więcej.

Jeżeli więc nie wprowadzimy zmian — zarówno w wieku emerytalnym, jak i w produktywności gospodarki — to rzeczywiście możemy stanąć w obliczu bardzo poważnych napięć w finansach publicznych. Moim zdaniem lepiej mówić o tych wyzwaniach otwarcie już dziś, niż udawać, że problem nie istnieje. Właśnie dzięki tej świadomości możemy wprowadzić rozwiązania, które pozwolą systemowi funkcjonować stabilnie w perspektywie kolejnych dekad.

Spróbujmy na chwilę przyjąć scenariusz, o którym często i jasno mówią politycy — że podniesienie wieku emerytalnego jest politycznie niemożliwe. Co w takiej sytuacji można zrobić? Jakie rozwiązania mogłyby częściowo złagodzić ten problem?

Jeżeli wychodzimy z założenia, że decyzja o podniesieniu wieku emerytalnego jest w najbliższym czasie politycznie bardzo trudna do przeprowadzenia, to musimy szukać innych rozwiązań, które przynajmniej częściowo zrekompensują skutki starzenia się społeczeństwa. Jednym z takich kierunków jest zwiększenie elastyczności przechodzenia na emeryturę i funkcjonowania osób starszych na rynku pracy. W pewnym sensie już dziś mamy do czynienia z taką elastycznością — wiele osób osiąga wiek emerytalny, zaczyna pobierać świadczenie, ale jednocześnie pozostaje aktywna zawodowo i otrzymuje dodatkowe wynagrodzenie. Natomiast można ten model jeszcze bardziej rozwijać i uelastyczniać. Trzeba pamiętać, że rynek pracy jest bardzo zróżnicowany i nie wszyscy pracują w takich samych warunkach. Są osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną, często w systemie zmianowym, w magazynach czy w przemyśle. W ich przypadku wydłużanie aktywności zawodowej jest znacznie trudniejsze niż w przypadku osób pracujących w zawodach biurowych czy administracyjnych.

Dlatego jednym z rozwiązań mogłoby być tworzenie bardziej elastycznych ścieżek przechodzenia na emeryturę. Na przykład możliwość stopniowego ograniczania czasu pracy — przechodzenia z pełnego etatu na pół etatu czy inne formy pracy częściowej. Równocześnie można wprowadzać mechanizmy zachęcające pracodawców do utrzymywania starszych pracowników na rynku pracy. Mogłyby to być na przykład ulgi podatkowe, preferencje w składkach na ubezpieczenia społeczne czy inne instrumenty finansowe, które sprawią, że zatrudnianie osób w wieku emerytalnym będzie dla firm bardziej opłacalne.

Kolejnym bardzo ważnym elementem jest zmiana świadomości społecznej. Musimy coraz wyraźniej pokazywać osobom, które dziś mają czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, że odpowiedzialność za przyszłe bezpieczeństwo finansowe w dużej mierze spoczywa również na nich samych. Dlatego tak istotne jest upowszechnianie dodatkowych form oszczędzania emerytalnego i budowanie nawyku długoterminowego odkładania środków. Warto też pamiętać, że nie każdy będzie w stanie pracować do bardzo późnego wieku — chociażby ze względu na stan zdrowia czy charakter wykonywanego zawodu. Tym bardziej ważne jest, aby osoby wchodzące dziś w wiek średni miały możliwość budowania dodatkowego zabezpieczenia finansowego na przyszłość.

Wróćmy jeszcze na chwilę do gospodarki jako całości. Które sektory polskiej gospodarki jako pierwsze odczują skutki zmian demograficznych? A może są już takie branże, które dziś bardzo wyraźnie doświadczają tych problemów?

Te skutki są już widoczne i w niektórych sektorach gospodarki można je obserwować bardzo wyraźnie. Są branże, które można określić mianem swego rodzaju „kanarków w kopalni”, czyli takich obszarów gospodarki, które jako pierwsze sygnalizują nadchodzące problemy. Jednym z najbardziej oczywistych przykładów jest sektor ochrony zdrowia oraz opieki długoterminowej. To właśnie tam zmiany demograficzne są odczuwalne najwcześniej i z największą siłą.

Można powiedzieć, że jest to sektor podwójnie dotknięty procesem starzenia się społeczeństwa. Z jednej strony rośnie zapotrzebowanie na usługi medyczne i opiekuńcze — bo im starsze społeczeństwo, tym większa liczba osób wymagających leczenia, rehabilitacji czy wsparcia w codziennym funkcjonowaniu. Z drugiej strony sam sektor ochrony zdrowia zmaga się z bardzo poważnymi niedoborami kadrowymi. Wynikają one z kilku przyczyn. Po pierwsze, starzeje się sam personel medyczny. Po drugie, liczba absolwentów kierunków medycznych i pielęgniarskich wciąż jest niewystarczająca w stosunku do rosnących potrzeb. Po trzecie, mamy do czynienia z migracją kadr medycznych do innych krajów, gdzie warunki pracy i wynagrodzenia są często bardziej atrakcyjne.

Dobrym przykładem skali tego problemu jest sytuacja w geriatrii. Niedawno natrafiłam na bardzo wymowne dane: na 189 miejsc rezydenckich w specjalizacji z geriatrii zgłosiło się zaledwie 16 kandydatów. To pokazuje, jak ogromna jest luka w tym obszarze. Niestety przez lata była to specjalizacja niedofinansowana i niedoceniana, co dziś przekłada się na bardzo poważne braki kadrowe. Efekt jest taki, że w Polsce na 100 tysięcy mieszkańców przypada średnio zaledwie około półtora lekarza geriatry. To bardzo mało, biorąc pod uwagę tempo starzenia się społeczeństwa.

Powstaje więc pewnego rodzaju błędne koło: rośnie liczba pacjentów wymagających opieki, a jednocześnie kurczą się zasoby ludzkie w systemie ochrony zdrowia. Personel medyczny się starzeje, młodych specjalistów jest za mało, a potrzeby społeczne rosną.

W tym kontekście pojawia się jeszcze jeden temat, który budzi w Polsce bardzo duże emocje, podobnie jak kwestia wieku emerytalnego. Chodzi o migrację. Coraz częściej mówi się o tym, że aby utrzymać funkcjonowanie niektórych sektorów gospodarki, będziemy potrzebowali pracowników z zagranicy — nie tylko z krajów Europy Wschodniej, ale być może także z państw Afryki, Azji czy Ameryki Południowej. Jednocześnie temat imigracji bywa bardzo mocno demonizowany w debacie publicznej. Czy Pani zdaniem Polska będzie musiała w większym stopniu otworzyć się na migrację zarobkową?

Myślę, że w dłuższej perspektywie nie będzie to już kwestia wyboru politycznego czy ideologicznego sporu, tylko po prostu konieczność wynikająca z demografii. Jeżeli liczba osób w wieku produkcyjnym będzie się systematycznie zmniejszać, a zapotrzebowanie na pracowników, zwłaszcza w takich sektorach jak opieka zdrowotna, opieka długoterminowa czy usługi społeczne będzie rosło, to naturalnym uzupełnieniem rynku pracy staną się migranci.

Warto przy tym podkreślić, że w wielu krajach Europy Zachodniej taki model funkcjonuje od lat. Migranci odgrywają bardzo ważną rolę właśnie w sektorach usługowych, opiekuńczych czy medycznych. W Polsce ta dyskusja dopiero się zaczyna i rzeczywiście bywa ona obciążona dużymi emocjami. Natomiast niezależnie od opinii publicznej, trendy demograficzne są dość jednoznaczne. Jeżeli chcemy utrzymać funkcjonowanie niektórych kluczowych sektorów gospodarki, to będziemy musieli w większym stopniu korzystać z pracy cudzoziemców.

Chciałbym teraz zapytać szerzej o politykę senioralną państwa. Jakie rekomendacje dla rządu uważa Pani za najważniejsze, jeśli chodzi o przygotowanie Polski na starzenie się społeczeństwa i uniknięcie zapaści usług publicznych?

Przede wszystkim powinniśmy zacząć od zmiany sposobu myślenia o polityce senioralnej i podejść do niej w sposób bardziej holistyczny. Starzenie się społeczeństwa nie jest przecież wyłącznie problemem jednego resortu — to wyzwanie, które dotyczy niemal wszystkich obszarów funkcjonowania państwa: rynku pracy, ochrony zdrowia, systemu edukacji, infrastruktury, polityki mieszkaniowej czy cyfryzacji.

Rozczarowujące było zlikwidowanie stanowiska ministra do spraw polityki senioralnej na rzecz sekretarza stanu, natomiast trzeba uczciwie powiedzieć, że wiele działań na rzecz seniorów jest podejmowanych w różnych resortach i często są to inicjatywy bardzo wartościowe. Dobrym przykładem może być działalność Ministerstwa Cyfryzacji, które realizuje wiele projektów mających na celu podnoszenie kompetencji cyfrowych osób starszych. To bardzo ważny element walki z wykluczeniem cyfrowym. W tym kontekście warto pamiętać, że wykluczenie cyfrowe ma kilka wymiarów. Pierwszy z nich to wykluczenie infrastrukturalne — czyli sytuacja, w której osoby starsze po prostu nie mają dostępu do odpowiednich technologii czy internetu. Drugi wymiar to brak kompetencji cyfrowych, czyli sytuacja, w której nawet jeśli dostęp do technologii istnieje, to osoby starsze nie potrafią z niej korzystać. Dlatego programy edukacyjne skierowane do seniorów, uczące korzystania z usług cyfrowych czy bankowości elektronicznej, są niezwykle ważne z punktu widzenia ich samodzielności i jakości życia.

Powinniśmy też zmienić sposób postrzegania osób starszych. Zbyt często traktujemy seniorów wyłącznie jako problem do rozwiązania albo jako grupę wymagającą wsparcia. Tymczasem coraz częściej mówi się o ekonomicznym potencjale starzejącego się społeczeństwa. Jeżeli seniorzy mają dobrą jakość życia, stabilność finansową i możliwość aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym, stają się bardzo ważną grupą konsumentów. To z kolei napędza rozwój wielu sektorów gospodarki.

Dobrym przykładem jest choćby turystyka senioralna, która w ostatnich latach rozwija się bardzo dynamicznie. Coraz więcej firm dostrzega również potencjał w usługach edukacyjnych skierowanych do osób starszych — chociażby w różnego rodzaju kursach, uniwersytetach trzeciego wieku czy programach rozwoju kompetencji.

Dlatego w polityce publicznej powinniśmy patrzeć na starzenie się społeczeństwa nie tylko przez pryzmat kosztów, ale także przez pryzmat możliwości rozwoju nowych sektorów gospodarki i nowych modeli usług społecznych.

No właśnie, a w jakich branżach senior stanie się kluczowym klientem w perspektywie najbliższych 10–20 lat? Turystyka senioralna, srebrna edukacja rozwińmy ten temat.

Na pewno jednym z kluczowych obszarów będą nowe technologie, czyli inteligentne technologie wspierające codzienne funkcjonowanie – systemy smart home, urządzenia monitorujące stan zdrowia, aplikacje pomagające zarządzać leczeniem czy rozwiązania ułatwiające kontakt z rodziną i lekarzami.

Drugą bardzo dynamicznie rozwijającą się branżą jest turystyka. Coraz więcej firm turystycznych zaczyna dostrzegać, że osoby w wieku 60+ mają czas, często mają też stabilną sytuację finansową i ogromną chęć podróżowania. To są klienci, którzy szukają ofert dostosowanych do ich potrzeb – spokojniejszego tempa zwiedzania, większego komfortu, programów zdrowotnych czy edukacyjnych w czasie wyjazdów.

Kolejnym ważnym obszarem jest edukacja. I tutaj chciałabym zwrócić uwagę na bardzo ciekawe zjawisko, które obserwuję z perspektywy wykładowczyni uniwersyteckiej. W rozmowach z profesorami z Uniwersytetu Warszawskiego, ale też z innych uczelni, coraz częściej zauważamy, że na studiach pierwszego czy drugiego stopnia – zwłaszcza na studiach niestacjonarnych – pojawia się coraz więcej studentów w wieku 50+. To rodzi bardzo ciekawe pytania: czy uczelnie są przygotowane na takiego dojrzałego studenta? Czy programy studiów są dostosowane do jego potrzeb? Bo przecież te osoby mają już ogromne doświadczenie zawodowe. Dla nich studia nie są tylko drogą do zaliczenia egzaminów i zdobycia dyplomu, ale raczej przestrzenią do uporządkowania wiedzy i przełożenia jej na praktykę.

A jakie kierunki studiów są najbardziej popularne wśród osób 50+?

Wszystko zależy od wcześniejszej ścieżki zawodowej tych osób. Z mojej perspektywy, widzę bardzo dużo studentów 50+ na kierunku Zarządzanie. Kiedy pytam ich, dlaczego zdecydowali się na te studia, skoro często sami są już menedżerami i zajmują wysokie stanowiska, najczęściej mówią o potrzebie rozwijania kompetencji miękkich. Pracują w swoich zespołach od wielu lat, ale widzą, że na rynek pracy wchodzą nowe pokolenia pracowników – z zupełnie innym podejściem do pracy, komunikacji czy hierarchii w organizacji. I pojawia się pytanie: jak zarządzać takimi zespołami? Jak się komunikować? Jak rozwiązywać konflikty?

Dlatego na takich kierunkach ogromnym zainteresowaniem cieszą się zajęcia dotyczące komunikacji, zarządzania zespołem, rozwiązywania konfliktów, zarządzania czasem czy elastyczności w pracy. Bardzo ważne staje się także tak zwane zwinne podejście do zarządzania, o którym dziś tak dużo się mówi. Te obszary często nie były obecne w edukacji osób, które zaczynały karierę zawodową 20 czy 30 lat temu. Dlatego bardziej świadomi pracownicy 50+ doskonale rozumieją, że jeśli przed nimi jest jeszcze kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt lat aktywności zawodowej, to muszą się rozwijać i dostosowywać do zmieniającego się rynku pracy.

I właśnie dlatego koncepcja uczenia się przez całe życie staje się w tej grupie coraz bardziej naturalna. Co ciekawe, jeszcze kilkanaście lat temu było to zjawisko praktycznie niewidoczne. Dziś zaryzykowałabym stwierdzenie, że nawet około 30% studentów na studiach zaocznych to osoby znacznie starsze niż tradycyjni studenci w wieku 19 czy 20 lat.

Patrząc na tę wielką transformację, czy za 20 lat określenie „senior” będzie kojarzyć się z odpoczynkiem i jesienią życia, czy raczej z nowym, najbardziej dynamicznym etapem kariery zawodowej i konsumpcji? Jaką radę dałaby Pani dzisiejszym 40- i 50-latkom, aby wygrali na nadchodzącej srebrnej rewolucji?

Przyjmując nieco bardziej optymistyczną perspektywę, życzyłabym zarówno sobie jak i całemu społeczeństwu, aby za 20 lat określenie „senior” miało znaczenie diametralnie inne niż dziś – było synonimem doświadczenia, sprawczości i kontynuacji rozwoju. W społeczeństwie, które weszło już w fazę głębokiej transformacji demograficznej, faza życia po 60. czy 70. roku życia przestanie być postrzegana wyłącznie jako czas wycofania, a stanie się nowym, bardzo dynamicznym etapem aktywności zawodowej i konsumenckiej, choć oczywiście przy zachowaniu przestrzeni na odpoczynek, tyle że w bardziej zrównoważonej proporcji.

Dzisiejszym czterdziesto- i pięćdziesięciolatkom, którzy będą awangardą tej „srebrnej rewolucji”, radziłabym przede wszystkim inwestować w kapitał zdrowia oraz elastyczność kompetencji. Proszę pamiętać, że długowieczność to nie tylko wyzwanie dla systemu emerytalnego, ale przede wszystkim wspaniała szansa na realizację wieloetapowej kariery. Kluczem do jej wykorzystania jest ciągłe uaktualnianie swoich umiejętności oraz pielęgnowanie relacji międzyludzkich, ponieważ to właśnie one są źródłem życiowej mądrości i wewnętrznej siły, które procentują w każdym wieku.

Kończąc, posłużę się myślą, która przyświeca naszemu Instytutowi: „Przyszłość nie należy do młodych ani do starych – przyszłość należy do gotowych, a gotowość to stan ducha, na który pracuje się przez całe życie”.

Rozmawiał Piotr Czubowicz

 

Zdjęcie dr Marleny KondratDr Marlena Kondrat – Prezes Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej, pracownik dydaktyczno-naukowy Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowczyni Uniwersytetu Civitas. Naukowo zajmuje się srebrną gospodarką oraz zarządzaniem różnorodnością pokoleniową w organizacjach.