Zapomnij o emeryturze na sofie i poczuciu „przezroczystości”. Aleksandra Laudańska, redaktor naczelna magazynu „#Pokolenia” i twórczyni projektu „Wolni od metryki”, udowadnia, że starość to nie czas na wycofywanie się, ale na najbardziej świadome projektowanie życia. Rozmawiamy o mediach, miejscu silversów w mainstreamie i dlaczego nadmierne ułatwianie życia seniorom to pułapka.
Piotr Czubowicz: Czy pani zdaniem polskie media mainstreamowe w końcu realnie zauważyły proces starzenia się społeczeństwa? Czy seniorzy funkcjonują w nich jako pełnoprawni odbiorcy, czy wciąż jedynie jako wdzięczny temat?
W końcu coś się ruszyło. Obserwuję ten rynek z perspektywy dekady i widzę ogromną zmianę. Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego programy śniadaniowe, które przecież mają ogromną widownię w tej grupie wiekowej, kompletnie ignorowały dojrzałe kobiety. Ale to w końcu pękło. Muszę tu przyznać, że to TVP – i to jeszcze za poprzedniej władzy – jako pierwsza zareagowała na ten trend. Osoby starsze stały się tam obecne w pierwszej kolejności. Teraz mają nawet własną śniadaniówkę, a tematyka senioralna regularnie gości w pasmach informacyjnych.
Mamy też Silver TV. Fakt, że poważny inwestor wszedł w ten projekt z dużymi pieniędzmi, jest przełomowy i potwierza zapotrzebowanie na tego typu treści. To jasny sygnał dla całego rynku: „Tu są pieniądze, tu jest potencjał”. Biznes rzadko kieruje się sentymentem, zazwyczaj idzie tam, gdzie widzi zysk. A demografia nie kłamie – grupa silversów to rosnąca siła nabywcza. Ogromny wpływ na zmianę optyki miała też pandemia.
W jaki sposób pandemia wpłynęła na postrzeganie seniorów?
Przed pandemią, pracując w komunikacji marek, często spotykałam się z murem. Pamiętam sytuację sprzed lat, gdy klientka prosiła o pomysł na bożonarodzeniową akcję charytatywną do mediów społecznościowych. Zaproponowałam wsparcie domów pomocy społecznej lub klubów seniora. Spojrzała na mnie i ucięła: „Nie, zrobimy coś z dziećmi, dzieci lepiej wyglądają na zdjęciach”.
Pandemia wymusiła empatię. Zrozumieliśmy, że starszymi osobami trzeba się zaopiekować, i to zmieniło narrację. Firmy chętniej zaczęły angażować się w działania dla seniorów. Marketingowcy po prostu musieli się obudzić – dotarło do nich, że za dziesięć lat ich główne grupy docelowe będą o dekadę lub dwie starsze niż obecnie.
Czy ten nagły zwrot marek w stronę silversów to autentyczna zmiana, czy raczej chęć przypodobania się nowej grupie klientów bez realnego zrozumienia ich potrzeb?
Pewnie trochę jedno i drugie, ale w biznesie intencje mają drugorzędne znaczenie, jeśli idzie za nimi realna zmiana wizerunku. Nawet jeśli na początku to tylko kalkulacja, to efekt końcowy jest taki, że starsza twarz w reklamie przestaje dziwić. To oswajanie społeczeństwa z widokiem dojrzałości, która nie kojarzy się tylko z chorobą i apteką. Z czasem marki, które robią to powierzchownie, odpadną, bo seniorzy to bardzo świadomi i wymagający konsumenci. Nie dadzą sobie wcisnąć byle czego tylko dlatego, że model na zdjęciu ma siwe włosy.
Czy to oznacza, że wyleczyliśmy się z szaleństwa na punkcie młodości?
Niestety, nie wszędzie. Stereotypy mają się świetnie chociażby w działach HR. To tam bije serce ageizmu. Osoby 50+, które przecież wciąż są w pełni sił i mają ogromne doświadczenie, mają gigantyczne problemy ze znalezieniem pracy. Dlaczego? Bo w HR-ach siedzą młodzi ludzie, dla których 50-latek to „stary człowiek”, który pewnie nie zna się na Excelu i nie odnajdzie się w zespole. To absurdalne marnowanie potencjału.
Podobnie bywa w agencjach reklamowych, gdzie od lat próbujemy przebijać się z komunikatem o różnorodności wieku. Jako założycielka projektu „Wolni od metryki” od dziewięciu lat pokazuję na Facebooku inny obraz starzenia się: niestereotypowy, aktywny, barwny. Pokazuję ludzi, którzy realizują marzenia, kończą studia, wychodzą za mąż po siedemdziesiątce, jeżdżą na rolkach. Kiedyś brano mnie za dziwaka z „fetyszem geriatrycznym”, dziś te treści trafiają do mainstreamu. Dojrzałe kobiety są na okładkach „Vogue’a”, a agencje silver modeli mają coraz więcej zleceń. Starość staje się atrakcyjna wizualnie, zaczyna być pokazywana jako estetyczna, kolorowa i pełna życia.
Idealnym przykładem jest Isabella Rossellini, z której Lancôme zrezygnował, gdy skończyła 40 lat, by po latach wrócić do niej, gdy była po sześćdziesiątce. Dobra dojrzałość staje się po prostu atrakcyjnym tematem. To się dzieje również w światowym kinie. Aktorki, które kiedyś uważano za „za stare” po czterdziestce, wracają do łask.
Jako architektka i longviterka patrzy pani na sprawność seniorów inaczej niż większość społeczeństwa. Twierdzi pani, że nadmierne usuwanie wszelakich barier może być szkodliwe?
Tak, i mówię to z pełną świadomością. Chcemy miast bez barier, mieszkań bez schodów, wszędzie windy. Ale czy nie robimy sobie tym krzywdy? W Amsterdamie widziałam 90-latki pokonujące strome schody do toalet w knajpach. To środowisko wymusza aktywność. Jeśli zainstalujemy komuś poręcze w łazience 20 lat za wcześnie, ta osoba uwierzy, że ich potrzebuje. Przestanie trenować równowagę i siłę nóg. Znam historię kobiety, która od 40 lat mieszka na dziesiątym piętrze i nie korzysta z windy, mimo że ta działa. Pani jest w świetnej formie. Ja sama przeprowadziłam się na trzecie piętro bez windy i traktuję to jako darmowy, codzienny trening siłowy.
To odważna teza w dobie walki o dostępność. Czy sugeruje pani, że projektowanie uniwersalne powinno uwzględniać „zdrowy opór” zamiast pełnej wygody?
Dokładnie tak! Architektura powinna wspierać sprawność, a nie ją usypiać. Oczywiście nie mówię o osobach z niepełnosprawnościami, które bez windy nie wyjdą z domu. Mówię o zdrowych seniorach, którym systemowo odbiera się szansę na naturalny ruch. Jeśli wszystko zaprojektujemy jako „płaskie i miękkie”, nasz układ nerwowy i mięśniowy po prostu przestanie pracować. Powinniśmy projektować przestrzenie, które zachęcają do wysiłku, ale w bezpieczny sposób. Schody mogą być wyzwaniem, które utrzymuje nas przy życiu.
Właśnie – trening siłowy. To pani główny postulat prozdrowotny.
Bo to jest podstawa niezależności! Z wiekiem galopuje u nas sarkopenia, czyli utrata mięśni oraz osteoporoza. Same spacery czy joga to za mało. Kości potrzebują oporu, potrzebują dźwigania. W ramach mojego projektu innowacji społecznej Longevity Lifts, dzięki grantowi uzyskanemu w inkubatorze „Generator Innowacji. Sieci Wsparcia 3” prowadzimy testowe treningi siłowe dla osób 70+. Średnia wieku w grupie to 75 lat. I te kobiety robią martwe ciągi i przysiady z kettlebellami!
Pamiętam moją mamę – uczyła się prawidłowego przysiadu przez sześć treningów i była przerażona. Dziś, po czterech latach, wymiata na siłowni i bierze największe ciężary. Kiedy starsi ludzie mają fajnego, wymagającego trenera, który ich challenge’uje, a nie tylko głaska po głowie, oni młodnieją w oczach. Czują się sprawczy. Zamiast inwestować wyłącznie w bony opiekuńcze, zainwestujmy w siłownie i trenerów w klubach seniora i centrach aktywności lokalnej.
Często słyszymy, że seniorów nie stać na aktywność. Jak pani na to odpowiada?
Problemem rzadziej są pieniądze, a częściej bariery w głowie. W Warszawie i innych dużych miastach oferta darmowych zajęć dla seniorów jest ogromna – od sportu po kulturę. Znam osoby z niskimi emeryturami, które potrafią oszczędzić na podróż marzeń, bo mają cel. Jeśli człowiek chce, znajdzie zniżki do teatru czy darmowe wykłady. Najgorsza jest izolacja i myślenie: „Napracowałem się, teraz będę tylko leżeć”.
Co zatem radzi pani osobom, które boją się emerytury?
Neurobiolog Daniel Levitin mówi: „Jeśli chcesz się dobrze starzeć, nie idź na emeryturę”. My potrzebujemy poczucia sensu. Jeśli nienawidzisz swojej pracy – rzuć ją, przebranżów się, idź na emeryturę, ale równocześnie gdzieś na wolontariat. Ja na moją sześćdziesiątkę planuję obronę doktoratu, a nie przejście w stan spoczynku. Chcę być aktywna zawodowo do końca życia.
Teraz mam 52 lata, w lutym zaczynam nową rolę zawodową – będę prowadzić zajęcia na kierunku Edukator Menopauzalny w Wyższej Szkole Zdrowia w Gdańsku. Ale sama też studiuję zdrowie publiczne, żeby za dwa lata zostać profilaktykiem. Na moim kierunku mam 80-letnich profesorów, jeden w tym roku skończy 87 lat. Są niesamowicie inspirujący i cały czas chętni, by dzielić się swoją przebogatą widzą i doświadczeniem z młodymi ludźmi. . No właśnie, kiedy jesteś po pięćdziesiątce i słyszysz od takiego człowieka: „Przed wami jeszcze całe życie”, kompletnie zmienia ci się optyka. (śmiech) Emerytura bez planu to prosta droga do depresji, szczególnie dla osób potrzebujących silnej stymulacji.
A co z osobami, które fizycznie czują się gorzej i ten optymizm o „całym życiu przed nimi” brzmi dla nich jak ironia? Jak znaleźć motywację, gdy ciało naprawdę zaczyna odmawiać posłuszeństwa?
Motywacja nie przychodzi z patrzenia w lustro, ale z działania na miarę swoich możliwości. Nawet jeśli ciało odmawia posłuszeństwa, wciąż mamy głowę. Sprawność to nie tylko robienie przysiadów, to też ciekawość świata, relacje z ludźmi, nauka czegoś nowego. Jeśli nie możesz biegać, możesz czytać, uczyć się języka, pomagać innym. Kluczem jest wyjście z roli ofiary własnego wieku. Starość boli, to fakt, ale izolacja i rezygnacja bolą znacznie bardziej.
Wróćmy do pani pracy redakcyjnej. Jak wygląda tworzenie „Pokoleń” od kuchni i co sprawia, że seniorzy tak chętnie po nie sięgają? Czy przez te lata profil czytelnika i jego oczekiwania mocno się zmieniły?
To, co robimy na 36 stronach, to niemal cud. „Pokolenia” to pismo lifestyle’owe, taki „mini Twój Styl” skrzyżowany z dobrym tygodnikiem opinii – „Polityką” czy „Tygodnikiem Powszechnym” dla seniorów, gdzie jednak świadomie unikamy polityki. Naszym największym sukcesem jest to, że pismo tworzą sami zainteresowani – nasi autorzy to pasjonaci w wieku docelowych odbiorców. Najmłodsi są koło siedemdziesiątki, a nasz fotograf ma 92 lata! Redakcja stała się żywym organizmem; pismo „odpaliło” dopiero wtedy, gdy to sami seniorzy zaczęli przynosić własne tematy, prosto ze swojej codzienności i wyobraźni.
Jeśli chodzi o profil czytelnika, to trzeba pamiętać, że seniorzy to najbardziej zróżnicowana grupa społeczna. Każdy niesie bagaż kilkudziesięciu lat unikalnych doświadczeń, więc trudno o jeden schemat. Staramy się więc, by w każdym numerze był miks: od poradnictwa, przez filozofię i sztukę, aż po inspiracje. I to działa! Ostatnio jedna z autorek została zaczepiona na ulicy przez czytelnika, który dziękował jej za konkretny wywiad.
A o czym marzą i co czytają najchętniej? Choć statystyki w tym wieku bywają trudne do uchwycenia, to dane z wydań cyfrowych nie kłamią: największe zasięgi i zainteresowanie budzą artykuły o życiu intymnym i relacjach damsko-męskich. To pokazuje, że niezależnie od metryki, wciąż chcemy kochać, pożądać i być widziani. Potrzeby ludzi starszych wcale nie różnią się tak bardzo od potrzeb młodszych pokoleń. Nakład 12 tysięcy egzemplarzy rozchodzi się błyskawicznie, a nasze hasło „przeczytaj i podaj dalej” realnie żyje, choć wiemy, że czytelnikom trudno rozstać się z numerem, w którym rozwiązali już swoje ulubione sudoku.
A jaka jest pani recepta na pogodną, udaną i jakościową starość?
Przestańmy się cackać ze starością. Róbmy przysiady, uczmy się nowych rzeczy i nie dajmy sobie wmówić, że czegoś już nie wypada. Szklanka jest do połowy pełna – trzeba mieć tylko siłę, by ją pewnie podnieść.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Piotr Czubowicz
Aleksandra Laudańska – CEO FemTechnology Group, redaktorka naczelna warszawskiego miesięcznika seniorów #POKOLENIA, innowatorka w obszarze zdrowia kobiet i długowieczności, twórczyni projektów Wolni od Metryki® i MAMENO – e-doula menopauzy®. W 2025 roku była nominowana do tytułu Warszawianki Roku.
Projekt Longevity Lifts realizowany jest w ramach inkubatora i projektu „Generator Innowacji. Sieci Wsparcia 3”, realizowanego przez PCG Polska we współpracy z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych ę i finansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus w ramach Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego 2021–2027.


