Listy zaczynają się od próśb o sweter, herbatę czy krem, ale pod ich powierzchnią kryje się coś znacznie głębszego — dojmująca samotność i ogromna potrzeba bycia zauważonym. Choć akcja Fundacji Święty Mikołaj dla Seniora nierozerwalnie kojarzy się z Bożym Narodzeniem, dla wielu starszych osób to pierwszy krok do powrotu do świata. O tym, dlaczego mądre wsparcie musi trwać cały rok, rozmawiamy z Roksaną Góral, prezeską fundacji.
Piotr Czubowicz: Czy w ostatnie święta Święty Mikołaj dotarł do wszystkich potrzebujących seniorów?
Tak, dotarł do każdego – choć muszę przyznać, że skala była w tym roku gigantyczna. Objęliśmy wsparciem ponad 21,5 tysiąca osób. To nie tylko ogromna liczba ludzkich historii, ale też potężna operacja logistyczna: wartość wsparcia w tym jednym projekcie przekroczyła 8,5 miliona złotych. Tegoroczne listy były wyjątkowo poruszające i osobiste. Bardzo mocno wybrzmiewała w nich potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, bycia usłyszanym. Dlatego dla nas tak ważne jest, że mimo tak dynamicznego rozwoju projektu, nikt nie został pominięty. To sukces nas wszyskich – darczyńców i wolontariuszy.
W jaki sposób pomaga Wasza fundacja? Czy seniorzy muszą sami się do Was zgłosić o pomoc?
Naszą misją jest bycie głosem i rzecznikiem osób objętych opieką długoterminową, a szerzej — seniorów w ogóle. Współpracujemy obecnie z około 300 placówkami w całej Polsce: domami pomocy społecznej, dziennymi domami opieki, klubami seniora czy świetlicami. Działamy głównie przez te instytucje ze względów bezpieczeństwa i sprawnej organizacji – dzięki temu seniorzy mają pewność, że odwiedza ich zweryfikowany wolontariusz, a nie ktoś obcy, kto mógłby chcieć wykorzystać ich ufność. Co ciekawe, około 20% osób w naszym systemie to podopieczni poniżej 60. roku życia, którzy mieszkają w DPS-ach ze względu na stan zdrowia. Nikogo nie chcemy wykluczać. Seniorzy, którzy żyją samodzielnie, również mogą otrzymać od nas wsparcie, ale trzonem projektu świątecznego są osoby w placówkach, które często nie mają już nikogo bliskiego.
A kto najczęściej pozostaje „poza mapą” pomocy i jest najtrudniejszy do odnalezienia?
Największym wyzwaniem są seniorzy mieszkający samotnie w domach. To często osoby 70+, które po przejściu na emeryturę nie zostały odpowiednio zaktywizowane i po prostu „zniknęły” z życia społecznego. Widzimy tu poważny problem: wycofanie pociąga za sobą gwałtowne pogorszenie kondycji psychicznej i zdrowotnej. Tacy seniorzy często fizycznie mogliby wyjść z domu, ale lęk i poczucie dyskomfortu w relacjach z innymi powodują, że sami się izolują. Bardzo trudno im prosić o pomoc, bo dominuje u nich postawa: „nie chcę nikomu przeszkadzać”. Szukamy ich wspólnie z ośrodkami pomocy społecznej, bo pracownicy socjalni to często jedyne osoby, którym ci seniorzy jeszcze ufają.
Wspomniała Pani o strachu. Czy to on jest największą barierą?
Sytuację niestety utrudniają nagłaśniane oszustwa, takie jak „na wnuczka” czy „na policjanta”. Te ostrzeżenia są ważne, ale jednocześnie wzmacniają u seniorów strach przed obcymi. Mieliśmy takie przypadki, że w Wigilię wolontariusze dostarczali ciepłe posiłki, które były wcześniej zapowiedziane przez parafię czy OPS, a seniorzy i tak nie
otwierali drzwi, bo się bali. To jest narastający, dramatyczny problem, szczególnie w małych miejscowościach.
Czy samotność wśród seniorów można dziś nazwać wyzwaniem systemowym?
Zdecydowanie. Wejście w starość to drugi, po dojrzewaniu, najbardziej intensywny moment zmian w życiu człowieka. Zmienia się nie tylko ciało, ale również psychika, role społeczne, miejsce w społeczeństwie. Osoba, która całe życie była aktywna zawodowo i decyzyjna, nagle musi odnaleźć się w nowej, często pasywnej rzeczywistości. To nierzadko rodzi frustrację, którą bliscy często biorą interpretują jako „trudny charakter”. Mówią: „ona jest opryskliwa”, „on nic nie chce”. A to często jest wołanie o pomoc i objawy głębokiej depresji, która u starszych pokoleń jest wciąż niedostatecznie rozpoznana. Seniorzy rzadko mówią o zdrowiu psychicznym, bo się wstydzą, bo się boją, bo nie rozumieją, że mają do tego prawo.
A czy z samotnością można walczyć systemowo?
Instytucjonalnie wszystkiego się nie udźwignie. Kluczowa jest jak najdłuższa aktywność społeczna. I nie chodzi tylko o system pomocy społecznej, ale o zmianę podejścia do starości — z postrzegania seniorów jako wyłącznie beneficjentów wsparcia na dostrzeganie w nich zasobu.
Dzisiejsi 70- i 80-latkowie mają ogromne doświadczenie i czas — a to dziś bezcenne. Potrzebujemy więcej inicjatyw międzypokoleniowych, walki z ageizmem i zmiany narracji o starości. Jednocześnie ważne jest wzmacnianie postawy proaktywnej — oczywiście z wyłączeniem sytuacji choroby czy depresji. Edukacja i przygotowanie do emerytury powinny zaczynać się wcześniej.
To oznacza, że potrzebna jest edukacja młodszych pokoleń — tych, które dopiero wejdą w wiek senioralny.
Zdecydowanie tak. Pracujemy z seniorami, tam gdzie możemy do nich dotrzeć, ale ogromną rolę odgrywa otoczenie. Rodzina, sąsiedzi, młodsi ludzie.
Ogromną pomocą okazuje się coś bardzo prostego: zapukać do starszego sąsiada nie tylko z zakupami, ale z informacją. „Tu jest numer do klubu seniora”, „Gmina organizuje takie zajęcia”, „Może pan spróbuje?”. Partnersko, z szacunkiem — nie wyręczając, ale włączając.
Musimy przestać postrzegać seniorów wyłącznie jako osoby wymagające opieki, a zacząć widzieć w nich zasób — ludzi z wiedzą, doświadczeniem, potencjałem do relacji.
Co ważne, młodsze pokolenia naprawdę chcą tego kontaktu. Widzimy to po wolontariuszach — wielu młodych ludzi ma potrzebę rozmowy ze starszymi, uczenia się od nich. Trzeba tylko tworzyć przestrzenie do spotkania i uczyć, czym jest mądre pomaganie, a czym wyręczanie.
Święta budzą w nas większą wrażliwość. Jak sprawić, by ta pomoc i wrażliwość nie była krótkotrwała i nie kończyła się zaraz po świętach?
W ramach Akcji Listy stawiamy na wymianę wiadomości. Seniorzy w wysyłanych przez siebie listach nie tylko proszą o prezent, ale opowiadają o sobie, o swoich marzeniach. To są bardzo wzruszające treści. Naszych darczyńców namawiamy na to, aby zrobili to samo – też napisali kartkę z życzeniami, wysłali list, może zdjęcie czy dane kontaktowe. Seniorzy bardzo często właśnie o to pytają, gdy dostają prezent. Nie „co tam jest w środku” ale „od kogo to?”. Chcemy dać im możliwość, pomost do tego kontaktu. Z doświadczenia wiemy już, że taki list to często początek relacji, dłuższej wymiany korespondencji czy wolontariatu. Chcemy, by świąteczna pomoc była początkiem i pretekstem do dłuższego kontaktu. W Fundacji często mówimy „pomagamy, nie tylko od święta”. I staramy się właśnie do tego dążyć, by po tym świątecznym zrywie serc pozostał ślad. Poprzez kontakt, relacje, a z naszej strony – edukację.
Co najczęściej pojawia się w listach?
Są oczywiście potrzeby materialne — od ubrań po środki higieniczne. Ale bardzo często pojawia się potrzeba rozmowy i relacji. Coraz więcej seniorów prosi też o smartfony i tablety — widzą, że świat się cyfryzuje i chcą w nim uczestniczyć.
Mamy historię pana z DPS, który chciał tablet, by uczyć się języków. Po pół roku pracy z wolontariuszem psychoterapeutka mówiła o ogromnej zmianie — wróciła motywacja i radość życia. To pokazuje, jak bardzo aktywizacja cyfrowa może przeciwdziałać samotności.
Oczywiście sieć nie zastąpi nam relacji międzyludzkich, ale DPS nie jest też więzieniem. Można z niego wyjść. Wielu mieszkańców to osoby sprawne, które mogą pójść do parku, na wydarzenie lokalne, na spacer czy jakieś zajęcia. Ale najpierw muszą wiedzieć, że coś takiego istnieje. W smartfonie senior może sprawdzić z jakich atrakcji czy aktywności może skorzystać w swojej okolicy. Inaczej – skąd ma się o nich dowiedzieć?
W wielu gminach oferta dla seniorów jest coraz bogatsza — kluby seniora, zajęcia ruchowe, brydż, warsztaty, spotkania. Tylko, że ta informacja często nie dociera do osób, które najbardziej jej potrzebują. Jeśli nie zaczniemy oswajać seniorów z tym, że mogą i mają prawo korzystać z takich miejsc, będziemy wciąż tworzyć programy dla tych samych, już aktywnych osób, a nie docierać do tych najbardziej wykluczonych.
Dlatego uważam, że technologia może być kluczem — w walce z samotnością, wykluczeniem informacyjnym i społecznym. Jeśli senior nauczy się korzystać z internetu, może sam sprawdzić, co dzieje się w jego okolicy.
A skąd wziął się pomysł na fundację?
To pomysł mój i mojego męża. Wychowałam się bardzo blisko babci — gdy się urodziłam, miała 65 lat. Była aktywną częścią mojego życia, autorytetem, kimś naturalnie obecnym. Zmarła w wieku 95 lat. Ta bliskość ze starością była dla mnie czymś oczywistym.
Już jako nastolatka działałam w wolontariacie, ale zauważyłam, że seniorzy są grupą często pomijaną. Prawdziwym przełomem było spotkanie z bardzo starszą, samotną kobietą mieszkającą na skraju lasu. Żyła w trudnych warunkach, ale prosiła tylko o drobiazgi, nie chciała „robić problemu”. Zrozumiałam wtedy, jak silna jest wśród seniorów postawa: „nie chcę nikomu przeszkadzać”. Piękna, pełna godności — ale sprawiająca, że do wielu osób nie dociera pomoc.
Chcieliśmy stworzyć organizację, która nie tylko zaspokaja potrzeby materialne, ale też mówi o szeroko rozumianej aktywizacji.
Jednym z pierwszych pomysłów była właśnie akcja świąteczna. Po prostu poszliśmy z mężem do jednego z domów pomocy społecznej i powiedzieliśmy, że chcemy spełnić marzenia 70 seniorów — w formie listów do Świętego Mikołaja, bardziej jako zabawę i relację niż „prośbę o pomoc”. I to kliknęło. Seniorzy dostawali dokładnie to, o czym pisali w listach. Okazało się, że to wzmacnia poczucie godności: każdy jest widziany jako osobna osoba, nie „kolejny podopieczny”.
W kolejnym roku dołączyły kolejne DPS-y. Młodzi ludzie masowo włączyli się w czytanie listów i przygotowywanie paczek. Tęsknota za prawdziwym, osobistym kontaktem była ogromna — po obu stronach. Dziś mówimy o ponad 21 tysiącach seniorów i tysiącach wolontariuszy — a to możliwe dzięki technologii i automatyzacji procesów.
Jak finansowane są działania fundacji?
Prezenty w akcji świątecznej przygotowują prywatni darczyńcy, ale zawsze ok. 5% paczek nie dociera — i to fundacja musi zabezpieczyć. Przy tej skali to ogromne liczby. Finansowanie pochodzi z wielu źródeł: darczyńcy indywidualni, firmy, granty samorządowe i rządowe. Fundacja zaczyna też prowadzić niewielką działalność gospodarczą, by pokrywać koszty koordynacji projektów.
Jednocześnie podkreślamy: organizacje pozarządowe mogą wiele, ale nie zastąpią systemu. Potrzebna jest współpraca z administracją publiczną i wykorzystywanie wniosków z praktyki — dlatego fundacja przygotowuje raporty oparte na danych z działań.
Jakie inne projekty prowadzicie?
Poza akcją listową realizujemy kampanię „Ich Czas” — mówimy w niej o mądrym pomaganiu, aktywizowaniu zamiast wyręczania oraz o wsparciu rodzin opiekujących się seniorami, by przeciwdziałać wypaleniu opiekunów.
Stworzyliśmy też narzędzia, które pomagają łączyć realne potrzeby z realną pomocą.
W ramach akcji „Potrzeby” placówki mogą zgłaszać konkretne braki, a darczyńcy wiedzą, że ich wsparcie trafia dokładnie tam, gdzie jest potrzebne. Dzięki temu pomoc nie jest przypadkowa, tylko celowa i przemyślana. W tym roku będziemy pracowali nad tym, aby akcja Potrzeby dotarła do jak największej liczby darczyńców i osób, które mogą pomóc. Prośby od DPS-ów są przeróżne – czasem to remont, innym razem zakup firanek. Część tych produktów można zrealizować w formule zero-waste, albo wzajemnej, sąsiedzkiej pomocy.
Promujemy też zwykłą, ludzką bliskość: wolontariat, wolontariat pracowniczy. Odwiedzamy seniorów i dajemy im swoją obecność. Dziś współpracujemy z około 300 sprawdzonymi placówkami w całej Polsce. To pozwala nam działać szerzej, ale wciąż blisko ludzi i ich codziennych historii.
Co by Pani powiedziała osobie, która czyta ten wywiad i myśli: „Chciałbym/chciałabym pomóc, ale nie wiem od czego zacząć”?
Zacząć można od bardzo małej rzeczy. Od telefonu do starszej cioci, od zapukania do sąsiada, od rozmowy, w której nie spieszymy się do odpowiedzi. Samotność seniorów nie bierze się z braku programów — bierze się z braku relacji.
List do Świętego Mikołaja jest dla nas symbolem. Ktoś siada i pisze: „Jestem. Mam historię. Mam marzenia.” To nie jest SMS czy szybki mail. Ktoś wziął kartkę, długopis, musiał zastanowić się nad co napisze, jak sformułuje swoje potrzeby, jak określi siebie. Po drugiej stronie jest ktoś, kto czyta i mówi: „Widzę cię.” Jeśli ten moment zobaczenia drugiego człowieka zostanie z nami dłużej niż święta, to zaczyna się prawdziwa zmiana.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Piotr Czubowicz
Roksana Góral – adwokatka i liderka międzysektorowa. Szefowa Fundacji Święty Mikołaj dla Seniora. Od 8 lat działa dla seniorów i domów opieki; nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Prowadzi ponad 100-osobowe zespoły stałych koordynatorów i akcyjnie mobilizuje tysiące wolontariuszy. Pod jej opieką jest ponad 21 000 podopiecznych. Szkoli z przywództwa, wolontariatu i współpracy międzysektorowej.



