Starość dla wielu osób pozostaje odległą abstrakcją – aż do momentu, gdy nagle zaczynamy dostrzegać pierwsze oznaki przemijania albo tracimy role, które przez lata nas definiowały. Czy można przygotować się psychicznie na ten etap życia? Jak oswoić starość, nie popadając w lęk przed chorobą, samotnością czy niesamodzielnością? O tym rozmawiamy z psycholożką Izabelą Świgulską.

Piotr Czubowicz: Kiedy po raz pierwszy realnie konfrontujemy się z własną starością? Kiedy następuje moment, w którym dociera do nas, że starość to coś, co dotyczy również nas? Czy to zawsze dzieje się z zaskoczenia?

Ten moment rzeczywiście prawie zawsze przychodzi z zaskoczenia. Często pojawia się dużo wcześniej, niż się spodziewamy – często nawet około trzydziestego roku życia. To czas, gdy kończy się młodość i poczucie, że jeszcze wszystko przed nami. W lustrzanym odbiciu zauważamy pierwsze pojawiające się siwe włosy, zmarszczki, spada kondycja fizyczna, regeneracja organizmu trwa dłużej. Choć biologicznie to wciąż młody wiek, z psychologicznego punktu widzenia zaczynamy czuć i dostrzegać upływający czas, co skłania nas do pogłębionych refleksji. Na tym etapie silniej mogą przeżywać to kobiety – zwłaszcza jeśli łączą pracę zawodową, macierzyństwo i obowiązki domowe, często nie mając przestrzeni, by zadbać o siebie. A funkcjonujemy w kulturze, w której kult młodości jest bardzo silny. Trzydziestolatka widzi młodsze dziewczyny z idealną cerą czy figurą, zadbane, a sama czuje zmęczenie i dostrzega pierwsze oznaki starzenia się. Takie porównywanie siebie do innych potrafi uruchomić bardzo negatywne emocje i sposób myślenia o sobie samym, jak również o swoim życiu.

Badania pokazują jednak, że prawdziwa konfrontacja ze starością następuje nie tyle przy pierwszych zmarszczkach, ile przy utracie ról społecznych i zmianie tożsamości. Kiedy przestajemy być tym, kim byliśmy – dyrektorem, kierownikiem, spawaczem, sekretarką, osobą decyzyjną, rodzicem, córką, synem – to w tym momencie starość przestaje być abstrakcją, a zaczyna dotyczyć nas bezpośrednio. Tracimy ustabilizowaną rutynę, którą wypracowywaliśmy często przez dziesiątki lat. Młodość definiujemy przez role, które nas określają. Następujący po niej wiek średni, który według niektórych źródeł zaczyna się już w wieku 35 lat, drastycznie zmienia patrzenie na siebie. Później, wkraczając w wiek emerytalny, musimy na nowo zdefiniować siebie –  i jest to bardzo ważne.

Wspomniała pani o wieku średnim. Czym właściwie jest wiek średni i co w nas zmienia? Czego nie przeoczyć w tym okresie, by czuć się dobrze przygotowanym na etap kolejny, czyli wiek senioralny?

Wiek średni, czyli okres pomiędzy młodością i starością, dość umownie przyjmowany pomiędzy 40-45 a 60-65 rokiem życia, to czas, w którym wiele osób osiąga dojrzałość emocjonalną i życiową, ale też zaczyna intensywnie myśleć o przyszłości i starzeniu się. Osiągając wiek średni zauważamy, że dziesięć lat temu mieliśmy więcej siły, że nasz organizm potrzebuje znacznie więcej czasu na regenerację – nie można już po zarwanej nocy po prostu wstać i iść do pracy, nie czując większych konsekwencji. Następuje proces spadkowy, który jest wynikiem starzenia się organizmu. W tym wieku intensywnie zaczynamy też myśleć o przyszłości, zastanawiając się kim jesteśmy i kim będziemy. Największy kryzys najczęściej przychodzi przy przejściu na emeryturę. Na początku można poczuć euforię: wolność, brak obowiązków. Po jakimś czasie może jednak zapukać do nas poczucie pustki. Pusty kalendarz, brak zadań, decyzyjności, syndrom pustego gniazda. Często wtedy wkrada się poczucie, że nie jest się już potrzebnym. Jeśli do tego dołożymy myślenie, że mamy już mało czasu oraz ulegniemy stereotypom starości, łatwo o poczucie bezsensu i depresję. 

To właśnie utrata tożsamości jest zazwyczaj o wiele trudniejsza w procesie starzenia się, niż fizyczne zmiany. Dobrym przykładem jest tu czterdziestokilkulatek, który nagle traci pracę. On też traci tożsamość, czuje pustkę, przestaje czuć się potrzebny. Choć jeszcze nie jest stary, targają nim w tym czasie podobne emocje.

Czym starość dziś różni się od tej sprzed kilkudziesięciu lat?

Współczesna starość różni się od tej sprzed kilkudziesięciu lat przede wszystkim tym, że dziś ludzie dłużej zachowują młodość – zarówno pod względem wyglądu, jak i stylu życia. Wystarczy porównać czterdziestolatków sprzed 40 lat z obecnymi. Dawniej osoby w tym wieku wyglądały i funkcjonowały znacznie „starzej”, dziś natomiast często pozostają aktywne, dbają o siebie i wyglądają młodziej.

Dużą rolę odgrywa tu dostęp do wiedzy, medycyny i różnych produktów wspierających zdrowy styl życia. Wiemy więcej o odżywianiu, znaczeniu ruchu, snu czy profilaktyki zdrowotnej. Dzięki temu możemy dłużej zachować dobrą kondycję fizyczną i psychiczną. Nasi poprzednicy często nie mieli takiej wiedzy ani możliwości. Pracowali też znacznie ciężej fizycznie, co sprawiało, że organizm szybciej się zużywał i już pięćdziesięciolatek był często bardzo zmęczony życiem i pracą.

Zmieniło się również samo postrzeganie starości. Kiedyś istniał wyraźny schemat: po przekroczeniu pewnego wieku uznawano człowieka za starego. Dziś granice te się przesuwają. Coraz częściej osoby w wieku 80 czy 85 lat pozostają aktywne i same mówią, że wciąż nie czują się stare.

Jednocześnie pojawiają się nowe wyzwania, zwłaszcza na rynku pracy. Zdarza się, że już czterdziesto- czy pięćdziesięciolatkowie są postrzegani jako „za starzy”, gdy tracą pracę. Wtedy mogą mieć poczucie, że ich życie zawodowe się kończy. Tymczasem doświadczeni pracownicy często są bardzo lojalni, odpowiedzialni i rzadziej korzystają ze zwolnień lekarskich. Z drugiej strony niektórzy z ulgą odchodzą z pracy, bo wreszcie mogą poświęcić więcej czasu sobie i własnym potrzebom.

Dlatego współczesna starość jest inna: z jednej strony później się zaczyna i daje więcej możliwości aktywnego życia, z drugiej – wiąże się z nowymi wyzwaniami społecznymi i zawodowymi.

Czy możemy psychicznie przygotować się do starzenia?

Tak, możemy w pewnym stopniu psychicznie przygotować się do starzenia, choć jest to proces, który zawsze w jakimś stopniu nas zaskoczy. Warto jednak o nim myśleć wcześniej i uczyć się, czym naprawdę jest starość oraz jakie niesie możliwości i wyzwania. Edukacja na temat starzenia jest bardzo ważna, ponieważ pomaga oswoić ten etap życia.

Trzeba jednak pamiętać, że starzenia nie da się w pełni kontrolować. Większe poczucie spokoju daje nie próba panowania nad wszystkim, lecz umiejętność adaptacji do zmian. Wraz z wiekiem zmienia się bowiem nasza tożsamość – z osoby w pełni niezależnej, sprawczej i autonomicznej możemy w pewnym momencie stać się kimś, kto potrzebuje wsparcia innych.

Dobrym przykładem jest mężczyzna w wieku 56 lat, ceniony specjalista w swojej dziedzinie, który nagle w pracy doznał udaru. Fizycznie rokowania były dobre, jednak najtrudniejsze okazało się poradzenie sobie psychicznie z nagłą zmianą sytuacji. Z osoby aktywnej i samodzielnej stał się kimś, kto musiał na nowo uczyć się mówić i polegać na pomocy innych. W takich momentach największą siłę mają osoby, które potrafią oddzielić swoją wartość jako człowieka od chwilowej zależności od innych. Zrozumienie, że proszenie o pomoc nie oznacza utraty godności, jest kluczowe w powrocie do równowagi.

Przygotowanie psychiczne do starzenia polega więc także na obniżeniu lęku i wstydu związanego ze słabością czy ograniczeniami. To, że jesteśmy mniej sprawni, nie oznacza, że jesteśmy mniej ważni. Wiele osób w szpitalach przeżywa ogromne załamanie, ale często to właśnie sens życia, relacje czy marzenia pomagają im wrócić do sił. Jeden z pacjentów odzyskał motywację do rehabilitacji, ponieważ bardzo chciał jeszcze zagrać w piłkę ze swoim wnukiem.

Warto również robić tak zwany bilans życia. Taki moment refleksji pozwala zastanowić się nad własnymi wartościami, marzeniami, nad tym, co się udało, a co nie. Ważne jednak, aby robić to bez presji, bez porównywania się do innych i bez surowych ocen. Każdy człowiek jest bowiem swoim własnym, niepowtarzalnym autorskim projektem – ma inne doświadczenia, zasoby i możliwości.

Taki bilans może pomóc budować plany na przyszłość w oparciu o to, kim jesteśmy dziś. Zdrowe podejście polega na tym, by zaakceptować, że pewnych rzeczy być może już nie zrobimy, ale jednocześnie nie pozwolić, by wpływało to na poczucie własnej wartości. Przygotowanie psychiczne do starzenia to przede wszystkim uczenie się elastyczności, akceptacji zmian i budowania życia na bazie własnych zasobów.

Czy w takim razie przygotowanie się na starzenie polega także na zaakceptowaniu pewnych faktów z własnego życia – na przykład tego, że ktoś jest samotny, nie założył rodziny albo nie osiągnął takiego sukcesu zawodowego, jaki planował? Czy kluczową rolę odgrywa tutaj po prostu akceptacja rzeczywistości?

Tak, w dużej mierze chodzi właśnie o akceptację – ale taką spokojną i racjonalną. Pomocna może być tu racjonalizacja, czyli mechanizm, który pozwala uporządkować swoje doświadczenia i nadać im sens. Nie chodzi o wypieranie trudnych emocji, ale raczej o uczciwe zastanowienie się: czego w moim życiu zabrakło, dlaczego tak się stało, czy rzeczywiście tego chciałem, a może dopiero teraz odkrywam, że jest to dla mnie ważne.

Czasem okazuje się, że na pewne rzeczy wciąż mamy jeszcze wpływ i możemy spróbować je zrealizować. Innym razem trzeba pogodzić się z tym, że czegoś już nie nadrobimy – ale wtedy warto skupić się na tym, co wciąż jest możliwe. Pomocne jest tutaj podejście kompensacyjne, czyli zastępowanie jednych możliwości innymi.

Podobnie jest ze zmianami fizycznymi. Jeśli pogarsza się wzrok, można skorzystać z pomocy okulisty. Jeśli pojawiają się trudności z chodzeniem, można wesprzeć się laską. I wcale nie musi ona być symbolem starości – może być po prostu praktycznym wsparciem, a nawet elementem stylu. Najważniejsze jest to, aby nie traktować takich zmian jako porażki, lecz jako naturalną część życia, do której można się przystosować.

Czego najbardziej boimy się w starości? Czy to lęk przed śmiercią, chorobami, niesamodzielnością, samotnością? Który z tych lęków jest najsilniejszy i najczęstszy wśród osób wkraczających w wiek senioralny?

Najczęściej mówi się, że w starości boimy się wielu rzeczy jednocześnie: chorób, śmierci, samotności czy utraty sprawności. W rzeczywistości jednak u podstaw większości tych lęków kryje się jeden, głębszy – lęk przed niesamodzielnością. To właśnie perspektywa utraty autonomii bywa dla wielu osób najtrudniejsza.

Paradoks polega na tym, że z jednej strony ludzie bardzo boją się zależności od innych, a z drugiej często niewiele robią, by jak najdłużej zachować swoją samodzielność. Tymczasem żyjemy coraz dłużej i okres dojrzałości może dziś trwać nawet kilkadziesiąt lat. Warto więc świadomie dbać o zdrowie, relacje i aktywność, które pomagają utrzymać niezależność.

Co ciekawe, czasem sama diagnoza choroby nie jest dla ludzi tak trudna, jak myśl o tym, że od tej pory będą musieli prosić innych o pomoc w codziennych, wcześniej oczywistych czynnościach. To właśnie ta wizja utraty sprawczości często wywołuje największy niepokój.

Lęk przed przemijaniem jest zresztą naturalny i towarzyszy nam przez całe życie. W psychologii mówi się o tzw. lęku egzystencjalnym, który w pewnym sensie jest nam potrzebny. To on motywuje nas do dbania o zdrowie, robienia badań profilaktycznych czy szukania sensu i kierunku w życiu. W tym sensie jest to „zdrowy” lęk, który pomaga nam podejmować dobre decyzje. Problem pojawia się wtedy, gdy lęk zaczyna nas paraliżować – gdy zamiast mobilizować do działania, zawęża perspektywę i wycofuje nas z życia. Człowiek zaczyna myśleć: „jestem już stary, nic dobrego mnie nie czeka”, „to już koniec możliwości”. Wtedy łatwo wpaść w poczucie bezradności.

Dużą rolę odgrywa tu także kultura i społeczne stereotypy dotyczące starości. Jeśli przez lata słyszymy, że starość oznacza choroby, słabość i brak celów, zaczynamy w to wierzyć i w pewnym sensie sami spełniamy tę przepowiednię. Dlatego ważny jest moment zatrzymania i refleksji: czego tak naprawdę się boję? Czy chodzi o utratę zdrowia, roli społecznej, znaczenia, czy może o przemijanie młodości? Taka świadomość pozwala lepiej poradzić sobie z lękiem.

W pewnym sensie lęk egzystencjalny można traktować jak sąsiada, który od czasu do czasu przypomina nam o ważnych sprawach. Podpowiada, by zadbać o zdrowie, relacje, rozwój czy sens życia. Bo choć wiemy, że życie kiedyś się kończy, naszym zadaniem jest przeżyć je możliwie najlepiej – również w jego dojrzałej, późniejszej części.

Kiedy widać, że osoba potrzebuje wsparcia psychologicznego? I na jakie wsparcie psychologiczne można liczyć?

Potrzeba wsparcia psychologicznego pojawia się wtedy, gdy lęk związany z przemijaniem lub starzeniem przestaje być mobilizujący, a zaczyna paraliżować. Może przyjmować formę silnego lęku, a nawet paniki, wycofywania się z życia, poczucia braku wpływu na własną przyszłość czy przekonania, że „już nic dobrego mnie nie czeka”. W takich momentach warto skorzystać z pomocy specjalisty.

Wsparcie psychologiczne polega między innymi na tym, aby pomóc osobie nazwać i zrozumieć swoje lęki oraz sprawdzić, co tak naprawdę się za nimi kryje. Często pracuje się wtedy nad redefinicją tożsamości – czyli nad znalezieniem nowych ról, sensów i obszarów życia, w których człowiek nadal ma wpływ i może czuć się potrzebny. To bardzo ważne, bo wiele osób w dojrzałości ma poczucie, że ich sprawczość się kończy, co wcale nie musi być prawdą.

Pomocne bywa także spotykanie się z ludźmi w podobnym wieku, którzy przechodzą przez podobne doświadczenia. Wspólnota i kontakt z innymi pozwalają zobaczyć, że inni również mierzą się z podobnymi wyzwaniami, a jednocześnie potrafią odnaleźć w tym etapie życia coś wartościowego. To daje poczucie nadziei i pozwala uczyć się nowych sposobów radzenia sobie z rzeczywistością.

Nie jest natomiast dobrym rozwiązaniem unikanie myślenia o starości. Takie unikanie zazwyczaj tylko wzmacnia lęk. Znacznie bardziej pomocne jest stopniowe oswajanie tego tematu i konfrontowanie się z nim w bezpieczny sposób – na przykład poprzez rozmowy, terapię czy kontakt z osobami, które patrzą na starość w bardziej pozytywny sposób.

Warto też pamiętać, że dojrzałość wcale nie musi być okresem stagnacji. Wielu ludzi właśnie wtedy znajduje czas na rozwój, naukę czy realizowanie pasji, na które wcześniej brakowało przestrzeni. Coraz lepiej wiemy również, że człowiek rozwija się przez całe życie – aż do śmierci.

Jednocześnie dojrzałość wymaga większej uważności na siebie. Trzeba bardziej świadomie dbać o zdrowie, odpoczynek, aktywność fizyczną, dietę czy relacje z innymi ludźmi. To właśnie te elementy stają się stabilizatorami dobrostanu w późniejszych latach życia. Kluczowa jest też zmiana sposobu myślenia o sobie. W pewnym momencie przestajemy definiować siebie wyłącznie przez role – pracę, obowiązki czy osiągnięcia – a zaczynamy dostrzegać własną wartość po prostu w tym, że jesteśmy. I to często okazuje się jednym z najważniejszych odkryć dojrzałości.

Co musi się wydarzyć, by dojrzałość stała się jednym z najpiękniejszych etapów życia?

Aby dojrzałość mogła stać się dobrym i satysfakcjonującym etapem życia, trzeba przede wszystkim pogodzić się z tym, że pewien obraz nas samych odchodzi. W pewnym sensie musimy pożegnać wcześniejszą wersję siebie – tę związaną z rolami, które przez lata pełniliśmy: pracownika, dyrektora, specjalisty, rodzica w pełni odpowiedzialnego za dzieci czy osoby, od której wiele zależało. Problem polega na tym, że kiedy te role zaczynają się zmieniać lub znikają, często nie mamy jeszcze nowego obrazu siebie. Wiemy, kim byliśmy, ale nie zawsze wiemy, kim możemy być teraz.

Dojrzałość jest momentem przejściowym i bywa naznaczona wieloma zmianami: przejściem na emeryturę, odejściem dzieci z domu, pogorszeniem sprawności fizycznej, chorobą czy utratą partnera. Jeśli przez całe życie definiowaliśmy siebie głównie przez pełnione role, w pewnym momencie możemy zadać sobie bardzo trudne pytanie: kim jestem, kiedy tych ról już nie ma lub kiedy się zmieniają?

Dodatkowym utrudnieniem są społeczne stereotypy. Często w przestrzeni publicznej człowiek w tym wieku zostaje sprowadzony do jednej etykiety – „emeryta”, „babci” czy „dziadka”. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej różnorodna. Współcześni ludzie w wieku dojrzałym są aktywni, prowadzą firmy, uczą się, podróżują, rozwijają pasje. Przejście na emeryturę nie musi oznaczać końca aktywności – to raczej zmiana jej formy.

Dlatego ważne jest, by w tym okresie dać sobie prawo do poszukiwania nowej tożsamości. Zamiast myśleć o sobie wyłącznie przez pryzmat dawnych ról, warto zastanowić się, co jeszcze jest możliwe: jakie mamy doświadczenia, kompetencje, marzenia czy potrzeby. Często jest to moment, w którym pojawia się przestrzeń na rozwój, naukę, relacje i aktywności, na które wcześniej brakowało czasu.

Nie bez znaczenia jest także wsparcie systemowe i społeczne. Choć każdy z nas w pewnym stopniu sam kształtuje swoje życie, potrzebujemy również warunków, które pozwolą ludziom w wieku dojrzałym pozostać aktywnymi – zarówno zawodowo, jak i społecznie.

Dojrzałość może stać się jednym z najpiękniejszych etapów życia wtedy, gdy przestajemy postrzegać ją jako koniec czegoś, a zaczynamy traktować jako kolejny etap rozwoju. To czas, w którym możemy już więcej rozumieć, więcej wybierać świadomie i budować życie nie tylko wokół obowiązków, lecz także wokół tego, kim naprawdę jesteśmy i co daje nam poczucie sensu.

Możemy o sobie myśleć i o siebie dbać, pamiętając jednocześnie, że życie potrafi nas zaskakiwać. Wiele rzeczy może wydarzyć się niespodziewanie, ale jeśli jesteśmy na to przygotowani wewnętrznie i psychicznie – jeśli uczymy się akceptować zmiany i adaptować do nowych okoliczności, także do chorób czy ograniczeń – dużo łatwiej jest nam przez te momenty przechodzić. Badania pokazują, że osoby, które w ciągu życia mierzyły się z różnymi wyzwaniami i nauczyły się regulować emocje, zwykle lepiej radzą sobie ze zmianami związanymi z wiekiem niż te, które przez lata przede wszystkim bały się starości.

Mamy więc naprawdę wiele narzędzi, by przeżyć ten etap życia po swojemu i w możliwie dobrym dobrostanie. Co więcej, można powiedzieć, że dbanie o siebie staje się w pewnym sensie naszym obowiązkiem. Bywa to trudniejsze niż kiedyś, bo nie mamy już nad sobą rodzica czy kogoś, kto przypominał o podstawowych rzeczach: kiedy iść spać, kiedy odpocząć czy jak o siebie zadbać. Teraz sami musimy wziąć za to odpowiedzialność.

W praktyce oznacza to, że uczymy się być dla siebie trochę jak dobry, troskliwy rodzic. Zauważać własne potrzeby: czy potrzebuję więcej odpoczynku, lepszej diety, ruchu, kontaktu z ludźmi. To także pewna samodyscyplina – nie w sensie surowego wymagania od siebie, ale raczej uważności i troski. Zamiast krytykować siebie, warto zapytać: czego teraz naprawdę potrzebuję, żeby czuć się dobrze?

Warto też pamiętać, że przez dużą część życia funkcjonujemy według zewnętrznych rytmów i obowiązków – pracy, wychowywania dzieci, różnych ról społecznych. One w pewnym momencie zaczynają się zmieniać lub znikają, a wtedy pojawia się przestrzeń, którą trzeba samodzielnie wypełnić. To bywa trudne, bo nagle nikt już nie mówi nam, co mamy robić.

I choć często słyszymy, że w dojrzałości „już nic nie musimy”, to w rzeczywistości całkowity brak struktury może prowadzić do poczucia pustki czy obniżonego nastroju. Dlatego tak ważne jest, by samemu nadawać swojemu życiu kierunek – tworzyć własny rytm dnia, znajdować aktywności, które dają sens i satysfakcję. Wtedy dojrzałość przestaje być czasem wycofania, a może stać się okresem świadomego życia na własnych zasadach.

A co powiedziałaby pani młodym ludziom – dwudziestokilkulatkom, którzy dopiero kończą studia, zaczynają pracę i którym wydaje się, że czterdziestka czy pięćdziesiątka to jeszcze bardzo odległa przyszłość?

To prawda, w tym wieku wszystko wydaje się bardzo odległe. Sama pamiętam, że kiedy byłam młodsza i patrzyłam na osoby po czterdziestce czy pięćdziesiątce, wydawało mi się, że to zupełnie inny świat. A dziś mam pięćdziesiąt pięć lat i myślę sobie: przecież wciąż jestem młoda, mam energię, plany i ogromną ciekawość życia.

Ciekawa jest też zmiana perspektywy, która pojawia się z wiekiem. Kiedy patrzymy na nekrologi i widzimy informację o kimś, kto zmarł w wieku siedemdziesięciu kilku lat, coraz częściej słyszymy komentarz: „przecież to jeszcze był młody człowiek”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu taka narracja właściwie nie istniała. To pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze myślenie o wieku i o starzeniu się.

Dlatego młodym ludziom powiedziałabym przede wszystkim jedno: warto jak najwcześniej zacząć dbać o siebie – o zdrowie, kondycję psychiczną, relacje i sposób życia. Nie chodzi o to, żeby żyć w ciągłym napięciu czy planować starość w wieku dwudziestu lat, ale żeby nie traktować swojego zdrowia i energii jako czegoś oczywistego i niewyczerpanego.

Druga ważna rzecz to sposób myślenia o życiu. Badania pokazują, że optymizm, poczucie sensu i otwartość na rozwój naprawdę pomagają ludziom lepiej radzić sobie z wyzwaniami kolejnych etapów życia. Warto więc budować w sobie taką postawę, która sprzyja tworzeniu, rozwijaniu i szukaniu możliwości, zamiast koncentrować się wyłącznie na lęku czy ograniczeniach.

A jeśli chodzi o starość – najlepiej szukać dobrych przykładów. Wokół nas jest wielu ludzi w dojrzałym wieku, którzy są aktywni, ciekawi świata i pełni energii. Patrząc na nich można zobaczyć, że starość wcale nie musi być smutnym końcem życia. Może być po prostu kolejnym etapem, który – jeśli dobrze o siebie zadbamy – również potrafi być wartościowy i piękny.

Rozmawiał Piotr Czubowicz

Zdjęcie Izabeli ŚwigulskiejIzabela Świgulska – psycholożka i edukatorka 50+, wspiera dojrzałe osoby w budowaniu odporności psychicznej, poczucia sprawczości i rozwoju przez całe życie. Autorka e-booków, w których dzieli się praktycznymi strategiami radzenia sobie ze zmianami związanymi z wiekiem.