Uczestnicy panelu eksperckiego II Ogólnopolskiej Konferencji Opieki Senioralnej zgodnie wskazywali, że największym problemem sektora opieki i polityki senioralnej jest brak koordynacji, spójnej wizji i długofalowego finansowania. W centrum debaty znalazły się pytania o przyszłość usług środowiskowych, rolę samorządów oraz konieczność budowy wydolnego systemu, który odpowie na potrzeby coraz liczniejszej grupy seniorów. Poniżej transkrypcja debaty.
Uczestnicy panelu:
- Moderator: Maciej Klimek – kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ełku, samorządowiec, ekspert w zakresie polityki społecznej i senioralnej
- Dr Justyna Hołyst – pełnomocnik burmistrza ds. osób starszych w Środzie Śląskiej, kierownik Dziennego Domu Senior Plus
- Przemysław Wiśniewski – dyrektor Fundacji Zaczyn, redaktor naczelny Magazynu „Polityka Senioralna”
- Katarzyna Adamska – prawnik, właścicielka Lex Medical
- Marcelina Sadowska – zastępca kierownika Działu Polityki Senioralnej w Regionalnym Ośrodku Polityki Społecznej w Poznaniu
- Dr inż. Anita Reichert-Kazimierska – pełnomocnik wojewody pomorskiego ds. rodzin i polityki społecznej i senioralnej, wiceprzewodnicząca Rady ds. Polityki Senioralnej, stała doradczyni Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej
- Piotr Stelmaszewski – psychogerontolog, prezes Krajowego Konwentu Ekspertów Polityki Senioralnej, członek wspierający Polskiego Stowarzyszenia Alzheimerowskiego
Maciej Klimek: Na początek poproszę każdego z Państwa o krótką, syntetyczną wypowiedź jaka jedna zmiana lub jaki kierunek zmian mogą Państwa zdaniem realnie poprawić organizację polityki senioralnej po 2026 roku? I jakie jedno ryzyko dostrzegają Państwo już dziś? Zacznijmy od pana Stelmaszewskiego.
Piotr Stelmaszewski: Mija kolejny rok, a system opieki senioralnej w Polsce wciąż pozostaje w fazie oczekiwania. Z różnych powodów pojawiały się nadzieje, powstawały kolejne koncepcje. Utworzono nawet Ministerstwo ds. Polityki Senioralnej, które miało integrować działania z zakresu ochrony zdrowia, pomocy społecznej, zabezpieczenia społecznego i wielu innych obszarów. Dziś tego ministerstwa już nie ma. Powołano pełnomocników wojewodów, którzy mieli wspierać ten proces i inicjować zmiany – jednak wyraźnych efektów tych działań trudno się dziś dopatrzyć. Jednocześnie mamy kilkanaście projektów ustaw. Pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej część z nich wyjdzie poza etap legislacyjny i doczeka się realnego wdrożenia. Czy tak się stanie? Tego nie wiem.
Anita Reichert-Kazimierska: Warto podkreślić, że kilka projektów ustaw znajduje się obecnie na etapie legislacyjnym. Dodałabym jednak, że równie ważne jak ich treść jest to, jak zostaną wdrożone w praktyce. Największym wyzwaniem w sektorze pozostają kadry, budowanie świadomości oraz zapewnienie trwałego finansowania – tego system bardzo potrzebuje. Jednocześnie dostrzegam pewien powód do umiarkowanego optymizmu: zmienia się świadomość samorządowców. Współpracując z samorządami lokalnymi, widzę rosnącą gotowość do budowania i rozwijania usług społecznych jako fundamentu odporności lokalnych społeczności. To proces powolny, ale wyraźnie już się rozpoczął.
Marcelina Sadowska: Uważam, że najważniejszym wyzwaniem, przed którym dziś stoimy, jest szeroko rozumiana koordynacja – zarówno wewnątrz systemu pomocy społecznej, jak i pomiędzy systemem pomocy społecznej a ochroną zdrowia. Dostrzegam pozytywny kierunek zmian w postaci planowanego utworzenia funkcji koordynatora na poziomie powiatu, ale widzę też istotne ryzyko. Przy obecnym obciążeniu dyrektorów PCPR-ów oraz MOPS-ów w miastach powiatowych dokładanie im kolejnych zadań i odpowiedzialności – często wymagających bezpośredniej pracy z rodziną – może okazać się trudne do udźwignięcia. Trudno wyobrazić sobie skuteczne prowadzenie tych działań wyłącznie z poziomu powiatu.
W Wielkopolsce realizujemy obecnie projekt, który określamy jako model regionalnej polityki senioralnej. Zakłada on tworzenie funkcji koordynatorów również na poziomie gmin. W swoich uwagach do projektu ustawy o opiece długoterminowej podkreślałam, że choć koordynator na poziomie powiatowym jest potrzebny, powinien ściśle współpracować z koordynatorami gminnymi. To właśnie gmina jest bowiem najbliżej mieszkańca i jego rodziny, a więc tam wsparcie może być najbardziej skuteczne.
Katarzyna Adamska: Kluczowym zagadnieniem pozostaje wspomniana koordynacja pomiędzy systemem ochrony zdrowia a systemem opieki społecznej. Mogę odwołać się do doświadczeń z ochrony zdrowia, gdzie funkcja koordynatora już funkcjonuje. Wyraźnie widać, że najlepiej sprawdza się wtedy, gdy działa oddolnie – jak najbliżej pacjenta. Koordynacja osadzona wysoko w strukturze jest po prostu mniej efektywna.
Do najważniejszych wyzwań zaliczyłabym kwestie finansowania oraz konieczność uporządkowania tzw. ścieżki seniora. Tak jak w ochronie zdrowia mówi się o ścieżce pacjenta, tak w polityce senioralnej potrzebujemy jasno zaplanowanej, systemowo skoordynowanej ścieżki wsparcia seniora – obejmującej wszystkie etapy i wszystkie elementy systemu.
Przemysław Wiśniewski: To trudne pytanie. Wszyscy wiemy, że opieka senioralna na poziomie krajowym, systemowym, do tej pory nie została w Polsce skutecznie skoordynowana. To obszar, który wciąż wymaga uporządkowania, odpowiedniego wsparcia i dalszego rozwoju. Podobnie jest z całą polityką senioralną – rozumianą szerzej, jako polityka skierowana zarówno do obecnych seniorów, jak i do osób, które dopiero wchodzą w kolejne etapy życia. Takiej spójnej, długofalowej polityki senioralnej w naszym kraju nadal nie ma, choć wielu z nas oczekiwało, że powstanie.
Kilka lat temu powołano ministerstwo oraz ministra odpowiedzialnego za ten obszar, jednak późniejsze decyzje sprawiły, że nie przełożyło się to na trwałą zmianę systemową. Wiele inicjatyw ma dziś charakter raczej pozorny – sprawiają wrażenie reform, ale nie prowadzą do rzeczywistej zmiany. To dość uczciwie pokazuje, że polityka senioralna nie jest obecnie priorytetem dla rządzących. Co więcej, nie wydaje się też priorytetem dla tych, którzy aspirują do przejęcia odpowiedzialności za państwo.
Największe ryzyko widzę właśnie w braku politycznej determinacji do przeprowadzenia szeroko zakrojonych reform, odpowiadających na potrzeby starzejącego się społeczeństwa. Dziś mówimy o około 10 milionach osób powyżej 60. roku życia; w kolejnych dekadach ta liczba będzie rosła, podczas gdy zasoby kadrowe będą maleć. Kluczowe jest dziś połączenie i skoordynowanie wszystkich działań oraz stworzenie ambitnej politycznej wizji kraju przyjaznego osobom starszym – kraju, w którym kolejne dekady życia oznaczają możliwość godnego, aktywnego i równego funkcjonowania w społeczeństwie.
Justyna Hołyst: Padło już dziś wiele ważnych i trafnych diagnoz. Sam fakt pojawienia się projektów ustaw oraz zapowiedzi reform należy ocenić pozytywnie – wszyscy mamy świadomość, że zmiany w tym obszarze są konieczne. Jednocześnie wiemy, że projektowane rozwiązania niosą ze sobą liczne wyzwania i trudności wdrożeniowe. Z mojej perspektywy istotnym krokiem naprzód są prace legislacyjne dotyczące zarówno opieki krótkoterminowej, jak i długoterminowej, zwłaszcza w zakresie porządkowania definicji i budowania bardziej przejrzystych ram systemowych. Oczywiście sam projekt budzi wiele pytań i zastrzeżeń – zarówno co do jego zapisów, jak i przyszłego wdrożenia – jednak sam kierunek zmian oceniam jako właściwy.
Maciej Klimek: Przejdźmy do konkretów. Pytanie kieruję do pani dr Reichert-Kazimierskiej. Z perspektywy wojewódzkiej – ale także eksperckiej i legislacyjnej – jak ocenia Pani tegoroczne zmiany w systemie pomocy społecznej, w tym Program ASY oraz projektowane rozwiązania dotyczące opieki długoterminowej? Czy rzeczywiście porządkują one system wsparcia osób starszych, czy raczej dokładają samorządom kolejne obowiązki, bez zapewnienia adekwatnego wsparcia finansowego?
Anita Reichert-Kazimierska: Można powiedzieć, że to pytanie ma w sobie pewien retoryczny wymiar. Bo choć wiele proponowanych rozwiązań – co do założeń i intencji – należy ocenić pozytywnie, to ich praktyczna realizacja bywa już znacznie bardziej skomplikowana. Odwołam się do obszaru, który szczególnie dobrze znam z perspektywy Urzędu Wojewódzkiego, czyli do Programu Aktywni Seniorzy (ASY). Jego pierwszy priorytet – realizowany centralnie przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów i skierowany do organizacji pozarządowych – pozostaje całkowicie poza kompetencjami wojewody. Natomiast w przypadku priorytetów III i V urząd wojewódzki pełni rolę swoistego filtra: samorządy składają wnioski do wojewodów, my je weryfikujemy, opiniujemy i rekomendujemy do Departamentu Polityki Senioralnej w KPRM, natomiast ostateczne decyzje zapadają już na poziomie centralnym.
Obecnie jesteśmy na etapie procedowania wniosków w ramach priorytetów III i V. Priorytet III to rozwiązanie nowe – zakłada wsparcie dla gminnych, powiatowych i wojewódzkich rad seniorów. W województwie pomorskim podobne działania były już wcześniej realizowane przez Urząd Marszałkowski, dlatego w tym roku pojawiło się pewne zamieszanie. Samorządy i środowiska senioralne nie zawsze wiedziały, do którego programu aplikować, zwłaszcza że terminy obu naborów zbiegły się niemal idealnie. To wygenerowało wiele dodatkowych pytań i niepewności.
Jeśli chodzi o priorytet V, czyli dawny program Senior+, nadal w pełni popieram rozwój klubów i dziennych domów Senior+. Jednocześnie od lat apelujemy o modyfikację zasad funkcjonowania tego programu – szczególnie w odniesieniu do klubów seniora w miastach. Obowiązek zapewnienia 20 godzin aktywności tygodniowo nie odpowiada specyfice miejskich potrzeb i wymaga bardziej elastycznego podejścia. Niestety, jak dotąd nie udało się tego zmienić.
Nowością dla urzędów wojewódzkich są natomiast priorytety II i IV. Do tej pory jedynie trzy urzędy wojewódzkie ogłosiły konkursy w tych obszarach. W województwie pomorskim konkurs ruszy 1 czerwca – i wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, właśnie zakończyliśmy nabór wniosków w konkursie dla organizacji pozarządowych w obszarze polityki społecznej, a prowadzenie dwóch równoległych procedur mogłoby wprowadzić niepotrzebny chaos. Po drugie, przez długi czas nie było jasności, czy regulaminy konkursowe będą jednolite dla wszystkich województw. Ostatecznie każde województwo przygotowuje własny regulamin.
W naszym przypadku zdecydowaliśmy się dodatkowo premiować działania skierowane do osób z chorobami neurodegeneracyjnymi, ich opiekunów oraz inicjatywy edukacyjne w tym obszarze. Zależy nam również na wspieraniu przedsięwzięć o charakterze ponadlokalnym.
Istotna kwestia pojawiła się także przy priorytecie II. W województwie pomorskim działa ponad 50 Uniwersytetów Trzeciego Wieku, ale ponad 30 z nich nie posiada osobowości prawnej – funkcjonują przy bibliotekach, ośrodkach pomocy społecznej czy klubach osiedlowych. Aby umożliwić im realny udział w programie, wprowadziliśmy rozwiązanie polegające na dodatkowym premiowaniu organizacji pozarządowych, które będą realizować działania edukacyjne we współpracy właśnie z takimi UTW.
Pracy jest naprawdę bardzo dużo. I właśnie w tym widzę największe wyzwanie: mimo licznych programów i projektów ustaw polityka senioralna w Polsce wciąż pozostaje systemem niedoskonałym – rozbudowywanym o kolejne elementy, ale nadal niewystarczająco spójnym i zintegrowanym.
Maciej Klimek: Kolejne pytanie kieruję do pana Przemysława Wiśniewskiego. Z perspektywy organizacji, która od lat zabiega o systemowe reformy w obszarze polityki senioralnej – czy obecny kierunek zmian rzeczywiście odpowiada na realne wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa? Czy nadal reagujemy zbyt punktowo, projektowo i doraźnie?
Przemysław Wiśniewski: Mam poczucie, że zmian wcale nie jest więcej – zmienił się natomiast ich charakter. Są rozproszone, fragmentaryczne i trudno dostrzec w nich spójny, jasno określony kierunek. Brakuje wizji, do której wszyscy moglibyśmy się odwoływać – wspólnego celu, który byłby zrozumiały zarówno dla administracji, jak i dla organizacji społecznych czy samorządów. Takiej wizji dziś po prostu nie ma. I nie wiem, czy szybko się pojawi.
Obserwujemy działania punktowe, projektowe – często podejmowane bardziej po to, by pokazać, że „coś się dzieje”, niż po to, by realnie przebudowywać system. Dobrym przykładem jest sposób wdrażania nowych programów. Urzędy wojewódzkie są dziś obciążane obsługą kolejnych mikrokonkursów, przy relatywnie niewielkich środkach i rozbudowanych procedurach administracyjnych. Tymczasem organizacje lokalne można byłoby wspierać także w sposób bardziej efektywny – centralnie, z udziałem niezależnych ekspertów – tak jak działało to wcześniej w programach ASOS czy Aktywni+. Z dużym rozczarowaniem obserwuję obecny kierunek rozwoju tego programu. Nie spodziewałem się też, że budżet przeznaczony dla organizacji pozarządowych – nominalnie niezmienny od 2012 roku, a więc realnie dziś wart około połowy tamtej kwoty – jeszcze dodatkowo się zmniejszy. Środki są dziś przesuwane na obsługę rad seniorów, szkolenia czy nowe inicjatywy instytucjonalne, ale niekoniecznie trafiają tam, gdzie buduje się realną aktywność społeczną i wzmacnia lokalne wspólnoty. To oznacza, że organizacje pozarządowe – które przez lata były jednym z głównych motorów polityki senioralnej – otrzymują dziś mniej wsparcia niż wcześniej. A przecież miało być odwrotnie.
To pokazuje szerszy problem: mamy zmiany, które mogły zostać zaprojektowane zupełnie inaczej. Program ten rozważano kiedyś jako zadanie dla Narodowego Instytutu Wolności – instytucji znacznie bliższej organizacjom społecznym i bardziej wyspecjalizowanej w zarządzaniu tego typu mechanizmami. Ostatecznie jednak pozostał w KPRM. Nie ukrywam więc pewnego rozczarowania. Widzę pozytywne sygnały i dobre intencje, ale są one nadal punktowe. Trzy lata temu usłyszeliśmy wyraźną zapowiedź stworzenia systemowej polityki senioralnej. Dziś tej polityki wciąż nie ma. Mam nadzieję, że w końcu zacznie powstawać, ale jako realista widzę, że inne tematy wygrywają w politycznych priorytetach, a sprawy seniorów nadal nie są traktowane jako pierwszoplanowe.
Dlatego – jak często bywa – największa nadzieja pozostaje po stronie samorządów. To Państwo są najbliżej mieszkańców, reagują na ich potrzeby, wdrażają praktyczne rozwiązania i budują lokalne modele wsparcia. Chciałbym jednak, abyście mieli do dyspozycji więcej prostych, dostępnych narzędzi i mniej biurokratycznych barier. Żeby zamiast walczyć z procedurami, mogli Państwo skupić się na rzeczywistych efektach.
Maciej Klimek: Chciałbym teraz skierować rozmowę na temat opieki nad seniorem zależnym i zapytać, jak obecne zmiany systemowe przekładają się na ten właśnie obszar – z perspektywy osób, które na co dzień zajmują się organizacją i oceną systemu wsparcia.
Piotr Stelmaszewski: Jesteśmy na konferencji poświęconej opiece senioralnej, a mimo to większość omawianych programów kierowana jest do seniorów rozumianych bardzo szeroko – jako całej populacji osób starszych. Wielu seniorów jest sprawnych, aktywnych i doskonale radzi sobie samodzielnie. Największy deficyt dotyczy dziś przede wszystkim obszaru opieki nad osobami zależnymi – i właśnie tutaj najbardziej widoczny jest brak systemowej koordynacji. Wciąż mamy do czynienia z sytuacją, w której system ochrony zdrowia nie współpracuje efektywnie z systemem pomocy społecznej. Powstają równolegle kolejne ustawy i programy, ale bez wystarczającej spójności między nimi.
Dobrym przykładem jest ustawa o szczególnej opiece geriatrycznej – ambitna, dobrze zaprojektowana, zakładająca m.in. utworzenie koordynatorów opieki geriatrycznej oraz około 300 centrów opieki. Problem polega na tym, że przy około 500 geriatrów w całej Polsce jej wdrożenie od początku budziło poważne wątpliwości. Dziś ustawa praktycznie nie funkcjonuje. Jednocześnie procedowane są kolejne przepisy dotyczące pomocy społecznej – zawierające wiele potrzebnych definicji i rozwiązań – ale znowu tworzone bez rzeczywistego współudziału systemu ochrony zdrowia. I znów brakuje integracji.
Musimy też wyraźnie rozróżnić dwa pojęcia: politykę senioralną i opiekę senioralną. To obszary ze sobą powiązane, ale jednak różne. Polityka senioralna dotyczy szeroko rozumianego starzenia się społeczeństwa i jakości życia osób starszych. Opieka senioralna odnosi się natomiast do konkretnych potrzeb osób wymagających wsparcia – często intensywnego, codziennego i długoterminowego.
W tej dyskusji zbyt mało mówimy również o tzw. pokoleniu kanapkowym – osobach, które jednocześnie opiekują się starszymi rodzicami, wspierają własne dzieci i często same pozostają aktywne zawodowo. To grupa przeciążona ogromną odpowiedzialnością, która także wymaga systemowego wsparcia.
Katarzyna Adamska: Na początku warto zadać sobie fundamentalne pytanie: co rozumiemy przez opiekę senioralną? Pojęcia takie jak „opieka”, „pomoc” i „wsparcie” bywają używane zamiennie, choć znaczą coś innego. Opieka jest pojęciem najbardziej wymagającym – wiąże się z odpowiedzialnością za osobę, która nie jest już w pełni zdolna do samodzielnego decydowania o sobie. W przypadku wsparcia czy pomocy mówimy natomiast o relacji współpracy – osoba starsza pozostaje podmiotem, który podejmuje decyzje i aktywnie uczestniczy w procesie.
Kluczowe pytanie brzmi więc: kto ponosi odpowiedzialność za opiekę? Rodzina czy państwo? Przez lata nasz model polityki społecznej opierał się na założeniu, że podstawową odpowiedzialność bierze na siebie rodzina. Jednak rzeczywistość społeczna się zmienia. Coraz rzadziej mamy do czynienia z rodzinami wielopokoleniowymi, coraz częściej obserwujemy samotność i singularyzację starości. Dotychczasowy model staje się więc niewystarczający.
Potrzebujemy dziś działań dwutorowych: z jednej strony wsparcia osób niesamodzielnych, a z drugiej – realnej pomocy dla opiekunów nieformalnych, tak aby oni sami nie stawali się w przyszłości kolejnymi osobami wymagającymi opieki. To wyzwanie, którego nie możemy dłużej odkładać.
Maciej Klimek: Jak z perspektywy regionalnej wygląda dziś gotowość samorządów do rozwijania usług środowiskowych i budowania lokalnych systemów wsparcia dla osób starszych?
Marcelina Sadowska: Z perspektywy regionalnej naszą podstawową rolą jest koordynacja polityki senioralnej, przede wszystkim we współpracy z gminami. Realizujemy duże projekty finansowane ze środków unijnych, w których jednym z kluczowych wskaźników jest przygotowanie lokalnych planów deinstytucjonalizacji. W województwie wielkopolskim do 2028 roku takich planów powinno powstać 128. Ile mamy dziś? Dwa – oba przygotowane przy naszym bezpośrednim wsparciu. Kolejnych dziesięć jest obecnie opracowywanych. Tymczasem w województwie funkcjonuje 226 gmin. Ta dysproporcja mówi sama za siebie.
Z jednej strony przepisy przewidują, że lokalne plany deinstytucjonalizacji staną się obowiązkowe, ale termin ich wdrożenia przesunięto do 2030 roku. To powoduje, że regiony mają trudność z osiąganiem wskaźników zapisanych w projektach unijnych. Z drugiej strony udało nam się pozyskać około 50 milionów złotych na rozwój regionalnego modelu polityki senioralnej w Wielkopolsce – i właśnie na tym budujemy naszą odpowiedź systemową.
Tworzymy Centra Wsparcia Seniora – miejsca pierwszego kontaktu, w których mieszkaniec gminy może uzyskać kompleksową informację dotyczącą ochrony zdrowia, pomocy społecznej, aktywności społecznej czy oferty kulturalnej. Kluczową rolę odgrywają w tym modelu koordynatorzy ds. polityki senioralnej na poziomie gminy, którzy integrują wszystkie te elementy i zapewniają spójność działań. To właśnie ten lokalny wymiar koordynacji postrzegamy jako fundament skutecznej polityki senioralnej.
Maciej Klimek: Chciałbym zapytać o perspektywę Urzędu Wojewódzkiego. Jak wyglądają Państwa obserwacje dotyczące wykorzystania środków przeznaczonych dla samorządów na działania w obszarze polityki senioralnej i usług społecznych?
Anita Reichert-Kazimierska: Z perspektywy województwa pomorskiego dane są bardzo wymowne. Spośród 123 gmin aż 9 w 2025 roku nie świadczyło ani jednej godziny usług opiekuńczych – żadnej osobie. Kolejne 33 gminy realizowały usługi opiekuńcze dla mniej niż 10 mieszkańców. Jednocześnie, jeśli spojrzymy na zainteresowanie programami rządowymi, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. O środki na opiekę wytchnieniową aplikowało 110 gmin, o środki na asystencję osobistą około 116 gmin. W przypadku programu Korpus Wsparcia Seniora było to już tylko 30 gmin, a w programie specjalistycznej opieki wytchnieniowej – 45.
Najbardziej niepokojące jest to, że w 2025 roku województwo pomorskie zwróciło do budżetu państwa około 10 milionów złotych niewykorzystanych środków przeznaczonych na usługi społeczne. Kiedy pytamy samorządy o przyczyny, odpowiedzi są różne: brak zgłaszanych potrzeb, brak odpowiednich kadr, zbyt późne uruchamianie środków.
Obawiam się jednak, że problem jest głębszy. Jeśli nowe instrumenty – takie jak bon senioralny – trafią do gmin, które już dziś nie realizują podstawowych usług opiekuńczych i nie korzystają z istniejących programów rządowych, ryzykujemy powtórzenie tego samego scenariusza. To nie jest wyłącznie problem finansowania. To problem zdolności realizacyjnej i gotowości do wdrażania usług na poziomie lokalnym.
Maciej Klimek: Pani mecenas jakie – z perspektywy prawnej – widzi Pani największe ryzyka związane z projektowanymi ustawami?
Katarzyna Adamska: Największe ryzyko widzę w tym, że przepisy są często tworzone w oderwaniu od realiów praktyki. Ich zbyt ogólny charakter pozostawia szerokie pole do błędnych interpretacji, a czasem również do nadużyć. Dobrym przykładem jest wspomniany już bon senioralny. Może się okazać, że trafi do tych samorządów, które nie mają ani doświadczenia, ani zdolności do jego efektywnego wykorzystania. To sytuacja podobna do tej, którą obserwujemy w ochronie zdrowia – formalnie mówi się o niedoborze środków, a jednocześnie część pieniędzy pozostaje niewykorzystana z powodu braku odpowiednich narzędzi wdrożeniowych.
Innym przykładem jest ustawa o szczególnej opiece geriatrycznej. Mówiłam o niej podczas konferencji rok temu – i przez ostatnie dwanaście miesięcy praktycznie nic się w tym zakresie nie wydarzyło. Nie powstało ani jedno centrum opieki geriatrycznej. Co więcej, część osób pracujących w systemie ochrony zdrowia w ogóle nie słyszała o tej ustawie. To pokazuje podstawowy problem: do nowych regulacji nie dołączamy odpowiednich instrumentów wdrożeniowych. Samorządy otrzymują zadania, ale nie dostają narzędzi, które pozwalałyby je skutecznie realizować. A bez tego nawet najlepsza ustawa pozostaje wyłącznie deklaracją.
Maciej Klimek: Pytanie do dr Justyny Hołyst – jaka jest rola pełnomocnika burmistrza ds. osób starszych? I czy – Pani zdaniem – takie stanowisko powinno funkcjonować w każdej gminie?
Justyna Hołyst: Krótka odpowiedź brzmi: tak – takie stanowisko powinno istnieć w każdej gminie. Gdybym miała szczegółowo omówić zakres zadań pełnomocnika, prawdopodobnie zabrakłoby nam czasu. Dziś system wsparcia seniorów w Polsce ma przede wszystkim charakter programowy, a nie systemowy. Oznacza to, że funkcjonujemy w rzeczywistości wielu równoległych programów, z których samorządy mogą korzystać – ale aby to robić skutecznie, potrzebują odpowiednich zasobów kadrowych: pracowników socjalnych, opiekunów, asystentów i osób koordynujących działania. Każdy kolejny program oznacza dla gminy konieczność ponownego aplikowania, rozliczania, raportowania i pilnowania terminów. To ogromne obciążenie organizacyjne i administracyjne.
Jednocześnie wciąż brakuje narzędzi służących identyfikowaniu osób zagrożonych utratą samodzielności. To właśnie od tego powinniśmy zaczynać – od wczesnego rozpoznawania potrzeb. Rola pełnomocnika polega na działaniu w dwóch kierunkach. Z jednej strony jest to praca „od dołu” – bezpośrednio z mieszkańcami, rozpoznawanie ich potrzeb i odpowiadanie na nie. Z drugiej strony to działanie „ku górze” – budowanie świadomości wśród władz lokalnych i pokazywanie, jak ważnym obszarem polityki publicznej jest starzenie się społeczeństwa.
W gminach miejsko-wiejskich to zadanie jest szczególnie wymagające. Duże zróżnicowanie terytorialne sprawia, że nawet dobrze funkcjonujące usługi – takie jak dzienny dom pomocy – mogą być dla części mieszkańców praktycznie niedostępne, jeśli nie towarzyszy im odpowiednio zorganizowany transport. Bez uwzględnienia takich lokalnych uwarunkowań trudno mówić o realnej dostępności usług.
Maciej Klimek: Jaka jest dziś rola organizacji pozarządowych w polityce senioralnej? Coraz częściej pojawiają się głosy, że to właśnie duże organizacje „niosą” ten system. Jednocześnie w nowym programie ASY mówimy o małych grantach – do 50 tys. zł. Co w praktyce się zmienia?
Przemysław Wiśniewski: Organizacje pozarządowe nie są jedynym kluczowym elementem tej układanki – i mamy tego pełną świadomość. Naszą rolą nie jest zastępowanie systemu. Naszą rolą jest edukowanie, aktywizowanie, włączanie i popularyzowanie dobrych rozwiązań. Mamy tę przewagę, że możemy działać bardziej elastycznie – eksperymentować, testować nowe rozwiązania, sprawdzać, co działa, a następnie przekazywać te doświadczenia instytucjom publicznym, które mają potencjał do wdrażania ich na większą skalę. Działamy przede wszystkim z myślą o osobach jeszcze samodzielnych lub częściowo samodzielnych – tam, gdzie można wzmacniać aktywność i zapobiegać wykluczeniu.
Jednocześnie apeluję: nie traktujcie organizacji pozarządowych wyłącznie jako wykonawców zleconych zadań i nie zakładajcie z góry, że każda organizacja próbuje „wykorzystać system”. Oczywiście zdarzają się podmioty, które działają oportunistycznie, ale zdecydowana większość organizacji wykonuje swoją pracę rzetelnie i z ogromnym zaangażowaniem.
Jeśli chodzi o granty w wysokości 50 tys. zł – warto zadać sobie pytanie: co realnie można za taką kwotę zrobić? Najczęściej oznacza to projekt trwający kilka miesięcy, obejmujący ograniczoną liczbę beneficjentów, który kończy się jeszcze przed końcem roku. Potem następuje kilkumiesięczna przerwa, a kolejne środki pojawiają się dopiero w połowie następnego roku. W takich warunkach trudno mówić o ciągłości działań.
Maciej Klimek: Jakie rozwiązania systemowe powinny zostać wprowadzone już teraz, aby zapewnić stabilne finansowanie i dostępność opieki długoterminowej dla przyszłych pokoleń seniorów?
Piotr Stelmaszewski: Musimy spojrzeć realistycznie na dwa równoległe modele opieki instytucjonalnej. Z jednej strony mamy domy pomocy społecznej, funkcjonujące według określonych zasad finansowania i administracyjnych rytmów. Z drugiej – placówki prywatne, które działają w logice rynkowej i same wyznaczają standardy jakości.
Widać wyraźnie, że sektor prywatny coraz mocniej inwestuje w jakość opieki. Jeśli miesięczny koszt pobytu wynosi kilka tysięcy złotych – co z wielu powodów jest dziś nieuniknione – to widać też realną wolę poprawy warunków życia mieszkańców. Podobny proces obserwowaliśmy w ochronie zdrowia, gdzie część funkcji publicznych została przejęta przez sektor prywatny.
Jeżeli rzeczywiście zmierzamy w stronę deinstytucjonalizacji, a liczba miejsc w DPS-ach nie będzie rosła, prywatne placówki będą naturalnie wypełniały tę lukę. Rynek nie toleruje próżni – szybko ją zagospodarowuje. Problem polega na tym, że koszt tego procesu zostanie przerzucony na osoby prywatne i ich rodziny.
Dzisiejsi seniorzy często dysponują jeszcze pewnym kapitałem emerytalnym. Ale co będzie za kilkanaście lat? Nie mamy systemu ubezpieczeń opiekuńczych, nie mamy spójnego modelu finansowania opieki długoterminowej. A przecież większość z nas nie chce w wieku 60 lat myśleć o tym, że powinna odkładać środki na własną starość.
Demografii nie oszukamy. Musimy zacząć patrzeć na osoby 65+ jednocześnie jak na pacjentów i podopiecznych. I żadna reforma usług społecznych nie rozwiąże tego problemu samodzielnie. Potrzebujemy jednoczesnego działania trzech obszarów: ochrony zdrowia, pomocy społecznej i zabezpieczenia społecznego. Będę to powtarzał jak mantrę.
Maciej Klimek: Przechodzimy do rundy finałowej. Proszę o krótkie odpowiedzi: jak widzą Państwo politykę senioralną w kolejnych latach? Co powinno się wydarzyć?
Justyna Hołyst: Odwołam się do własnych doświadczeń oraz do rozwiązań, które obserwowałam w systemie pomocy społecznej w Anglii i które staram się przenosić na grunt polski. W naszej debacie stale powracają dwa tematy: brak koordynacji między pomocą społeczną a ochroną zdrowia oraz niedostatek rozwiązań wspierających odzyskiwanie samodzielności. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje model Reablement– interdyscyplinarnego wsparcia nastawionego na przywracanie sprawności osobom starszym po chorobie, urazie czy hospitalizacji. To właśnie ten kierunek wskazuje również ubiegłoroczny raport OECD dotyczący zdrowego starzenia się i opieki środowiskowej. Nie chodzi o budowanie nowych struktur od zera, ale o połączenie istniejących zasobów ochrony zdrowia i pomocy społecznej poprzez realną współpracę. Najważniejsze jest to, aby osoba opuszczająca szpital natychmiast trafiała pod opiekę odpowiedniego zespołu wsparcia – bez konieczności ponownego uruchamiania całej ścieżki usług. Dziś w szpitalach pracują pracownicy socjalni, ale jest ich zbyt mało. Potrzebujemy zespołów interdyscyplinarnych, które zapewnią ciągłość opieki.
Przemysław Wiśniewski: Zmiany zachodzą i w perspektywie ostatnich dziesięciu czy dwudziestu lat naprawdę wiele się zmieniło. Problem polega na tym, że tempo tych zmian nie nadąża za wyzwaniami demograficznymi. Kraje Europy Zachodniej również się starzeją i starzały już wcześniej, ale ten proces przebiegał tam wolniej. W Polsce wszystko dzieje się szybciej. Za dziesięć lat możemy znaleźć się w sytuacji krytycznej. Dlatego ta debata musi zejść na poziom lokalny – do urzędów marszałkowskich, gmin, powiatów, do wszystkich decydentów. Musimy też zmienić sposób myślenia o starości. Nie jest ona jednorodna ani liniowa. Nie istnieje jeden model seniora – tak samo jak nie istnieje jedno uniwersalne rozwiązanie. Potrzebujemy systemu, który dostrzega różnorodność potrzeb i potrafi odpowiadać na nie różnymi narzędziami.
Katarzyna Adamska: Jednym słowem: koordynacja. Taka, która pozwoli seniorowi nie zgubić się w systemie. I nie chodzi wyłącznie o relację między szpitalem a pomocą społeczną. Mówimy również o podstawowej opiece zdrowotnej – POZ – która ma ogromne znaczenie, a wciąż nie współpracuje wystarczająco ani z ambulatoryjną opieką specjalistyczną, ani ze szpitalami.
Druga kwestia to wymiana dobrych praktyk. W wielu gminach i powiatach funkcjonują naprawdę dobre programy. Uczmy się od siebie nawzajem. Samorządy, które nie mają jeszcze odpowiednich zasobów, powinny korzystać z doświadczeń tych, którym już się udało.
Marcelina Sadowska: Moja idealna wizja polityki senioralnej jest prosta: patrzmy na seniorów nie tylko jako na odbiorców usług, ale również jako na osoby współtworzące wspólnotę i wnoszące do niej wartość. Przede wszystkim jednak patrzmy na nich jak na ludzi. Potrzebne są też technologie – ale nie po ty, by zastąpić człowieka, ale wesprzeć go w działaniu. Z perspektywy samorządów kluczowe są dobre diagnozy potrzeb i ich regularna aktualizacja. Nie raz na dekadę, lecz stale, bo potrzeby mieszkańców zmieniają się dynamicznie.
I oczywiście – koordynacja. Nasz wielkopolski model chcemy promować także w innych regionach. Jeśli w gminie jest jedna osoba, która spina system i dobrze rozumie zarówno potrzeby mieszkańców, jak i dostępne zasoby, to cały mechanizm może działać naprawdę skutecznie. Nie musimy zawsze czekać na rozwiązania centralne.
Anita Reichert-Kazimierska: Na zakończenie trzy refleksje. Po pierwsze: senior w wieku 60 lat i senior w wieku 110 lat to dwie zupełnie różne rzeczywistości. Musimy nauczyć się myśleć o polityce senioralnej w sposób bardziej zróżnicowany. Zbyt często sprowadzamy ją do dwóch skrajności: organizacji wydarzeń aktywizacyjnych albo świadczenia usług opiekuńczych. Tymczasem pomiędzy nimi pozostaje ogromna grupa osób niewidocznych – seniorów, którzy siedzą w domu, nie uczestniczą w zajęciach i nie zgłaszają swoich potrzeb. To trzeba zmienić.
Po drugie: powinniśmy odchodzić od myślenia o „polityce senioralnej” jako odrębnym obszarze, a zacząć mówić o polityce wobec starzejącego się społeczeństwa. Demografia musi być uwzględniana w polityce rozwoju lokalnego, inwestycjach, planowaniu usług i rynku pracy. To nie jest chwilowy trend – to trwała zmiana cywilizacyjna.
Po trzecie: eksperci mają wiedzę, ale decyzje podejmują politycy. Dlatego ogromnie ważna jest rola liderów, pełnomocników i ekspertów na poziomie lokalnym i regionalnym – tych, którzy potrafią przekonać decydentów, że polityka społeczna naprawdę ma znaczenie.
Świętej pamięci prezydent Paweł Adamowicz powiedział kiedyś, gdy wdrażaliśmy pierwsze rozwiązania teleopieki w Gdańsku: „Polityka senioralna może być sexy.” Może.
Piotr Czubowicz
Redaktor Magazynu „Polityka Senioralna”

